Po do granic wytrzymałości wykańczającym emocjonalnie drugim tomie trylogii Millennium przyszła pora na smutne pożegnanie z serią. Sięgając po Zamek z piasku, który runął miałam spore oczekiwania, a z drugiej strony spodziewałam się tego, co dostałam. Większość tajemnic została odkryta pod koniec Dziewczyny, która igrała z ogniem i przy lekturze trzeciego tomu pozostawało czytelnikowi jedynie obserwować, jak stojąco naprzeciwko siebie drużyny rozegrają swoje karty...
Zakończywszy czytanie Zamku... uśmiechnęłam się. Jasne, było mi smutno, że to już koniec tej niesamowitej historii, ale moja radocha wynikała raczej z faktu, że dostałam w końcu, nawet nie wiem, czy nie pierwszy raz od początku mojej kariery czytelniczej, zakończenie które mnie w pełni satysfakcjonowało.
Lektura niewątpliwie wymaga skupienia - w każdym rozdziale jesteśmy zasypywani nazwiskami, niektórymi ważniejszymi, niektórymi mniej. Jedyne, co nieco mnie irytowało, po raz pierwszy od początku mojej przygody z Millennium, to bezustanne powtarzanie właśnie nazwisk bohaterów już dobrze nam znanych. Co więcej, ma to miejsce w chwili, gdy trzecioosobowy wszechwiedzący narrator zarysowuje nam tok myślenia postaci, o której właśnie czytamy. Mówiąc o znanej bliżej mi osobie raczej nie snuję opowieści o niej raz po raz powtarzając jej nazwisko. Co ciekawe, nie jest to nowość w trylogii, bo w poprzednich częściach zabieg ten miał już miejsce i o dziwo... najwidoczniej był przyćmiewany przez ponadprzeciętną wspaniałość tamtych tomów.
Zamek z piasku, który runął był świetną lekturą. Larsson dokładnie wyjaśnił wszelkie nieścisłości z części poprzedniej. Śmiem twierdzić, że cała trylogia jest dosyć nierówna - pierwsza część to wstęp, natomiast druga i trzeci stanowią sprzężone ze sobą człony jednej historii. I o ile przedmiotem tych tomów jest wielka, zagmatwana historia skupiająca się wokół postaci Salander, o tyle pierwsza część jest elementem niezbędnym, krzyżującym drogi Blomkvista i Lisbeth.
Na gruncie kreacji bohaterów nie zmieniło się za wiele, bo nadal uwielbiam Lisbeth i Mikaela. Są świetnymi, chociaż bardzo różnymi charakterami i mogę nawet stwierdzić, że odkryłam w nich pewne szczegóły, których wcześniej nie dostrzegałam. Natomiast obojętna mi wcześniej Erica okropnie mnie w tej części denerwowała i po prostu życzyłam jej jak najgorzej. W sumie w tej części trochę zabrakło mi tych, których pokochałam w poprzednim tomie, czyli Bublanskiego, Mimi i Paolo Roberto. Co prawda autor próbował chyba lekko podratować sytuację postacią nieco specyficznej Moniki Figueroli, ale nie do końca się to udało.
Moja ocena: 8,5/10
Tytuł oryginału: Luftslottet som sprängdes
Autor: Stieg Larsson
Wydawnistwo: Czara Owca
Ilość stron: 486 i 445
Rok wydania: 2007 (oryginał), 2014 (to wydanie w Polsce)
Trylogia Millennium:
1. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet < recenzja
2. Dziewczyna, która igrała z ogniem < recenzja
3. Zamek z piasku, który runął
Subiektywnie:
Najlepsza część serii: Dziewczyna, która igrała z ogniem
Najsłabsza część serii: Zamek z piasku, który runął
Najlepsza okładka serii: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
Najsłabsza okładka serii: -
Komentarze
Prześlij komentarz
Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.