30 stycznia 2016

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet


Biorąc do ręki książkę Stiega Larssona przypuszczałam, że się nie zwiodę. W końcu ten polecany przez wielu, nieżyjący już pisarz to znane nazwisko wśród skandynawskich twórców kryminałów. Nie sądziłam jednak, że książka ta tak bardzo mnie porwie, że będę z bólem serca odkładała ją, bo w końcu spać człowiek też musi...

Pierwszoplanowa rola w powieści o tych nienawistnych mężczyznach przypadła Mikaelowi Blomkvistowi, który zostaje skazany za zniesławienie poważanego biznesmana w tekście napisanym i opublikowanym na łamach Millenium. Z początku trochę sceptycznie podchodziłam do głównego bohatera, bo jako dziennikarz ekonomiczny nie zajmował się przystępną mi dziedziną. Tak, nie przepadam za ekonomią, co więcej, ona za mną też. Lecz kiedy akcja została wręcz błyskawicznie pchnięta do przodu i Blomkvist dostał nietypowe zlecenie od innego, poważanego współwłaściciela rodzinnego biznesu zapomniałam o tej mniej sympatycznej branży, w jakiej pracował Mikael.

Stieg Larsson stworzył powieść o dwóch bardzo konkretnych wątkach, bo oprócz zlecenia od Vangera, jakim okazało się napisanie rodzinnej kroniki oficjalnie i próba rozwiązania zagadki tajemniczego zaginięcia Harriet Vanger jest też walka o wskrzeszenie upadającego Millenium, którego klęska bardzo ucieszyłaby Wannerstroma, zniesławionego w artykule biznesamana. Więc w praktyce z dwóch wątków robią się trzy i to trochę zagmatwane.

Zdecydowanie do gustu przypadł mi styl pisania Steiga Larssona, choć śmiem twierdzić, że jest on dosyć... szorstki? Chyba to najlepsze określenie. Fragmentów o ładunku emocjonalnym jest nie wiele, a to, co najmocniej wciąga, to działania bohaterów zmierzające do rozwiązania namnażających się problemów. Kolejną obserwacją, jaką poczyniłam przy pobieżnej analizie stylu, to to, że autor unika rozwlekłego opisywania wyglądu, wnętrz, krajobrazu... Owszem, dostajemy informacje o stanie tychże, ale nie są to opisy przesycone epitetami określającymi konkretne stany. Przyznam się szczerze, że nawet ciężko mi w głowie odtworzyć obraz samego Mikaela, bo tak bardzo poskąpiono mi informacji o nim. Ale nie płakałam z tego powodu, wszelkie lekkie uchybienia wynagrodziła mi pewna drobna, tajemnicza postać...

Lisbeth. Nie chodzi o to, że mam słabość do ludzi, którzy jak ja, żyją w czci żywionej w stosunku do czarnych ubrań i nie uznają innych kolorów w swojej garderobie. Zresztą, mnie samej zdarza się zaszaleć i włożyć czerwoną koszulę, tak więc na tym polu ortodoksji nie praktykuję. Ale pokochałam Lisbeth, której postać nie dość, że mnie zahipnotyzowała swoim specyficznym stylem bycia, to jeszcze spowodowała zrodzenie się miliona pytań w mojej głowie, które tyczą się jej przeszłości, jej rodziny i ogólnie, jej postaci. To bohaterka wręcz idealna, której hakerskie zdolności wzbudzają szacunek i respekt. Bezkompromisowa, nieufna i bardzo wyrazista. I ma fajne koszulki, na przykład z takimi oto napisami:

Armagedon was yesterday. Today we have a problems.

Przez całą lekturę najbardziej kibicowałam we wszystkim właśnie Lisbeth i to o nią najbardziej się martwiłam, a z drugiej strony... To Lisbeth, ona sobie przecież poradzi. Gratulacje w tym miejscu dla autora za wykreowanie tak ciekawej i absorbującej uwagę postaci. I już sobie zacieram łapki na tom drugi, który jest właśnie o Lisbeth.

Co do wątków kryminalnych, śledczych i intryg na polu dziennikarskim w zasadzie nie mam się do czego przyczepić. Oczywiście, w pewnym sensie tytuł sugeruje to, kto jest podejrzanym, ale mężczyzn w powieści Larssona jest pod dostatkiem. Może przydałoby się trochę poszerzyć listę potencjalnych podejrzanych, ale z drugiej strony więcej Vangerów wprowadziłoby tylko większe zamieszanie. I tak wszystkich nie ogarnęłam. Kolejne etapy udawanego śledztwa prowadzonego przez Mikaela zostały całkiem nieźle rozpisane i przy odrobinie skupienia bez problemu można połapać się, jak zmienia się sytuacja i do jakiego punktu dochodzą właśnie bohaterowie. Wątek morderstwa jest dosyć drastyczny i przyprawiający o ciarki na plecach, a z drugiej strony autor postawił na najbardziej kontrowersyjne z dostępnych rozwiązania. 

Na gruncie dziennikarskich intryg, podstępnych zagrywek i prób ratowania swoich wizerunków to, co pozoru wydawało mi się nudne (dziennikarstwo ekonomiczne i walka na artykuły) okazało się całkiem intrygujące. Co jakiś czas pojawiały się nowe informacje, pewne zwroty akcji i niespodziewane zagrywki ze strony bohaterów, których nawet czytelnikowi nie wyjaśniono, dzięki czemu w napięciu upłynęło czytanie ostatnich rozdziałów... Co ja mówię, w napięciu byłam przez całą lekturę.

Książka Larssona to tak naprawdę odgrzebywanie zagadkowych morderstw z przed ponad pół wieku. Nie ma świeżych trupów, co nie znaczy, że jest przyjemnie i sielankowo i nikt nie musi się obawiać, że morderca znów zaatakuje. Poboczne wątki obyczajowe natomiast, to tylko niewielka część książki sugerująca fakt, że każdy z bohaterów ma swoje życie i jest uwikłany w różnego rodzaju związki. Bardzo spodobała mi się koncepcja redakcji Millenium, małej, składającej się z kilkuosobowego zespołu i sugerującej przyjemny, towarzyski klimat panujący w tej ekipie.

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet to książka rewelacyjna, po której warto jak najszybciej sięgnąć po tom drugi. Lektura trzyma w napięciu przez większą jej część, zaskakuje, sprawia, że przywiązujemy się do bohaterów. Co więcej, dostaje ode mnie ocenę, która od dawna wystawiana nie była:

9/10

Autor: Stieg Larsson
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 343 i 386
Rok wydania: 2005 (Oryginał), 2015 (II wydanie w Polsce)

21 stycznia 2016

Wady i zalety krótkiej formy


Tym razem napisze kilka akapitów o konkretnej formie literackiej, a mianowicie jak sugeruje już sam tytuł posta - o opowiadaniu. Dość często stykam się z niechęcią do twórczości wydawanej w opowiadaniach. W zasadzie mogłoby się wydawać, że jak czytanie jest czyjąś pasją, to nie powinien zwracać uwagi na to, co czyta, byle tylko czytać, bo sam fakt czytania sprawia mu przyjemność. A jednak, okazuje się, że opowiadania mają wady. Zasadniczo chodzi o długość...
1. Za krótkie?

Źródło
To jeden z najczęstszych zarzutów, jakie słyszałam pod adresem krótkiej formy. No jak sama nazwa wskazuje... Długie opowiadanie to już powieść. A inna sprawa, że czasem ciężko znaleźć granicę między jednym a drugim. Ale co z tego, że za krótkie? Jest chwila wolnego, ale na przykład cały wieczór, a tylko godzina. I co? VOILÀ! Pięćdziesiąt stron, szybka akcja, szybka charakterystyka bohaterów i można zrelaksować się przy lekturze nie denerwując się, że trzeba będzie przerwać w ciekawym momencie. Opowiadania są jak znalazł!

2. Różnorodne!

Opowiadania są wydawane w dwóch "trybach", z tego, co zauważyłam. Albo jest to zbiór o konkretnej tematyce, ale spod piór różnych autorów (np. Trzynaście kotów) albo jednego autora o różnej tematyce (Anima Vilis). Jest jeden wyjątek od tej reguły - ma to miejsce w przypadku Ćwieka, akcja jego tekstów dzieje się w jednym uniwersum (Chłopcy). I wtedy można wybierać. Można czytać w dowolnej kolejności (ale nie Ćwieka!), można przeskakiwać albo nawet wybrać wyrywkowe teksty i nie czytać całości.

3. Próbka stylu...

Tak właśnie traktuję opowiadania autorów, których nie znam. Mogę sobie danego pisarza "sprawdzić". Zobaczyć, czy jest w stanie szybko mnie zainteresować, bo na tym w zasadzie polega sztuka pisania opowiadań. Masz mało miejsca, musisz szybko zaciekawić czytelnika, żeby nie rzucił tych kilkunastu kartek w kąt. Nie generalizuję oczywiście w tym sensie, że jeżeli ktoś pisze dobre opowiadania, to książki też na pewno są super i na odwrót. Ale krótka forma, która mnie zaciekawi sprawia, że autor zdobywa u mnie dodatkowe punkty.

4. Uzupełnienie do serii...

Miałam do tej pory tylko jeden taki przypadek, żeby opowiadania, których pierwotnie czytać nie chciałam zostały "na chama" dorzucone do kolejnego tomu serii i nie wypadało je pomijać. I spodobały mi się. Jako uzupełnienie historii, czy ukazanie jej początków lub lepsze nakreślenie pobocznych bohaterów. Warunkiem jest jednak sens takiego "dopisku" i jego jakość, jak oczywiście we wszystkich tekstach, bo w przeciwnym wypadku pozostaje tylko rozgoryczenie. Niemniej jednak czasem te zabiegi się udają.

To tyle z mojej strony, w obronie opowiadań oczywiście. Lubię tą formę i zwykle cieszę się gdy mam okazję do lektury. Moje ulubione cztery to:

1. Opowieści z niebezpiecznego królestwa (J. R. R. Tolkien)
2. Anima Vilis (Krzysztof T. Dąbrowski)
3. Tfu, pluje Chlu (Marcin Wroński)
4. Dreszcz 1 (Jakub Ćwiek)

I jak widać z powyższego zestawienia, polska fantastyka opowiadaniami stoi...

16 stycznia 2016

Liebster Blog Award

Dostałam. Od Hrosskara z bloga "Świat fantasy" i od Lorda Victora z My BookTown. Grzecznie tworzę osobnego posta, a nie wymawiam się lenistwem i odpowiadam w komentarzu. I dziękuję za nominację oczywiście!

Wiecie co to jest Liebster? Jak nie wiecie, to sobie proszę przeczytać:


Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.


A zatem przystępuję do zeznań, najpierw pytanka Łukasza:

1. Trzy książki, bez których nie wyobrażasz sobie życia?
Gra o tron, Władca pierścieni i W pierścieniu ognia.

2. Oglądasz ekranizację książek i porównujesz je z pierwowzorem?
Ciężka sprawa. Porównuję chyba zawsze, ale z różnym nastawieniem, w sensie, że czasem się wściekam, czasem przymykam oko i to bardziej zależy od mojego nastroju niż od historii.

3. W jakich wyzwaniach bierzesz udział? 
Hm, teoretycznie biorę w tolkienowskim wyzwaniu Twojego autorstwa, teoretycznie, bo postanowiłam nie angażować się w żadne wyzwania czytelnicze, ale co z tego, skoro i tak mam zamiar czytać Tolkiena? Bezsensem byłby bunt ;) A i jeszcze sobie będę robiła własnego autorstwa tematyczne wyzwania na miesiąc, w lutym będzie pewien motyw przewodni, o którym wspomnę na koniec stycznia.

4. Jakie masz plany czytelnicze na 2016 rok?
Hahahahahahahahahahahahhahaha... Nie, błagam...! Dobra. Uogólniając: przeczytać wszystko, co planowałam przeczytać do tej pory, a nie udało się w przeciągu minionych kilku lat.

5. Jaki jest Twój ulubiony autor?
Tolkien i Martin toczą grę o ten tron ;) Ale ogólnie rzecz biorąc to dwoje rożnych pisarzy zupełnie i wokół twórczości Martina pojawiło się tyle różnych afer, że się tak wyrażę, że momentami mnie to drażni. Historia okej, to co się dzieje wokół niej na pozimie popkulturalnym - niekoniecznie.

6. Pięć książek, które zabrałbyś/ałbyś na bezludną wyspę?
Władca pierścieni, Gra o tron, Koń i jego chłopiec (C. S. Lewis), Droga królów i Insygnia śmierci (bo jeszcze nie przeczytałam i na bezludnej wyspie może w końcu bym tego dokonała...)

7. Twarda, czy miękka oprawa?
Zależy. W miękkiej wygodniej się czyta, twarda jest trwalsza. I droższa, więc częściej wybieram miękkie oprawy.

8. Film, który mógłbyś/mogłabyś oglądać wiele razy i wciąż Ci się nie nudzi?
Wszystko, co kocham

9. Wśród przeczytanych książek przeważają książki posiadane, czy te pożyczone?
Posiadane.

10. Ulubiony gatunek literacki to...?
Huehuehuehue... Ciężko zgadnąć, szczególnie po wyborach, jakie padły u góry...

11. Jakiej muzyki najczęściej słuchasz?
Szeroko pojętej cięższej muzyki. I to tej bardziej i mniej komercyjnej. Rock, metal, punk w szczególności, ale nie jest tak, że tylko jednego gatunku czy podgatunku słucham przez cały czas. Więc dominują cięższe klimaty, choć gdyby tak zestawić pewne skrajności, to niektóre zespoły wcale nie wyglądałyby na "ciężkie".

Druga nominacja od Lorda Victora:

1. Ile książek miesięcznie średnio czytasz?
Zależy od miesiąca. W wakacje, jak mam wolne, wyczytuję nawet po osiem tytułów. W styczniu, kiedy jest sesja walczę o dokończenie drugiej książki (jak teraz). A takie standard w przeciągu roku to 4-5 książek...

2. Jakie seriale obecnie oglądasz?
Arrow, The Following, Pamiętniki wampirów, American Horror Story, Grey's Anatomy. Teraz mam przerwę z racji obowiązków uniwersyteckich, ale w lutym po nadrabiam,

3. Jeśli miałbyś polecić każdemu jedną, jedyną książkę, to jaka by to była?
Władca pierścieni.

4. Zdarza Ci się czytać w szkole lub pracy?
Na uczelni czasem w przerwie, ale raczej rzadko, bo czasu jest mało, a na okienku zagaduję się zwykle z koleżanką.

5. Chciałbyś/Chciałabyś zostać kiedyś bibliotekarzem?
Chyba nie, nie mówię, że nienawidziłabym tej pracy i pewnie byłoby całkiem przyjemnie, ale chyba wolę inne zawody. Ale na przykład otworzyć własną księgarnię to już jak najbardziej, fajnie by było ;)

6. Jak długo zamierzasz prowadzić swojego bloga?
Hm, tego nie wiem, na razie mija już jakoś czwarty rok (?) i nie planuję odejścia ;)

7. Co robisz, aby zrelaksować się po pracy (oprócz czytania)?
Muzyka, ale muzyki to słucham prawie cały czas, więc się nie liczy. Albo zasiadam do oglądania jakiegoś filmu/serialu albo wybieram się z kumpelą na kawę lub piwo.

8. Masz jakiś sposób na szybsze czytanie?
Nie mam. To w dużym stopniu zależy od stylu autora. Niektóre książki wchodzą mi w zastraszającym tempie, a niektóre czytam tak, że mam wrażenie, że jestem na spacerze, co prawda przyjemnym, ale co chwilę się potykam i przez to idę wolniej, bo muszę wrócić do chwilowo złapanego rytmu.

9. Ile czasu dziennie poświęcasz na czytanie?
Generalnie to zależy od planów i obowiązków. Jak mam wolne, to tak ze dwie, może trzy godziny z przerwami. Jak książka jest dobra to i mogę cały dzień nad nią siedzieć, choć też z przerwami, bo jestem lekkim "niecierpkiem" i nie za bardzo lubię zbyt wiele czasu poświęcać jednej czynności. Więc nawet czytania mam po pewnym czasie dosyć.

10. Jaka jest Twoja największa pasja (oprócz czytania)?
Jeździectwo, do którego wrócić coś nie mogę od chyba już czterech czy pięciu lat.

11. Ile języków umiesz/uczysz się?
Umiem jako tako angielski, dogadać się dogadam, ale robię jakieś tam błędy gramatyczne. Niczego teraz więcej się nie uczę, ale w liceum katowali niemieckim...

Moje pytania to:
1. Za jaką muzyką nie przepadasz?
2. Studiujesz, planujesz studiować czy może studia już za tobą?
3. Co oprócz czytania książek jest Twoim hobby?
4. Lubisz muzykę na żywo?
5. Trochę filozofii. Jak uważasz, czy jeżeli ktoś jest inny niż inni, to jest taki sam jak wszyscy, czy jeszcze bardziej inny?
6. Którą część świata chciałabyś/chciałbyś odwiedzić?
7. Tytuł zaliczany do klasyki literatury i który bardzo chcesz przeczytać, ale jest nadal przed Tobą to...?
8. Ulubiona pora dnia?
9. W jaki sposób, według Ciebie najłatwiej marnuje się czas?
10. Dlaczego na bloggerze używasz takiego nicku? (o ile nie jest to twoje imię i nazwisko)
11. Czy miałaś/miałeś kiedyś jakiś przydomek, lub ksywkę i czy funkcjonuje ona nadal?

Nominuję:
Dominikę z Dosiakowego królestwa,
Dzosefinn z Dzosefinn's Books,
Ivy i Królika z Bluszczowych recenzji,
Ciacho ze Świata Bibliofila,
Crystal Cam z A diabeł wciąż się śmieje,
Upadły czy Anioł z niebo - piekło - ziemia,
Ujrzeć słowa z Riana dobrze wie, co jest dobre, a co nie
Kitty Aillę z Biblioteczki ciekawych książek

Nie ma Was jedenaścioro, ale dla mnie liczy się to, że jesteście ;)

Wiem, że ostatnio nie mam mnie za wiele w blogosferze, ale styczeń znów zaskoczył studentów i mam roboty od zaje... Znaczy bardzo dużo. Na szczęście taki będzie jeszcze przyszły tydzień, a następny powinien trochę odpuścić z nawałem obowiązków. Wrócę, odezwę się, będę czytać i pisać. O ile zima mnie nie pokona, ale myślę, że dzięki Nedowi Starkowi i jego przestrogom o nadchodzącej zimie nie jest tak źle, jakby być mogło, gdybym go nie słuchała!

7 stycznia 2016

Posłaniec strachu


Książka zagadka, książka tajemnica. Tak mogłabym ogół lektury określić, bo przed przystąpieniem do niej bardzo nie wiele wiedziałam o fabule, a i podczas czytania nie doświadczyłam przesytu informacji. Przez kilka pierwszych rozdziałów dezorientacji jakoś przebrnęłam, ale nie pozostało to bez znaczenia dla mojej opinii o książce... Natomiast jako thriller dla młodzieży z elementami paranormalnymi zdecydowanie Posłaniec strachu zasługuje na uwagę i postaram się to poniżej udowodnić pozostawiając nie uchyloną kurtynę niewiadomej, którą zaciągnął autor.

W Posłańcu strachu króluje strach i nie ulega to wątpliwości. Bardzo pierwotne uczucie, bardzo silnie motywujące do działania, choć w niektórych przypadkach doprowadzające do zupełnie odmiennego stanu - całkowitego paraliżu. Trudne do opanowania. Ale nie jedyne, które występuje w tej książce. Oczywiście, strach odgrywa tutaj pierwsze skrzypce. a wzbudzany jest przez bardzo wymyślne bodźce, które narodziły się w głowie Michaela Granta. Autor nie pierwszy raz zaskoczył mnie swoją pomysłowością, bo znam już jego GONE i BZRK. A skoro je znam, nie mogłam uniknąć porównania stylu z tych książek zderzając go z tym, co zastałam w Posłańcu strachu.

Strasznie jest patrzeć na rodzące się zło.

Michael Grant pisze dojrzalej. Nie twierdzę, że jest to jego najlepsza książka, ale język uległ zmianie i to wypada na znaczący plus. Oczywiście, pojawiło się kilka niuansów, które można uznać za drobne mankamenty - na przykład permanentnie ceglane budynki występujące w książce, ale nie jest to coś, co razi po oczach. To, co na pewno daje się od razu wychwycić, to mnogość pytań padających ze strony obsadzonej w roli głównej bohaterki jak i narratorki Mary. Jednak nie jest to wynikiem niedbałości ze strony autora - wręcz przeciwnie. Podobnie jak Mara od samego początku nie wiemy, co się dzieje. Co więcej, ciężko nam cokolwiek wywnioskować na podstawie tego, co doświadcza ta postać oraz towarzyszący jej Posłaniec strachu, bo... nie wiele nam to mówi. Zostajemy wrzuceni w nowy świat, w którym ciężko się odnaleźć. Czytanie pierwszych rozdziałów przypomina błądzenie we mgle, po omacku i rozpaczliwe poszukiwanie poszlak. Ale oprócz dezorientacji pojawia się ciekawość - co doprowadziło do takiego stanu rzeczy, kim jest Posłaniec i dlaczego Mara musi mu towarzyszyć.

Lubię książki Michaela Granta przez wzgląd na jego pomysły. Ani GONE, ano BZRK mnie nie znudziły i Posłaniec strachu również zaskakuje. Może na trochę inny sposób, ale na pewno nie w gorszej postaci. W zasadzie rzadko już sięgam po młodzieżówki i jeżeli to robię, oznacza to, że autor jest kimś naprawdę godnym uwagi. I jednym z takich autorów jest właśnie Grant. Wszystkie te pytania, znikome wskazówki, niesztampowe postacie... wszystko to składa się na świetny, oryginalny obraz.

Pomimo tego, że Posłaniec strachu jest książką ciekawą, akcja pozostaje raczej statyczna. Mam tu na myśli fakt, że bohaterowie nie przechodzą wielkiej transformacji, w każdym razie nie wszyscy, a ich działania ograniczają się do powtarzania znanych nam od początku książki czynności. Siłą tej powieści jest natomiast seria epizodycznych obrazów, historii związanych z profesją Posłańca. Są to wątki przeplatające się przez całą książkę, wzbudzające bardzo wiele emocji i ukazujące w całkiem niezły sposób źródła zła. To, jak nieświadomie jednostki mogą wpłynąć na życie osób z którymi mogą nie mieć nigdy styczności, a jednak pośrednio doprowadzić do konkretnej sytuacji.

Coś o samych bohaterach. Mara i Posłaniec nie są postaciami nad wyraz urzekającymi, ale też nie denerwują. Ciekawszymi sylwetkami są Oriax i... no napisałabym kto jeszcze, ale boję się za wiele zdradzić z fabuły, więc określę tego kogoś skrótem MG. A zatem MG jest zaje, wymiata i na pewno nie wypadnie mi szybko z głowy. I chcę tego kogoś więcej w kontynuacji.


Ludzie naprawdę są geniuszami w usprawiedliwianiu własnego zachowania i jednoczesnym ocenianiu innych. Zwłaszcza tych, których zbyt dobrze nie znają.

Ogólnie Posłaniec strachu wypada jako dobra książka. Nie rzucająca na kolana wartkością akcji, ale dająca do myślenia i z dosyć nietypowym pomysłem. Zabrakło mi trochę kilku żelaznych reguł, dzięki którym czytelnikowi byłoby łatwiej połapać się w tym świecie oraz kilku powtórek niektórych informacji, ale nie przeszkadza to specjalnie przy czytaniu. Poza tym pojawiło się kilka niewyjaśnionych "epizodów" i kilka elementów wygląda na nieco naciągniętych, ale niech już będzie. Przesłanie kupiłam, jego otoczkę nie do końca i czekam na przekonanie mnie do tej koncepcji pana Granta.

Moja ocena: 7/10

Na okładce brak informacji, że w tomie tym znajdują się dwie części serii i fragment opowiadania, które chronologicznie powinno znajdować się między Posłańcem strachu a Sercem w tatuażach, czyli częścią drugą. Wpływu to na ocenę nie ma, ale wielka szkoda, że wydawnictwo nie było chętne o tym czytelników poinformować. Na całość opowiadania przyjdzie czekać, więc nie rozumiem za bardzo zagrania, skoro części "pośredniej" nie opublikowano, a drugą już owszem.

Autor: Michael Grant
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 448
Rok wydania: 2014, 2015 (oryginały), 2015 (w Polsce)

3 stycznia 2016

Co przeczytałam w roku 2015? Lista.

Styczeń:

1. Misja Ambasadora (Trudi Canavan)
2. Miasto niebiańskiego ognia (Cassandra Clare)

Luty:

3. Rzeki Londynu (Ben Aaronovitch)
4. Punk Rock Later (Mikołaj Lizut)
5. Letnie drzewo (Guy Gavriel Kay)

Marzec:

6. Siedlisko (Robert Cichowlas, Kazimierz Kyrcz Jr)
7. Krew zombie (Nate Kenyon)
8. Zieleń szmaragdu (Kerstin Gier)
9. Starcie królów (George R. R. Martin)

Kwiecień:

10. Nawałnica mieczy: Stal i śnieg (George R. R. Martin)
11. Dni krwi i światła gwiazd (Laini Tylor)
12. Mniejszy cud (Magdalena Salik)

Maj:

13. Atramentowa krew (Cornelia Funke)
14. Cyrk (Alistair Maclean)
15. Błękitny księżyc Część 2 (Simon R. Green)
16. Klub siodła: Oczarowane końmi (Bonnie Bryant)

Czerwiec:

17. Na gorącym uczynku (Harlan Coben)
18. Pocałunek żelaza (Patricia Briggs)
19. Pies Baskerville'ów (Arthur Conan Doyle)
20. Łotr (Trudi Canavan)

Lipiec:

21. Nawałnica mieczy: krew i złoto (George R. R. Martin)
22. Chłopcy 3: Zguba (Jakub Ćwiek)
23. Klub siodła: Nowe życie (Bonnie Bryant)
24. Wszystko co kocham (Jacek Borcuch)
25. Wędrujący ogień (Guy Gavriel Kay)
26. Dziewczyna i chłopak: Wszystko na opak (Wendelin Van Draanen)
27. Dwie wieże (J. R. R. Tolkien)
28. Szepty dzieci mgły i inne opowiadania (Trudi Canavan)

Sierpień:

29. Front burzowy (Jim Butcher)
30. Obietnica mroku (Maxime Chattam)
31. Pierwsze dni (Rhiannon Frater)
32. Upadek króla artura (J. R. R. Tolkien)
33. Poczet skoczków świata (Marek Serafin)
34. Ojciec chrzestny (Mario Puzo)

Wrzesień:

35. Trzynaście kotów (Antologia)
36. Rok wilkołaka (Stephen King)
37. W dziwnej sprawie Skaczącego Jacka (Mark Hodder)
38. Miasteczko Nonstead (Marcin Mortka)
39. Sny bogów i potworów część 1 (Laini Taylor)
40. Sny bogów i potworów część 2 (Laini Taylor)
41. Zabójcza sprawiedliwość (Ann Leckie)
42. Carrie (Stephen King)

Październik:

43. Opowieści niesamowite (Marcin Rusnak) [pdf]
44. Ostatnie życzenie (Andrzej Sapkowski)
45. Panowie Salem (Rob Zombie, B. K. Evenson)
46. Cujo (Stephen King)

Listopad:

47. Planeta małp (Pierre Boule)
48. Chłopcy 4: Największa z przygód (Jakub Ćwiek)
49. Złotousta diablica (Jaye Wells)
50. Błękitnokrwista wampirzyca (Jaye Wells)
51. Black Ice (Becca Fitzpatrick)

Grudzień:

52. Krew nie woda (Mike Carey)
53. Misery (Stephen King)
54. Gwiazdkowy złodziej (Carol & Mary Higgins Clark)

Pogrubione zostały tytuły zrecenzowane. Kursywą zaznaczyłam "część" wchodzącą w skłąd wydania jednotomowego.

1 stycznia 2016

Podsumowanie roku 2015 w wydaniu DżejEr


Kolejne 12 miesięcy za nami. I jak nigdy dotąd śmiem twierdzić, że to był naprawdę dobry rok nie tylko pod kątem czytelniczym. Wydarzyło się wiele fajnych rzeczy, pojawiło sporo fajnych osób, a za mną równie dużo pięknych chwil. I nawet jeżeli były grosze momenty, to ani trochę ich nie żałuję, bo wszystko, czego doświadczyłam czegoś mnie nauczyło. A teraz dosyć egzystencjalnego ględzenia, pora zobaczyć co to się w roku 2015 czytało...

Przeczytanych książek: 54 (w tym jeden pdf i Dwie wieże jako "część" jednotomowego wydania)
Ilość opublikowanych recenzji książkowych: 49
Obserwatorów: 217
Postów pojawiło się: 102
Wejść na bloga: 55958

NAJLEPSZE TYTUŁY 2015 ROKU (kolejność przypadkowa):

  1. Krew nie woda (Mike Carey)
  2. Opowieści niesamowite (Marcin Rusnak)
  3. Carrie (Stephen King)
  4. Sny bogów i potworów (Laini Tylor) 
  5. W dziwnej sprawie skaczącego Jacka (Mark Hodder)
  6. Ojciec chrzestny (Mario Puzo)
  7. Upadek króla Artura (J. R. R. Tolkien)
  8. Nawałnica mieczy (George R. R. Martin) 
  9. Starcie królów (George R. R. Martin)
  10. Dwie wieże (J. R. R. Tolkien)
  11. Siedlisko (Robert Cichowlas & Kazimierz Kyrcz Jr)
















NAJGORSZYMI TYTUŁAMI ROKU 2015 SĄ:
  1. Miasto niebiańskiego ognia (Cassandra Clare)
  2. Mniejszy cud (Magdalena Salik)
  3. Pies Baskerville'ów (Arthur Conan Doyle)
  4. Wędrujący ogień (Guy Gavriel Kay)
  5. Pierwsze dni (Rhiannon Frater)
  6. Rok wilkołaka (Stephen King)
  7. Gwiazdkowy złodziej (Mary i Carol Higgins)

















Pisarze roku:

George R. R. Martin, Stephen King, Mike Carey, Laini Tylor, J. R. R. Tolkien

Wyzwania:

Grunt, to okładka: 10 książek
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 129,4 cm, zabrakło mi 30, 6 cm

Plany na rok 2016? 

Żadnych wyzwań, no chyba, że osoboste, typu czytanie książek o konkretnym kolorze grzbietu. albo kończenie serii, albo jeden gatunek... Zobaczymy jak to wyjdzie, w każdym razie ogłoszenia na pewno będą na początku miesiąca, jak ktoś będzie chciał niezobowiązująco dołączyć to zapraszam :)
Jakieś konwenty na pewno w planach mam, ale nie wiem, czy wybiorę się na Pyrkon, zobaczymy, jak to będzie, kiedy już nadejdzie jego pora.

Plany czytelnicze: Poogarniać rozpoczęte serie, poczytać więcej Sandersona, Tolkiena, Kinga, Cobena, ale również doczytać PLiO przed 6 sezonem Gry o tron. Rozpocząć próby czytania po angielsku i sięgnąć po coś z literatury historycznej. Trochę więcej klasyki. Nadal są to jednak tylko plany, co jest równoznaczne z tym, że połowy ich mogę nie zrealizować. A jak już 50% zacznę, będzie dobrze. 

W każdym razie, pomimo faktu, że 2015 rok był dobry pod wieloma względami, to nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. A więc jeszcze lepszego 2016 roku życzę!