18 stycznia 2015

Miasto niebiańskiego ognia

Nareszcie! Nie, to nie było wykrzyknięte z radością, której źródłem było cudowne zakończenie sagi o Nocnych Łowcach. Ten okrzyk tyczył się ulgi, jaką poczułam, dotarłszy do ostatniej strony. Będę starała się kulturalnie wyrażać podczas recenzji, ale nie gwarantuję stuprocentowego braku łaciny podwórkowej.

Do tej pory przez książki Cassandry Clare szłam jak burza. Nie przejęłam się objętością ostatniego tomu Darów Anioła, będąc pewną, że lektura zajmie mi coś około tygodnia. Wyszło... więcej. Dlaczego? Bo okazuje się, że można w bardzo kiepskim stylu zakończyć serię, której zalety fakt faktem, wypaliły się po trzecim (pierwotnie ostatnim) tomie, ale jeszcze istniały. Niestety, wygląda na to, że szum wokół Miasta niebiańskiego ognia był większy, niż zasłużyła sobie ta książka.

Czuję irytację z powodu lektury. Cassandra Clare przynajmniej dla mnie, osoby odchodzącej od literatury młodzieżowej, była autorką piszącą na bardzo dobrym poziomie. Jednak podczas czytania Miasta niebiańskiego ognia: raz - niebotycznie się nudziłam, dwa - tęskniłam za pierwszą częścią, w której wszystko było fajniejsze, trzy - wkurzałam się na WSZYSTKICH bohaterów.

Skoro swoją wstępną tyradę skończyłam na bohaterach, to się teraz rozwinę. Clary wkurza i nudzi. Po tym wszystkim, co przeszli razem z Jace'm ona jest w stanie pomyśleć (co prawda tylko raz), że on chce z nią zerwać. No błagam! Do tego oczywiście nasza głupia rudowłosa ratuje wszystkim tyłki, co też nie napawa optymizmem. I skąd się kurde wzięło magnusowe "Biszkopciku" na określenie Clary..?
Jace - niby dojrzał, ale zrobił się taki... kiczowaty? To chyba najlepsze określenie. Stracił bardzo wiele ze swojego charakteru. Tęskniłam za tym starym Jace'm, ale cieszę się, że już dłużej nie będę musiała znosić tego nowego.
Isabel - nie, nie nie i jeszcze raz nie. W pierwszych częściach była jedną z fajniejszych postaci i już w poprzednim tomie zaczęła się psuć. A teraz śmiała być zazdrosna o Simona z powodu Clary. No kurwa! Za jakie grzechy?! Przecież podobno Izzy i Clary są przyjaciółkami.
Pozostali bohaterowie - smęty, pseudo romantyczne frazy wywołujące mdłości i chęć trzaśnięcia książką w ścianę. Sebastian i jego dziwna obsesja jest słabą kalką klasy i niepowtarzalności Valentine'a.
Kolejną wadą związaną z gronem bohaterów jest to, ze zostaje ono za słabo uszczuplone. Giną postacie, ale nie liczne. Bardzo to mnie zirytowało, że pieścić to się można z dzieckiem, które pierwszy raz idzie do dentysty. A nie na końcu miłosiernie darować życie wielu postaciom, bo były zbyt lubiane. O to chodzi w dobrej literaturze - żeby szokowała, przynajmniej w mojej ocenie. Żeby na koniec długo rozmyślać o tym, dlaczego przeżył ten a nie inny charakter. Clare poszła na łatwiznę, której jej nie daruję.

Coś jeszcze mnie zirytowało? Oczywiście! Na przykład to, że waleczni, dzielni i zaradni Nocni Łowcy siedzą na tyłku i biadolą, co to oni zrobią z Sebkiem i mrocznymi. I tak jest do 468 strony na której w końcu ktoś im nie mówi, że mają się do diabła ogarnąć. Ręce dosłownie opadają. Gdyby nie ten ktoś, najpewniej dalej by siedzieli, niezdolni ruszyć do walki. Osobiście uważam, że książka jest stanowczo za gruba i za bardzo się ciągnie. Okroiłabym z mniej więcej 250 stron. Szybciej by poszło, mniej by było zgrzytania zębami (dobrze, że mam dentystę w rodzinie!).

Z drugiej strony, może rodzice zawsze potrafią zranić, nieważne, ile ma się lat.

Na osłodę, rzeknę, że podobała mi się jedna z pierwszych walk z zastępami Mrocznych Sebastiana. Do tego podobał mi się fragment z mieczem Morgensternów. Oprócz tego ta scena, w której zostaje raniona przez demona pewna bohaterka... A nie, to już jestem w tej chwili złośliwa. Ale kto wkurzonemu zabroni...? Poza tym pojawiały się przebłyski uwielbianego przeze mnie humoru Clare, więc powieść zyskała tym trochę w moich oczach. A Sebastian miał fajny tron, ja bym na miejscu Clary zmieniła zdanie w pewnej kwestii.

- Kiedy broń się łamie i zostaje naprawiona, może być mocniejsza w naprawionych miejscach - powiedział Jace. - Może z sercami jest tak samo.

Jak widać, nie wiele mi się w ostatniej, pseudo wybuchowej części Darów Anioła spodobało. Autorka mogła część pomysłów z tej dodatkowej trylogii wykorzystać w innej serii. A co do twórczości Clare - nie ruszę nowych książek. Kronik Bane'a nie planowałam nawet przed lekturą Miasta niebiańskiego ognia i nadal nie planuję, dorzucając do tego kolejne serie o tych samych rodach i potomkach znanych mi par. Szkoda, bo miała potencjał, a zbyt szybko się wypaliła. Cassandra Clare mogła zakończyć na Mieście szkła. Wszyscy lepiej by na tym wyszli. Wszyscy.

Odzyskiwanie jest słodsze od bólu utraty.

Moja ocena; 5,5/10

Autor: Cassandra Clare
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 702
Rok wydania: 2014 (za granicą i w Polsce)

Seria Dary anioła:
1. Miasto kości
2. Miasto popiołów
3. Miasto szkła
4. Miasto upadłych aniołów
5. Miasto zagubionych dusz
6. Miasto niebiańskiego ognia

Moim subiektywnym zdaniem:
Najlepsza część: Miasto szkła
Najsłabsza część: Miasto niebiańskiego ognia
Najlepsza okładka: Miasto zagubionych dusz
Najsłabsza okładka: Miasto upadłych aniołów

Cytaty zapisane kursywą pochodzą z książki. Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Grunt, to okładka i Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 4, 6 cm)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.