20 lutego 2016

Linia uskoku


Przestanę ufać rekomendacjom. Jakimkolwiek, czyimkolwiek. Na prawdę. Nie pierwszy raz się z tego powodu rozczarowuję i nawet jeżeli to nie rekomendacje były powodem zabrania Linii uskoku do domu, to po prostu nie będę już ufała takim zabiegom zamieszczonym na okładkach. Bo nie warto...

Barry Eisler w roli głównego bohater obsadził prawnika Alexa Trevena posiadającego dziesięcioletni staż i szansę na wybicie się i awans w statycznej do tej pory karierze. Wszystko za sprawą klienta i jego programu szyfrującego, który jest w stanie przynieść po podpisaniu umowy z kontrahentem ogromny zysk. Niestety, twórca Obsidiana (wspomnianego wyżej programu) ginie, a Alex Treven orientuje się, że również i na jego życie ktoś może czyhać.

Pomysł na fabułę nie błyszczy, ale to jeszcze niczego nie przesądza. Do zupełnie nudnych również nie należy, ale dałoby się zrobić z tego coś konkretnego, gdyby wiele aspektów dopracować. Barry Eisler na tylnej okładce został porównany do Harlana Cobena, co, po lekturze Linii uskoku wywołuje u mnie pusty śmiech. Nawet nie jestem w stanie irytować się na tą książkę, bo w zasadzie no było tam niczego do bólu głupiego. Praktycznie wszystko było nijakie.

Dokonuję aktualnie starań mających na celu napisanie ciekawej recenzji o nudnej książce. Czy to w ogóle jest możliwe? Nie wiem, zaraz spróbuję sprawdzić. Mam nadzieję, że chociażby moje starania zostaną docenione. Bo książka jest naprawdę nudna i mdła. Nawet, jeżeli w wyniku działań i planów bohaterów dochodzi do jakiejś nieco pobudzającej zainteresowanie sceny to nie trwa to długo. Czytając Linię uskoku nie raz przyłapywałam się na tym, że od kilku linijek bezmyślnie śledzę tekst nie rejestrując jego znaczenia. Wywracając oczyma wracałam do początku fragmentu przekonując się po raz kolejny, że w zasadzie nie wiele mnie ominęło.

Bohaterowie stworzeni przez autora to dzieci w skórach dorosłych. Owszem, Barry Eisler wysilił się na stworzenie dramatycznej przeszłości Alexa i jego brata Bena, z powodu której to przeszłości bohaterowi ci od wielu lat nie utrzymują ze sobą kontaktu. W wyniku pojawienia się niebezpieczeństwa zagrażającego Alexowi moim zdaniem i na logikę powinni odpuścić sobie wielostronicowe kłótnie nie prowadzące do niczego produktywnego i skupić się na przetrwaniu. Jeżeli w moim toku rozumowania jest jakiś błąd, to proszę mnie poprawić.

Kreacja tych przeszłych wydarzeń, pomimo że przekładając się na teraźniejszość nie daje dobrego efektu, jako podstawa do pogłębienia charakterów głównych postaci sprawdza się dobrze. Daje złudzenie, że autor poświęcił chwilę namysłu na stworzenie swoich bohaterów. Jest to jeden z nielicznych plusów, który równocześnie sprawia wrażenie, że celem Eislera było stworzenie dobrego dramatu. Dramat z przeszłości momentami za mocno wysuwa się na pierwszy plan, a i kilka rozdziałów jest poświęconych tragicznym wydarzeniom z przyszłości.

Drugą zaletą książki jest Ben. Brat Alexa, jego całkowite przeciwieństwo (na szczęście) i wojskowy do zadań specjalnych. Całkiem konkretny w swoich działaniach i wzbudzający beznadziejnie wypadającą w kontekście braterskiej relacji irytację Alexa. Bez względu na to, jak dobrą (a przynajmniej lepszą niż pozostałe) postacią jest Ben, wdaje się z bratem w kłótnie niczym przedszkolak w piaskownicy walczący o ulubioną łopatkę. Ale bez dwóch zdań, Ben był bohaterem łatwiejszym do zniesienia niż Alex.

Sporą wadą książki jest to, że kompletnie brak w niej napięcia. Zupełnie nie zależało mi na tym, żeby ktokolwiek przeżył tą rozgrywkę. Poza tym w kwestii podejrzanych... gratulacje dla autora. Podsuwa nam on niewielu bohaterów drugoplanowych i nawet nie sili się na wprowadzenie czytelnika w konsternację co do tego, kto jest sprawcą kłopotów Alexa. W pewnym sensie 95% bohaterów, których poznajemy są bezpośrednio zaangażowani w aferę.

Na gruncie wiarygodności autor wypada niezbyt pozytywnie, znów. Jego tłumaczenia dotyczące działania Obsidiana wplecione w dialogi i rozmyślania bohaterów nie trafiały do mnie. Próbowałam to zrozumieć, ale nie mogłam, a próba zainicjowania kontekstu wojny cybernetycznej też do mnie nie trafiła. Najlepszym jest tytuł, który w zasadzie w żadnym wypadku nie nawiązuje to fabuły. Określenie "linia uskoku" pojawia się tylko w  jednym zdaniu dotyczącym historii z przeszłości braci Tervenów i chyba zostało to zdanie wrzucone tylko po to, żeby jakoś wyjaśnić taki a nie inny tytuł książki.

Jak pisałam nie jestem w stanie denerwować się na książkę, bo nie ma na co. Nie ma w niej nic do bólu denerwującego. Można tylko przeczytać, podśmiewając się z jej mdłości i niektórych kwestii głównych postaci. O pseudo romansie nawet nie wspomnę, bo szkoda strzępić sobie klawiaturę... Książka ani mnie mierzi, ani grzeje, jest praktycznie nic nie wnoszącym splotem mało ciekawych wątków i bohaterów, której czytanie na szczęście nie było wielkim marnowaniem czasu, bo była cienka.

Moja ocena: 3/10

Autor: Barry Eisler
Wydawnoctwo: Sonia Draga
Ilość stron: 344
Rok wydania: 2009 (oryginał), 2011 (w Polsce)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.