29 lutego 2016

Podsumowanie lutego i nowe zdobycze


Ten dziwny, krótki miesiąc w roku, co cztery lata o 24 godziny dłuższy. Luty. I co się działo przez minione cztery tygodnie? Czytałam. Jak opętana...

Była sesja, jeden egzamin, który o dziwo zdałam w pierwszym terminie (jak nie ja...). A to oznaczało prawie trzy tygodnie wolnego, które powinnam była poświęcić na pisanie pracy licencjackiej. Wyszło trochę inaczej, ale szybko nadrobię zaległości. Po jakże intensywnym okresie końcowosemestralnym potrzebowałam odpoczynku. Bez zbędnego przedłużania pochwalę się moimi osiągami lutowymi:

1. Pełnia księżyca (Jim Butcher) < recenzja
2. Droga królów (Brandon Sanderson) (dokończone w lutym, czytane od... września) < recenzja
3. Linia uskoku (Barry Eisler) < recenzja
4. Przewodnik po świecie Narnii (Andrea Monda-Paolo Gulisano)
5. Beowulf (J. R. R. Tolkien & Christopher Tolkien) < recenzja
6. Uczta dla wron (George R. R. Martin)

Najgorsze książki z powyższych napisali Jim Butcher i Barry Eisler, a najlepszą (zdziwi to kogoś?) George R. R. Martin. Jakoś tak dosyć często się dzieje, że jeżeli w jednym miesiącu sięgam po Tolkiena, to zaraz sięgnę też po Martina. Albo na odwrót. Recenzja Uczty dla wron pojawi się najpewniej jutro. A za chwilę biorę się za drugi jej tom.

W lutym napisałam 8 postów, w tym 5 recenzji, wśród których znalazła się jedna filmowa.

Obserwatorów przybyło dwóch i jest Was już 220.

Teraz pora na to, co tygryski lubią najbardziej, czyli moje lutowe zdobycze. Nie ma ich wiele, a zakupów tym bardziej. Dwie książki pożyczone, trzy kupione. Pokus trochę było, ale się im oparłam, trwając w postanowieniu o zmniejszaniu kolejki lektur do przeczytania. Mam ich teraz 30. Nadal marzę o uszczupleniu tej liczby o dyszkę. Zdobycze z litego prezentują się tak:


Od góry:
1. Nieznajomy (Harlan Coben) - Od dłuższego czasu zabierałam się do kupienia kolejnej książki tego autora. Akurat pojawiła się nowa książka, a że i tak nie czytam chronologicznie powieści tego autora i czytam bardzo wolno, w tempie jednej książki na rok, to stwierdziłam, że tym razem sięgnę po Nieznajomego.
2. Tuzin czarnych róż (Nancy A. Collins) - pożyczone od kumpeli. Nie wiem, czy zrecenzuję, ale od kilku lat już ten tytuł za mną chodzi i ciągle go widzę w Dedalusie, ale przypominam sobie, że mogę pożyczyć i nie ma co na niego wydawać pieniędzy.
3. Świńskim truchtem (Joanna Fabicka) - drugi tom przygód Rudolfa. Przy pierwszym uśmiałam się niesamowicie a mam ochotę na luźniejszą lekturę. Po tych wszystkich high i low fantasy z lutego przyda się odskocznia. Również pożyczone.
4. Moja walka o każdy metr (Thomas Morgenstern) - Moja fascynacja skokami narciarskimi trwa od kilku lat i w związku z tym każda książka o tej tematyce jest dla mnie ciekawa. A skoczka z Austrii nie tylko ja darzę wielką sympatią.
5. Lewis, człowiek, który stworzył Narnię (Michael Coren) - Za dychę w poznańskim Matrasie. Kocham Narnię, no jakże ja bym mogła nie wziąć ze sobą książki o jej twórcy?


To by było na tyle. Oprócz przechwałek, kto ile przeczytał w lutym chciałabym dostać komentarz odnośnie autorskiej grafiki na samej górze posta. Powodzenia w marcu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.