23 czerwca 2016

Nazwanie bestii


Mike Carey jest jednym z moich pierwszych poważniejszych twórców z gatunku fantastyki, po jakiego sięgnęłam. Dawno, dawno temu, kiedy stwierdziłam, że pora zacząć czytać coś innego, niż paranormal romance i przerzucić się na coś lepszej jakości, zdecydowałam się na zakup Mojego własnego diabła. Przez kolejne trzy lata przyzwyczaiłam się do stylu autora, błyskotliwego języka i zdążyłam zaprzyjaźnić się z bohaterami. Zakończenie cyklu o przygodach Feliksa Castora wciągnęło mnie od pierwszych stron i to dosłownie, wprawiając mnie w lekkie zdziwienie, bo Carey potrzebuje kilkudziesięciu stron, żeby nabrać rozpędu ze swoją fabułą.

O ile poprzednie części traktowały o szarej codzienności Castora, walczącego rozpaczliwie o okazje do jakiegokolwiek zarobku tyle tom piąty to ostateczne starcie naszego nie wzbudzającego swoją aparycją sympatii egzorcysty z potężnym Asmodeuszem. Owszem, nie jest to wątek kompletnie nam nie znany, bo przewijał się w historii już od pierwszego tomu, ale w każdej kolejnej części nie wysuwał się na pierwszy plan. Natomiast w Nazwaniu bestii jest inaczej i Felix wraz z bandą swoich przyjaciół oraz nieprzyjaciół musi zawalczyć po raz kolejny o duszę swojego przyjaciela, Rafaela Ditko i uwolnić go z kajdan założonych przez demona.

Wiesz czemu lew kuleje? By durne gazele uznały, że są bezpieczne i zeszły do wodopoju. Bo wtedy może przebierać wśród pechowych piździelców, ile tylko zechce.

Pomimo tego, że styl Mike'a Careya nie należy do najprostszych i wiele w jego książkach akapitów poświęconych opisom czy też przemyśleniom głównego bohatera, to lektura na pewno na tym nie cierpi. Wychodzę wręcz z podziwu, że książka napisana w ten sposób nie traci na dynamice. To jedna z tych pozycji, przy których szybko orientujemy się, ze przekupujemy samych siebie i próbujemy wyłudzić "jeszcze kilka stron, a potem spać...". Wydaje mi się, że to za sprawą błyskotliwości języka, barwnych, niekonwencjonalnych porównań (oj, bardzo niekonwencjonalnych...) i zdecydowanie nieoczekiwanych zwrotach akcji, Co więcej, Careyowi udaje się wpleść w akcję kilka niepozornych epizodów, które po kilku rozdziałach nabierają większego sensu i potrafią zaskoczyć pozostawiając fabułę wiarygodną i logiczną.

Jak pisałam, uwielbiam bohaterów stworzonych przez Careya. To postaci ze wspólną historią, mającą wpływ na wydarzenia teraźniejsze. Otoczenie Feliksa to trudne charaktery, ale też przyjaciele. Jest to przyjaźń trudna, ale mimo to wartościowa, niewątpliwie trwała. Autor nie pominął motywu dylematów moralnych zmuszających niekiedy postacie do sprzymierzenia się z wrogiem, lub zastanowienia nad ich własną naturą.

Jak zwykle przy lekturze przygód Castora możemy cieszyć się wędrówką po zakamarkach wyeksploatowanego już zarówno w literaturze jak i filmach Londynu. Nie są to specjalnie barwne obrazy, ale też i akcja dzieje się w raczej ponurym otoczeniu. Klimat da się wyczuć, choć w tym tomie jest to nie aż tak rzucające się w oczy.

Gratulacje dla autora należą się za niesamowite, wycieńczające również emocjonalnie czytelnika zakończenie. Właściwie to jeden ze stałych elementów książek Mike'a Careya - na wstępie dowiadujemy się, że jest źle i to tak, że gorzej być nie może, a kilka rozdziałów później okazuje się, że nie doceniliśmy głównego bohatera i początek lektury wydaje się sielanką. 

Serię o Feliksie jak najbardziej polecam, bo to kawał porządnej literatury dopracowanej w prawie wszystkich aspektach. Postacie nie są podzielone na dobre i złe, każdy z bohaterów ma swoją mroczną stronę, dylematy i demony do okiełznania. Czytelnik zaś, przewracając kolejne strony nie zauważa, kiedy dał się wciągnąć w powieść Mike'a Carey i orientuje się, że główny bohater na przekór wszelkim przesłankom płynącym z lektury wzbudził jego sympatię.

Moja ocena: 8/10

Tytuł oryginału: The naming of the Beast
Autor: Mike Carey
Wydanictwo: MAG
Ilość stron: 404
Rok wydania: 2009 (oryginał), 2011 (w Polsce)

Subiektywnie:
Najlepsza część serii: Przebierańcy
Najsłabsza część serii: Błędny krąg
Najlepsza okładka: Przebierańcy
Najsłabsza okładka: -

Seria o Feliksie Castorze:
1. Mój własny diabeł (recenzja)
2. Błędny krąg (recenzja)
3. Przebierańcy (recenzja)
4. Krew nie woda (recenzja)
5. Nazwanie bestii

Cytat zapisany kursywą oczywiście pochodzi z książki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.