30 stycznia 2015

Podsumowanie stycznia i stosik

Czyli biadolenie o tym, jak cienko jest. Nie, no dobra, biadolić nie będę. Spodziewałam się tego. Ostatnio przewiduję pewne rzeczy z wyprzedzeniem... To chyba dobrze.

Tak jak i rok temu, i teraz w styczniu przeczytałam tylko dwie książki, co nie oznacza, że nie próbowałam machnąć trzeciej. Wyszło jak wyszło.
Przeczytałam:
1. Misja Ambasadora (Trudi Canavan)
2. Miasto niebiańskiego ognia (Cassandra Clare)

Nieoczekiwanie pierwsza książka okazała się dużo lepsza i mniej irytująca (prawie zupełnie) niż druga. Canavan lepsza od Clare. Koniec świata bliski.

Nabyłam książek: 3 (ale dwie to pożyczone)
Postów było: 7, a recenzji opublikowałam 2 (dwie? dwoje? dwóch...? Sto punktów dla tego, kto mi powie jaka jest poprawa forma. O ile istnieje...)
Obserwatorów przybyło: 191

Wyzwanka (już tylko dwa, a nie pięć):
Grunt to okładka: 2
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 8 cm (3,4 cm + 4,6 cm)

Plany na luty? SESJA!

A teraz stosik, jeden z fajniejszych jakie miałam okazję prezentować.


A niech będzie, że od góry polecę:
1. Na gorącym uczynku (Harlan Coben) - pisarza uwielbiam, a od dawna nie miałam okazji czytać jego książki. Od dawna planowałam zakup jakiejś jego książki i w końcu się udało.
2, Letnie drzewo (Guy Gavriel Kay) - w zamierzchłych czasach (ze dwa lata temu) nabyłam tom drugi tej serii. I w końcu zebrałam się do wypożyczenia i czytania części pierwszej.
3. Złotousta diablica (Jaye Wells) - kumpela, która też czyta tą serię zobaczyła tom czwarty w promocyjnej cenie (8 zł). Jakże mogłabym powiedzieć "Nie"?
4. Atramentowa krew (Cornelia Funke) - też pożyczka, tym razem od koleżanki ze studiów. Drugi tom baśniowej trylogii. Bo dziecko sobie nie może dobierać cieńszych książek, dwie cegły w tą czy w tamtą nie robią już różnicy...
5. Radio Armageddon (JakubŻulczyk) - TAK! Najcudowniejszy zakup ostatnich tygodni. Dawno już nie kupowałam książki nie zważając na to, że muszę na nią wyłożyć prawie cztery dychy. Ale musiałam to zrobić, zobaczywszy tytuł ten na wystawie księgarni. Z Radiem Armageddon już dwa razy się zetknęłam, a mianowicie byłam w teatrze na spektaklu, ale także wcześniej na słuchowisku radiowym i z racji moich subkulturowych uwielbień pokochałam tę historię. Jedna z ważniejszych pozycji do przeczytania "na już".
6. Świat Lodu i Ognia (George R. R. Martin, Elio M. Garcia Jr, Lidia Antonsson) - prezent gwiazdkowy. Książka przecudowna, prawdziwa perła wśród książek fantasy. Mnóstwo pięknych ilustracji, charkterystyka rodowych postaci, całych rodów, szczegółowe mapy... Dla fanów PLIO pozycja obowiązkowa.

A ogłoszenie parafialne z poprzedniego postu obowiązuje nadal, Do odwołania.
Pozdrawiam :)

24 stycznia 2015

Ogłoszenie parafialne

Koniec trzeciego semestru studiów. W takim stanie się teraz znajduję, a za chwilę stan ten przerodzi się w "System Eliminacji Studentów Jest Aktywny" (Jakby ktoś nie połączył pierwszych literek wyrazów wziętych w cudzysłów, to mam na myśli straszne słowo "SESJA"). Na razie do czytania literatury rozrywkowej głowy nie mam i tego nie robię. Ale czytam, a jakże!

W każdym razie zaznaczam, że nie odchodzę, tylko przechodzę w stan hibernacji na gruncie książkowo-blogowym. Liczę na wolne w czasie sesji poprawkowej, żeby nadrobić zaległości. Nawet się już książek do stosiku uzbierało..

Powrócę w drugiej połowie lutego (miejmy nadzieję, nadal ze statusem studentki) i nadrobię wszelkie zaległości.

Pozdrawiam (spod stosu kserówek...)
DżejEr Carmen

18 stycznia 2015

Miasto niebiańskiego ognia

Nareszcie! Nie, to nie było wykrzyknięte z radością, której źródłem było cudowne zakończenie sagi o Nocnych Łowcach. Ten okrzyk tyczył się ulgi, jaką poczułam, dotarłszy do ostatniej strony. Będę starała się kulturalnie wyrażać podczas recenzji, ale nie gwarantuję stuprocentowego braku łaciny podwórkowej.

Do tej pory przez książki Cassandry Clare szłam jak burza. Nie przejęłam się objętością ostatniego tomu Darów Anioła, będąc pewną, że lektura zajmie mi coś około tygodnia. Wyszło... więcej. Dlaczego? Bo okazuje się, że można w bardzo kiepskim stylu zakończyć serię, której zalety fakt faktem, wypaliły się po trzecim (pierwotnie ostatnim) tomie, ale jeszcze istniały. Niestety, wygląda na to, że szum wokół Miasta niebiańskiego ognia był większy, niż zasłużyła sobie ta książka.

Czuję irytację z powodu lektury. Cassandra Clare przynajmniej dla mnie, osoby odchodzącej od literatury młodzieżowej, była autorką piszącą na bardzo dobrym poziomie. Jednak podczas czytania Miasta niebiańskiego ognia: raz - niebotycznie się nudziłam, dwa - tęskniłam za pierwszą częścią, w której wszystko było fajniejsze, trzy - wkurzałam się na WSZYSTKICH bohaterów.

Skoro swoją wstępną tyradę skończyłam na bohaterach, to się teraz rozwinę. Clary wkurza i nudzi. Po tym wszystkim, co przeszli razem z Jace'm ona jest w stanie pomyśleć (co prawda tylko raz), że on chce z nią zerwać. No błagam! Do tego oczywiście nasza głupia rudowłosa ratuje wszystkim tyłki, co też nie napawa optymizmem. I skąd się kurde wzięło magnusowe "Biszkopciku" na określenie Clary..?
Jace - niby dojrzał, ale zrobił się taki... kiczowaty? To chyba najlepsze określenie. Stracił bardzo wiele ze swojego charakteru. Tęskniłam za tym starym Jace'm, ale cieszę się, że już dłużej nie będę musiała znosić tego nowego.
Isabel - nie, nie nie i jeszcze raz nie. W pierwszych częściach była jedną z fajniejszych postaci i już w poprzednim tomie zaczęła się psuć. A teraz śmiała być zazdrosna o Simona z powodu Clary. No kurwa! Za jakie grzechy?! Przecież podobno Izzy i Clary są przyjaciółkami.
Pozostali bohaterowie - smęty, pseudo romantyczne frazy wywołujące mdłości i chęć trzaśnięcia książką w ścianę. Sebastian i jego dziwna obsesja jest słabą kalką klasy i niepowtarzalności Valentine'a.
Kolejną wadą związaną z gronem bohaterów jest to, ze zostaje ono za słabo uszczuplone. Giną postacie, ale nie liczne. Bardzo to mnie zirytowało, że pieścić to się można z dzieckiem, które pierwszy raz idzie do dentysty. A nie na końcu miłosiernie darować życie wielu postaciom, bo były zbyt lubiane. O to chodzi w dobrej literaturze - żeby szokowała, przynajmniej w mojej ocenie. Żeby na koniec długo rozmyślać o tym, dlaczego przeżył ten a nie inny charakter. Clare poszła na łatwiznę, której jej nie daruję.

Coś jeszcze mnie zirytowało? Oczywiście! Na przykład to, że waleczni, dzielni i zaradni Nocni Łowcy siedzą na tyłku i biadolą, co to oni zrobią z Sebkiem i mrocznymi. I tak jest do 468 strony na której w końcu ktoś im nie mówi, że mają się do diabła ogarnąć. Ręce dosłownie opadają. Gdyby nie ten ktoś, najpewniej dalej by siedzieli, niezdolni ruszyć do walki. Osobiście uważam, że książka jest stanowczo za gruba i za bardzo się ciągnie. Okroiłabym z mniej więcej 250 stron. Szybciej by poszło, mniej by było zgrzytania zębami (dobrze, że mam dentystę w rodzinie!).

Z drugiej strony, może rodzice zawsze potrafią zranić, nieważne, ile ma się lat.

Na osłodę, rzeknę, że podobała mi się jedna z pierwszych walk z zastępami Mrocznych Sebastiana. Do tego podobał mi się fragment z mieczem Morgensternów. Oprócz tego ta scena, w której zostaje raniona przez demona pewna bohaterka... A nie, to już jestem w tej chwili złośliwa. Ale kto wkurzonemu zabroni...? Poza tym pojawiały się przebłyski uwielbianego przeze mnie humoru Clare, więc powieść zyskała tym trochę w moich oczach. A Sebastian miał fajny tron, ja bym na miejscu Clary zmieniła zdanie w pewnej kwestii.

- Kiedy broń się łamie i zostaje naprawiona, może być mocniejsza w naprawionych miejscach - powiedział Jace. - Może z sercami jest tak samo.

Jak widać, nie wiele mi się w ostatniej, pseudo wybuchowej części Darów Anioła spodobało. Autorka mogła część pomysłów z tej dodatkowej trylogii wykorzystać w innej serii. A co do twórczości Clare - nie ruszę nowych książek. Kronik Bane'a nie planowałam nawet przed lekturą Miasta niebiańskiego ognia i nadal nie planuję, dorzucając do tego kolejne serie o tych samych rodach i potomkach znanych mi par. Szkoda, bo miała potencjał, a zbyt szybko się wypaliła. Cassandra Clare mogła zakończyć na Mieście szkła. Wszyscy lepiej by na tym wyszli. Wszyscy.

Odzyskiwanie jest słodsze od bólu utraty.

Moja ocena; 5,5/10

Autor: Cassandra Clare
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 702
Rok wydania: 2014 (za granicą i w Polsce)

Seria Dary anioła:
1. Miasto kości
2. Miasto popiołów
3. Miasto szkła
4. Miasto upadłych aniołów
5. Miasto zagubionych dusz
6. Miasto niebiańskiego ognia

Moim subiektywnym zdaniem:
Najlepsza część: Miasto szkła
Najsłabsza część: Miasto niebiańskiego ognia
Najlepsza okładka: Miasto zagubionych dusz
Najsłabsza okładka: Miasto upadłych aniołów

Cytaty zapisane kursywą pochodzą z książki. Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Grunt, to okładka i Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 4, 6 cm)

7 stycznia 2015

Misja Ambasadora

Po lekturze Trylogii Czarnego Maga mogłam wreszcie przystąpić czytania Misji Ambasadora - pierwszej części trylogii której bohaterem jest Lorkin, potomek Sonei. Polecam czytać te serie w takiej kolejności, bo zaczynając od Misji Ambasadora nie można trzymać się chronologii. W każdym razie, przyzwyczaiwszy się do stylu Canavan wiedziałam, że powinnam spodziewać się stonowanej akcji, niezbyt szokujących zwrotów akcji i przyjemnych bohaterów skupiających się wokół jednego głównego wątku. Tymczasem okazało się, że czeka mnie lekkie zaskoczenie.

Dwadzieścia lat po wydarzeniach opisanych w Wielkim mistrzu Sonea ma dorosłego syna, który postanawia wybrać się z Dannylem do Sachaki jako asystent Ambasadora Gildii. Wśród Złodziei, do których należy dobrze znany nam Cery nie dzieje się dobrze, bo zagrożenie pojawia się ze strony tajemniczego dzikiego maga mordującego członków przestępczego półświatka. Z kolei Sonea martwi się o losy syna, który wybrał się w podróż życia, a i musi radzić sobie z tłumami pacjentów nawiedzających prowadzone przez nią lecznice.

Łatwiej jest czuć wdzięczność i lojalność wobec kogoś, kto nie żyje.

Muszę przyznać, że jak na swoje możliwości i dotychczasowe występy, Canavan w Misji Ambasadora się popisała. Oprócz gwardii dobrze znanych nam bohaterów pojawia się krnąbrny Lorkin, możemy poznać członków rodziny Cery'ego, a akcja znów skupia się na losach Złodziei. Canavan nie odpuściła również w kwestii wątku Dannyla i jego drugiej połówki. Po lekturze pierwszej części trylogii zdrajców nie wszystko układa się według scenariusza "i żyli długo i szczęśliwie". Do tego autorka postanowiła sprowadzić na Imardin jeszcze jedno niebezpieczeństwo - nowy, silnie uzależniający narkotyk.

Trochę sceptycznie byłam nastawiona do drugiej serii osadzonej w tych samych realiach i traktującej o tych samych bohaterach. Choć nie wszystko było dopięte na ostatni guzik, chwilami zabrakło trochę napięcia, szczególnie w finałowych scenach niektórych rozdziałów, a emocje nie zawsze wystarczająco dobrze uwydatniono, to książkę czytałam z zainteresowaniem i to nie małym. Najwidoczniej sentyment do bohaterów, których polubiłam w Trylogii Czarnego Maga zadziałał. Sonea pomimo tych dwudziestu lat nie straciła charakterystycznych cech swojego charakteru. Mam tu między innymi na myśli upór. Szkoda jednak, że nie mogę tego samego powiedzieć o moim ulubieńcu - Dannylu. O ile wcześniej jego postać była sylwetką wybijającą się na tle innych bohaterów, o tyle teraz zabrakło w jego przypadku charakterystycznej iskry, którą tak lubiłam. Na szczęście w roli faworytów w Misji Ambasadora świetnie sprawdzili się Regin i Anyi. Pierwszego powinni kojarzyć Ci, którzy zapoznali się z poprzednią serią Trudi Canavan. Natomiast o Anyi nie mogę zbyt wiele zdradzić, bo nie mam zamiaru wyjawiać w recenzji istotnych dla fabuły szczegółów, ale mogę powiedzieć, że to dziewczyna zwracająca uwagę swoimi poczynaniami.

Tylko kiedy wiesz, że twój towarzysz może cię opuścić, doceniasz to, że pozostaje.

Jeżeli chodzi o styl pisania - autorka nie zmieniła się na tym podłożu. Język nie należy do skomplikowanych, a sceny akcji można byłoby dopracować, ale ogromną zaletą pióra Canavan jest lekkość. Czyta się naprawdę szybko, bo 570 stron machnęłam w 4 dni. Nie dostrzegam również błędów które rzucały się w oczy, szczególnie w Gildii magów. Mam tu na myśli kończenie rozdziału w nieodpowiednim momencie, dodawanie zdania, które nie powinno się pojawić. Wtedy to drażniło, a tutaj już sytuacja taka miejsca nie miała. Jeżeli miałabym się jeszcze do czegoś przyczepić, to zwróciłabym uwagę na dwie kwestie. Pierwsza to mapka - oczywiście jest taka sama, jak w poprzednich książkach, które czytałam, a więc nie pokazuje szczegółowo terenu Sachaki, na którym znajdowali się Dannyl i Lorkin. We fragmentach im poświęconych wspomina się o Arwice, jakimś mieście gdzieś w Sachace. Okropnie irytuje mnie fakt, że nie wiem, gdzie znajdują się bohaterowie. Udostępnianie AKTUALNYCH mapek do książek fantasy powinno być nakazane konstytucyjnie. Druga sprawa to słowniczek. Na końcu książki znajduje się zestawienie charakterystycznych złodziejskich pojęć, w niektórych przypadkach pojawiły się pewne nowości względem Trylogii Czarnego Maga. Wszystko pięknie ładnie, ale dlaczego autorka z nich nie korzysta? W czasie czytania książki spotkałam się tylko z nazwami zwierząt i używek, ewentualnie miejsc użytku publicznego. I choć w książce pojawia się wątek homoseksualny, to ani razu nie padło pojęcie "Złotej żyły" (określenie mężczyzny zainteresowanego mężczyznami).

- Obawiam się, że twoja reputacja przyjaciela magów znacznie przewyższa rzeczywistość, Cery.
- Tak bywa z reputacją. Zazwyczaj.

Książki Trudi Canavan to lekkie fantasy dla niewymagających, wzbudzające sympatię do bohaterów i serwujące nam odrobinę dreszczyku emocji. Książkę polecam dla rozrywki lub relaksu, jako lżejszy i mniej absorbujący przerywnik między cięższymi lekturami, który jednak posiada kilka równie interesujących wątków. Jednak w kontekście twórczości tejże autorki uważam, że Misja Ambasadora wypadła najlepiej z jej dotychczas przeczytanych przeze mnie książek, a co za tym idzie, zaostrza apetyt na kolejne części po które na pewno sięgnę.

Moja ocena: 8/10

Autor: Trudi Canavan
Wydawnictwo: Galeria książki
Ilość stron: 570
Rok wydania: 2010 (za granicą i w Polsce)

Trylogia Zdrajcy:
1. Misja ambasadora
2. Łotr
3. Królowa zdrajców

Przeczytane w ramach wyzwań: Grunt, to okładka, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 3, 4 cm)
Cytaty zapisane kursywą naturalnie pochodzą z książki.

5 stycznia 2015

Wyzwania na rok 2015


 Postanowiłam, że nie będę szaleć i ograniczę się tylko do dwóch. Jedno z nich, to wyzwanie, któremu nie podołałam przez poprzednie dwanaście miesięcy, czyli Przeczytam tyle, ile mam wzrostu stworzone przez Dzosefinn z bloga Never stop making wishes. Pytanie rodzi się tylko takie - czy jestem za wysoka czy za wolno czytam? Nie, raczej pierwsza opcja odpada... Ale ciche postanowienie, malutkie, skromne związane między innymi z wzrostowym wyzwaniem to pragnienie sięgania po większą ilość "cegieł". Kiedyś książka o objętości 350 stron była dla mnie granicą standardów i powyżej uznawałam daną powieść za "grubą". Tak, śmiech na sali. Ale teraz tomiszcze "cieńsze" niż 500 stron nie stanowi dla mnie większości Więc ambitnie będę sięgać po grube książki i może uda mi się wyczytać te moje 160 centymetrów.

Drugie wyzwanie to Grunt to okładka. Bardzo to wyzwanie lubię z niecierpliwością co miesiąc czekam na nowe hasło od Sylwuch z bloga Czasu coraz mniej, a książek coraz więcej... Zazwyczaj posiadam u siebie w biblioteczce coś, co kwalifikuje się jako lektura na dany miesiąc, a jak nie... Mam pretekst do tego, żeby pójść do księgarni i kupić coś nowego. Żyć, nie umierać, a z racji tego, że w tym roku będę brała udział w tylko dwóch wyzwaniach, liczę, że żaden miesiąc nie będzie dla mnie utrudnieniem i skoncentruję się na dobieraniu książek do okładkowego wyzwania.

No i jeszcze jedna sprawa - moje osobiste "czytanie kolorystycznie". Zrobiłam taki myk bodajże w listopadzie 2013 roku. Pozbierałam książki niebieski ze swojej półki i to właśnie je "czytałam" w danym miesiącu. Myślę, że do tej inicjatywy przystąpię w lutym i raczej nie będę jej praktykowała regularnie, ale co dwa, trzy miesiące może się zdarzyć dobieranie książek pod kątem kolorów. Fajnie to wygląda no i jest motywacja. A w lutym po trzech egzaminach na spokojnie będę mogła poczytać, o ile nie dostanę zaproszenia na sesję poprawkową... trzymajcie zatem kciuki, i ja życzę powodzenia wszystkim ambitnie przystępującym do wyzwań czytelniczych.

4 stycznia 2015

Podsumowanie roku 2014 w wydaniu DżejEr


To już trzecie roczne podsumowanie, które robię na blogu. A jako, że i tak nawet z zestawieniami miesięcznymi mam problem, to muszę zerkać na ściągę, czyli chwalenie się osiągnięciami z zeszłego roku. No, to jedziemy...

Ilość książek przeczytanych w tym roku: 46 + 18 mang.
Ilość opublikowanych w tym roku recenzji: 41 (ciekawe, dokładnie tyle samo, co w roku 2013...)
Obserwatorów: 192
Postów: 84
Wejść: 42679 (w chwili pisania posta)

Najlepsze książki roku 2014:
  1. BZRK (Michael Grant)
  2. Studium w szkarłacie (Arthur Conan Doyle)
  3. Strzała kusziela i Wybranka kusziela (Jacqueline Carey)
  4. Opowieści z niebezpiecznego królestwa (J. R. R. Tolkien)
  5. Żelazny anioł (Alan Campbell)
  6. Gra o tron (George R. R. Martin)
  7. Mechaniczna księżniczka (Cassandra Clare)
  8. Przebierańcy (Mike Carey)
  9. Anno Dracula (Kim Newman)
  10. W pierścieniu ognia (Suzanne Collins)














Najmniej mnie zadowoliły:

1. Złodziej dusz (Aneta Jadowska)
2. Niekończąca się opowieść (MIchael Ende) [Nie skończyłam...]
3. Kłamca (Jakub Ćwiek)
4. Bulgur (Magda Fres)
5. Przebudzenie śpiącej królewny (Anne Rice)


Pisarze roku:

George R. R. Martin, Jaqueline Carey, Mike Carey, Suzanne Collins

Wyzwania:

1. Grunt to okładka: 13 książek
2. Dystopia 2014: 5 książek
3. Fantastyczna Polska: 6 książek
4. Z półki 2014: 25 książek (poziom 3 osiągnięty, bo miało być 16-20 książek)
5. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 138, 6 cm z 160 cm. Zabrakło mi 21, 4 cm

Wydarzenia około książkowe i fantastyczne w jakich brałam udział to: Dni Fantastyki we Wrocławiu, Pyrkon, Polcon i Targi książki w Katowicach. Najlepiej wspominam Pyrkon, na którym byłam po raz pierwszy i na pewno nie ostatni. W roku 2014 przeczytałam mniej książek, ale nie narzekam. Doskonale znam swoje możliwości. Miewałam poczucie winy tylko wtedy, gdy na miesiąc udawało mi się przeczytać maksymalnie dwie książki. Najwięcej przeczytałam w marcu i lipcu, bo po 8 pozycji, wliczając w to cztery mangi w marcu i trzy w lipcu. Mam zamiar w 2015 roku powalczyć jeszcze w wyzwaniu wzrostowym jak i nadal brać udział w Grunt, to okładka. Więcej nie planuję, bo to bez sensu. Tak samo jak i nie robię postanowień, a zwyczajnie czytam. Będzie mniej rozczarowań i mniej presji. Proste i nieskomplikowane. Niemniej jednak liczę na wiele wspaniałych książek i zachwycających zwrotów akcji jak i pisarzy, których będę wielbić i przeklinać zarazem. Książkowego roku 2015!

Książki przeczytane w 2014 roku

Styczeń

1. Rezydent wieży Księga 1 (A. Tuchorski)
2. Córka burzy (Richelle Mead)

Luty

3. Anna we krwi (K. Blake)
4. Hobbit (J. R. R. Tolkien)
5. Anioły śniegu (James Thopmson)
6. Kłamca (Jakub Ćwiek)
7. BZRK (Michael Grant)

Marzec

8. Więzy krwi (Patricia Briggs)
9. Tajemnice Sztormowego Dworu (różni autorzy)
10. Ao No Exorcist Tom 2 (Kazue Kato)
11. Ao No Exorcist Tom 3 (Kazue Kato)
12. Pandora Hearts Tom 1 (Jun Mochizuki)
13. Żelazny król (Julie Kagawa)
14. Pandora Hearts Tom 2 (Jun Mochizuki)
15. Studium w szkarłacie (Arthur Conan Doyle)

Kwiecień

16. Pandora Hearts Tom 3 (Jun Mochizuki)
17. Harry Potter i Czara ognia (J. K. Rowling)
18. Pandora Hearts Tom 4 (Jun Mochizuki)
19. Tfu, pluje Chlu! (Marcin Wroński)
20. Strzała kusziela (Jacqueline Carey)
21. Pandora Hearts Tom 5 (Jun Mochizuki)

Maj

22. Przystanek Woodstock (Jurek Owsiak, Jan Skaradziński)
23. Prochy (Ilsa J. Bick)
24. Złodziej dusz (Aneta Jadowska)
25. Pandora Hearts Tom 6 (Jun Mochizuki)
26. Opowieści z niebezpiecznego królestwa (J. R. R. Tolkien)
27. Ao No Exorcist Tom 4 (Kazue Kato)

Czerwiec

28. Numery 3: Przyszłość (Rachel Ward)
29. Marina (Carlos Ruiz Zafon)
30. Ao No Exorcist Tom 5 (Kazue Kato)
 31. Pieśniarz wiatru (William Nicholson)

Lipiec

32. Pandora Hearts Tom 7 (Jun Mochizuki)
33. Dreszcz 2: Facet w czerni (Jakub Ćwiek)
34. Pandora Hearts Tom 8 (Jun Mochizuki)
35. Wielki mistrz (Trudi Canavan)
36. Pandora Hearts Tom 9 (Jun Mochizuki)
37. Przebudzenie śpiącej królewny (Anne Rice)
38. Żelazny Anioł (Alan Campbell)
39. Zielonooki demon (Jaye Wells)

Sierpień

40. Gra o tron (George R. R. Martin)
41. Mechaniczna księżniczka (Cassandra Clare)
42. Judge Tom 2 (Yoshiki Tonogai)
43. Judge Tom 3 (Yoshiki Tonogai)
44. World War Z (Max Brooks)
45. Przebierańcy (Mike Carey)
46. [Nie kończąca się opowieść] (Michael Ende)

Wrzesień

47. Wybranka kusziela (Jacqueline Carey)
48. Bulgur (Magda Fres)
49. Rzeczy niekształtne (Marc del Franco)

Październik

50. Wampiry z Morganville - Tom 11: Światło dnia (Rachel Caine)
51. Wróżbiarze (Libba Bray)
52. Naznaczeni błękitem (Ewa Białołęcka)
53. Anno Dracula (Kim Newman)

Listopad

54. Pierwszy grób po prawej (Darynda Jones
55. Igrzyska śmierci (Suzanne Collins)
56. Judge 4 (Yoshiki Tonogai)
57. Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa (C. S. Lewis)
58. Córka laguny (Michelle Lovric)

Grudzień

59. W pierścieniu ognia (Suzanne Collins)
60. Atramentowe serce (Cornelia Funke)
61. Toy Land (Robert J, Szmidt)
62. Christine (Stephen King)

Recenzje większości książek znajdują się na blogu w liście recenzji zamieszczonej po prawej stronie.