7 stycznia 2015

Misja Ambasadora

Po lekturze Trylogii Czarnego Maga mogłam wreszcie przystąpić czytania Misji Ambasadora - pierwszej części trylogii której bohaterem jest Lorkin, potomek Sonei. Polecam czytać te serie w takiej kolejności, bo zaczynając od Misji Ambasadora nie można trzymać się chronologii. W każdym razie, przyzwyczaiwszy się do stylu Canavan wiedziałam, że powinnam spodziewać się stonowanej akcji, niezbyt szokujących zwrotów akcji i przyjemnych bohaterów skupiających się wokół jednego głównego wątku. Tymczasem okazało się, że czeka mnie lekkie zaskoczenie.

Dwadzieścia lat po wydarzeniach opisanych w Wielkim mistrzu Sonea ma dorosłego syna, który postanawia wybrać się z Dannylem do Sachaki jako asystent Ambasadora Gildii. Wśród Złodziei, do których należy dobrze znany nam Cery nie dzieje się dobrze, bo zagrożenie pojawia się ze strony tajemniczego dzikiego maga mordującego członków przestępczego półświatka. Z kolei Sonea martwi się o losy syna, który wybrał się w podróż życia, a i musi radzić sobie z tłumami pacjentów nawiedzających prowadzone przez nią lecznice.

Łatwiej jest czuć wdzięczność i lojalność wobec kogoś, kto nie żyje.

Muszę przyznać, że jak na swoje możliwości i dotychczasowe występy, Canavan w Misji Ambasadora się popisała. Oprócz gwardii dobrze znanych nam bohaterów pojawia się krnąbrny Lorkin, możemy poznać członków rodziny Cery'ego, a akcja znów skupia się na losach Złodziei. Canavan nie odpuściła również w kwestii wątku Dannyla i jego drugiej połówki. Po lekturze pierwszej części trylogii zdrajców nie wszystko układa się według scenariusza "i żyli długo i szczęśliwie". Do tego autorka postanowiła sprowadzić na Imardin jeszcze jedno niebezpieczeństwo - nowy, silnie uzależniający narkotyk.

Trochę sceptycznie byłam nastawiona do drugiej serii osadzonej w tych samych realiach i traktującej o tych samych bohaterach. Choć nie wszystko było dopięte na ostatni guzik, chwilami zabrakło trochę napięcia, szczególnie w finałowych scenach niektórych rozdziałów, a emocje nie zawsze wystarczająco dobrze uwydatniono, to książkę czytałam z zainteresowaniem i to nie małym. Najwidoczniej sentyment do bohaterów, których polubiłam w Trylogii Czarnego Maga zadziałał. Sonea pomimo tych dwudziestu lat nie straciła charakterystycznych cech swojego charakteru. Mam tu między innymi na myśli upór. Szkoda jednak, że nie mogę tego samego powiedzieć o moim ulubieńcu - Dannylu. O ile wcześniej jego postać była sylwetką wybijającą się na tle innych bohaterów, o tyle teraz zabrakło w jego przypadku charakterystycznej iskry, którą tak lubiłam. Na szczęście w roli faworytów w Misji Ambasadora świetnie sprawdzili się Regin i Anyi. Pierwszego powinni kojarzyć Ci, którzy zapoznali się z poprzednią serią Trudi Canavan. Natomiast o Anyi nie mogę zbyt wiele zdradzić, bo nie mam zamiaru wyjawiać w recenzji istotnych dla fabuły szczegółów, ale mogę powiedzieć, że to dziewczyna zwracająca uwagę swoimi poczynaniami.

Tylko kiedy wiesz, że twój towarzysz może cię opuścić, doceniasz to, że pozostaje.

Jeżeli chodzi o styl pisania - autorka nie zmieniła się na tym podłożu. Język nie należy do skomplikowanych, a sceny akcji można byłoby dopracować, ale ogromną zaletą pióra Canavan jest lekkość. Czyta się naprawdę szybko, bo 570 stron machnęłam w 4 dni. Nie dostrzegam również błędów które rzucały się w oczy, szczególnie w Gildii magów. Mam tu na myśli kończenie rozdziału w nieodpowiednim momencie, dodawanie zdania, które nie powinno się pojawić. Wtedy to drażniło, a tutaj już sytuacja taka miejsca nie miała. Jeżeli miałabym się jeszcze do czegoś przyczepić, to zwróciłabym uwagę na dwie kwestie. Pierwsza to mapka - oczywiście jest taka sama, jak w poprzednich książkach, które czytałam, a więc nie pokazuje szczegółowo terenu Sachaki, na którym znajdowali się Dannyl i Lorkin. We fragmentach im poświęconych wspomina się o Arwice, jakimś mieście gdzieś w Sachace. Okropnie irytuje mnie fakt, że nie wiem, gdzie znajdują się bohaterowie. Udostępnianie AKTUALNYCH mapek do książek fantasy powinno być nakazane konstytucyjnie. Druga sprawa to słowniczek. Na końcu książki znajduje się zestawienie charakterystycznych złodziejskich pojęć, w niektórych przypadkach pojawiły się pewne nowości względem Trylogii Czarnego Maga. Wszystko pięknie ładnie, ale dlaczego autorka z nich nie korzysta? W czasie czytania książki spotkałam się tylko z nazwami zwierząt i używek, ewentualnie miejsc użytku publicznego. I choć w książce pojawia się wątek homoseksualny, to ani razu nie padło pojęcie "Złotej żyły" (określenie mężczyzny zainteresowanego mężczyznami).

- Obawiam się, że twoja reputacja przyjaciela magów znacznie przewyższa rzeczywistość, Cery.
- Tak bywa z reputacją. Zazwyczaj.

Książki Trudi Canavan to lekkie fantasy dla niewymagających, wzbudzające sympatię do bohaterów i serwujące nam odrobinę dreszczyku emocji. Książkę polecam dla rozrywki lub relaksu, jako lżejszy i mniej absorbujący przerywnik między cięższymi lekturami, który jednak posiada kilka równie interesujących wątków. Jednak w kontekście twórczości tejże autorki uważam, że Misja Ambasadora wypadła najlepiej z jej dotychczas przeczytanych przeze mnie książek, a co za tym idzie, zaostrza apetyt na kolejne części po które na pewno sięgnę.

Moja ocena: 8/10

Autor: Trudi Canavan
Wydawnictwo: Galeria książki
Ilość stron: 570
Rok wydania: 2010 (za granicą i w Polsce)

Trylogia Zdrajcy:
1. Misja ambasadora
2. Łotr
3. Królowa zdrajców

Przeczytane w ramach wyzwań: Grunt, to okładka, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 3, 4 cm)
Cytaty zapisane kursywą naturalnie pochodzą z książki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.