12 kwietnia 2016

Dziewczyna, która igrała z ogniem


Sięgając po osławioną trylogię Millennium wiedziałam, że nie będzie to byle jaka lektura. Pierwszy tom porwał mnie niesamowicie i dowiadując się, że Dziewczyna, która igrała z ogniem jest lepsza od Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet ostrzyłam sobie pazurki na kontynuację. Zęby, pazurki, jak zwał tak zwał. Czy po wysokim poziomie prezentowanym już na samym wstępie Larsson miał jeszcze szansę mnie zaskoczyć? A jakże.

Część druga jest związana z bardzo charakterystyczną postacią stworzoną przez Larssona. Chodzi o uwielbianą przeze mnie i w realiach powieści pozbawioną grona zagorzałych sympatyków Lisbeth Salander. Narrator już od samego początku skupia się właśnie na tajemniczej bohaterce i pozwala czytelnikowi towarzyszyć jej podczas urlopu na wyspie Grenadzie. Równocześnie nie porzucamy tych postaci, które pozostały w Sztokholmie i mamy okazję na przemian śledzić losy Lisbeth jak i to, co po aferze z Wennerstormem dzieje się wśród redaktorów Millennium. Mikael Blomkvist dzięki Dagowi Svenssonowi dociera do ludzi związanych z sekshandlem i postanawia temat ten uczynić głównym w nadchodzącym numerze jego gazety. Niestety okazuje się, że zamiast zdemaskowania kilkunastu ważniaków, których przyłapano na nielegalnych kontaktach z prostytutkami udaje mu się trafić na ślad dużo poważniejszej afery i na jego nieszczęście związanej z Lisbeth.

Wiedziałam, że to będzie dobra książka i nie zdziwiłam się faktem, że już od samego początku wciągnęłam się w lekturę. Larsson potrafił zaciekawić czytelnika już na pierwszych stronach, nie ulega wątpliwości, że dzięki kreacji Salander. Uwielbiam ją! I będę to nie raz powtarzała, przypominała i wymieniała ją wśród ulubionych żeńskich postaci literackich. To bohaterka z tak niesamowitym charakterem, temperamentem i sposobem bycia, że nie można traktować jej obojętnie. Nie twierdzę, że wszyscy pokochają ją tak jak ja, ale to postać, która wzbudza emocje i niewątpliwie jest znakiem rozpoznawczym serii.

To, co mnie bardzo ucieszyło, to fakt, że Salander to nie jedyna interesująca i dobrze skonstruowana postać. Po zakończeniu lektury zaczęłam się zastanawiać ilu ciekawych bohaterów spotkałam na stronach Dziewczyny. która igrała z ogniem i wyszło... aż dziesięcioro! Jest to naprawdę przyzwoita ilość, szczególnie w gąszczu różnorodnych postaci, które przewijają się w kolejnych rozdziałach. Najlepsze jest to, że nie znając ich zbyt długo zaczęłam sympatyzować z nimi i im kibicować. Ekscytowałam się tym, co na przykład taki inspektor Bubblansky zrobi w obliczu nowych informacji o podejrzanej, śmiałam się z niego, gdy kolejne wieści zadawały kłam stworzonemu do chwili obecnej obrazu sytuacji i podziwiałam, gdy musiał postawić się wyżej postawionym od niego. Pojawiający się w ciekawych okolicznościach Paolo Roberto również bardzo szybko zdobył moje serce i sprawił, że martwiłam się o niego wielce, a równocześnie byłam pewna, że jakoś musi dać sobie radę. Taki bohater z pazurem, a znając już nieco zagrywki autora śmiem twierdzić, że wątek boksera nie zostanie porzucony w kolejnym tomie.

Bardzo podobają mi się pomysły autora na, że tak powiem, fundamenty tej historii. Wiadomo, że stworzenie wiarygodnych postaci wymaga dosadnego sportretowania nie tylko charakterów, ale i relacji z innymi bohaterami, czy przeszłości. Larsson nie poszedł na łatwiznę, stwarzając proste związki, klasyczne rodziny i nie zaopatrzył swoich bohaterów w powszechnie znane rozterki. Ilość powiązań między postaciami robi wrażenie, ale każda z nich deklaruje konkretny stosunek do otaczających ją osób. Nawet poboczni bohaterowie dostają swoje pięć minut. Larsson nie stroni od kontrowersji w postaci związków homoseksualnych, tworzenia bohaterów posiadających uprzedzenia, czy postaci lekko podchodzących do relacji intymnych. Równocześnie czytelnik nie jest zalewany nadmiarem informacji o tym, kto z kim i dlaczego oraz w jaki sposób, jednak to co ważne, zostaje odpowiednio zaakcentowane.

Właśnie. Między częścią pierwszą i drugą pojawia się bardzo wiele powiązań i Millennium jest trylogią, którą koniecznie trzeba czytać po kolei. Owszem, autor powtarza najważniejsze wydarzenia, nawiązuje do nich, nie rzuca czytelnika na aż tak głęboką wodę, ale dla samej przyjemności lektury warto sięgnąć najpierw po Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet.

Nie ma niewinnych. Chociaż można być w różnym stopniu odpowiedzialnym. 

Stieg Larsson stworzył książkę, która niesamowicie mnie pochłonęła, książkę... Bez wad. Przyznam, że naprawdę próbowałam być czepialska i znaleźć jakieś uchybienia, dokładnie śledziłam posunięcia bohaterów, a jako, że było ich wielu zwracałam uwagę na ciągłość i... Nie dopatrzyłam się niedociągnięć. Może za bardzo zafascynowałam się tomem drugim, może po prostu autor idealnie trafił w moje oczekiwania dzięki mrocznej, poważnej, dobrze skonstruowanej fabule, bohaterom, którzy na różne sposoby zaskarbiali sobie moją wierność i sympatię oraz klimatem. Nie raz zostałam zaskoczona przez autora, który w mojej ocenie jawi się jako geniusz. Pisze bardzo dobrym, przystępnym, ale i chwilami specyficznym językiem. Potrafi dawkować napięcie i usypiać czujność wtedy, kiedy jest to wymagane, ale utrzymywać też to lekkie uczucie niepewności. Czytając niektóre fragmenty ma się wrażenie "ciszy przed burzą", która jak już się rozpęta, najpewniej rzuci czytelnika na kolana.

Nigdy nie zadzieraj z Lisbeth Salander. Jej nastawienie do świata jest takie, że jeśli ktoś grozi jej pistoletem, ona załatwi sobie większy.

Sama po zakończeniu byłam w szoku. Odkrycie przeszłość Lisbeth i zrozumienie, dlaczego tak się zachowuje wprowadziło mnie w osłupienie. Sama końcówka była tak przepełniona napięciem, że po zakończeniu odetchnęłam z ulgą na myśl o tym, że skończyło się w taki, a nie inny sposób. Przez ostatnie sto dwadzieścia stron czytałam osłupiała, najpewniej z rozchylonymi ustami i raz po raz mrucząc coś pod nosem. Larssona uwielbiam za tą część. Ta książka porwała mnie jak żadna inna i to nie tylko samą zagadką kryminalną. Wielość historii, różne perspektywy, tajemnice sprzed kilkunastu i więcej lat, wspaniała postać, jaką jest Lisbeth Salander, lecz nie tylko ona... Larsson napisał jedną z najlepszych książek, jakie w życiu czytałam. Bardzo chciałabym cofnąć czas i przeczytać tę książkę po raz pierwszy raz jeszcze, żeby móc ponownie przeżyć zaskoczenie, radość i niepewność, jakie towarzyszyły mi wtedy, kiedy jeszcze o niczym nie wiedziałam i stopniowo dowiadywałam się, jakie Sieg Larsson trzyma karty.

Moja ocena: 10/10*

Tytuł oryginału: Flickan som lekte med elden
Autor: Stieg Larsson
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 400 i 423
Rok wydania: 2006 (oryginał), 2014 (wydanie kolekcjonerskie w Polsce)

Trylogia Millennium:
1. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet < recenzja
2. Dziewczyna, która igrała z ogniem
3. Zamek z piasku, który runął

* To nie jest fantasy. I dostało dyszkę. To musi o czymś świadczyć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.