1 września 2014

Przebierańcy


Na wstępie tej recenzji podziękowania dla Agatki z bloga Biblioteka wspomnień za pogonienie mnie do lektury. Bo tak to jest z pewnymi trudnymi przypadkami takimi jak ja. Wiem, że książka czeka długo na półce. Co więcej, lubię autora, wiem też, że na pewno nie pożałuję lektury. A i tak jakaś nadprzyrodzona siła odpycha mą rękę, kiedy już sięgam po rzeczoną książkę.

Felix Castor jest egzorcystą. Nie zarabia zbyt wiele, nie dlatego, że się nie ceni, ale dlatego, że tłumów pod swoim pseudo biurem zdecydowanie nie widuje. W dodatku ma talent do pakowania się w beznadziejne sytuacje i tym razem inaczej nie jest.

W drugim tomie, Błędnym kręgu zabrakło mi czegoś. Tamta część też była dobra, ale bez jakiejś takie charakterystycznej dla Careya iskry. I na szczęście Przebierańcy podnoszą poziom serii. Autor znów wciąga nas zdecydowanie w akcję już na samym początku. Zaczyna się dość ponuro, bo od pogrzebu kolegi po fachu naszego głównego bohatera. Niestety nieboszczyk pozostawił pewne instrukcje dotyczące tego, jak postąpić z jego ciałem po śmierci. Wdowa po Gittingsie decyduje się na tradycyjny pogrzeb i to budzi niepokój prawnika czuwającego nad prawidłowym wypełnieniem testamentu. W walkę o zwłoki Johna Gittingsa zostaje wciągnięty nie kto inny jak Felix, który decyduje się pomóc byłej przyjaciółce z duchem męża nawiedzającym posiadłość, w której mieszkali. W dodatku nasz bohater stara się odkryć dlaczego Johnowi tak zależało na kremacji. W między czasie pojawia się Jan Hunter, której mąż został umieszczony w więzieniu za zabójstwo. Kobieta jest jednak przekonana, że skazanie Douga Huntera to nieporozumienie.

- Castor, następnym razem, gdy spytasz mnie, jak się czuję, złamię ci mały palec prawej ręki.
- Jestem leworęczny - przypomniałem.
- Muszę mieć pole do eskalacji w przypadku recydywy.

Do wszystkich wyżej wymienionych kwestii dochodzą relacja z przyjaciółmi. Felixowi w tej części idzie jak po grudzie. Dość często jego sytuacja budziła u mnie współczucie. Pen wściekła o to, że Castor doprowadził do katastrofalnej sytuacji z ich wspólnym kumplem opętanym przez Asmodeusza. Drugi przyjaciel, paranoik zombie, geniusz w zdobywaniu informacji - Nicky Heat też odwraca się od naszego bohatera. Jedynie sukub o imieniu Juliet nie odwraca się od Castora i w sumie to jego jedyna deska ratunku. Ale współpraca z demonem to też nie jest bułka z masłem...


- Na co przysięgasz?
- Na siebie samego, bo w nic innego, kurwa, nie wierzę.

Jak widać, mamy tu sporo postaci, które są nieźle wykreowane. Carey łączy prowadzone przez Felixa śledztwa z prywatnymi problemami, którym mu podołać bohater. Ta przeplatanka sprawia, że nie można się szybko znudzić lekturą. Właściwie nie kojarzę momentu, w którym stwierdziłabym, że mi wystarczy. Felix jest typem bohatera, który na pozór wygląda na antypatycznego jegomościa, ale szybko zaczynamy mu kibicować. 

Zresztą nieważne: mam wielu wrogów. Ale jeśli kiedykolwiek zacznie ich brakować, większość moich przyjaciół czeka za kulisami, gotowa spróbować.

Swoje robi też w tej powieści język. Narratorem jest Felix, opisujący rzeczywistość tak, jak ją odbiera. Nie unika barwnych i różnorodnych porównań. Sam styl autora jest zdecydowanie niebanalny, bez powtórzeń i z błyskotliwymi wypowiedziami. 

Strojenie sobie żartów z diety Juliet to nie najlepszy pomysł, biorąc pod uwagę, że raz o mały włos nie stałem się jej częścią.

Przy powieści Mike'a Carey trzeba myśleć. Nie chodzi mi o wielce skomplikowane powiązania, ale sporą ilość bohaterów, szczególnie w drugiej połowie książki. Niemniej jednak to, co autor wymyślił w tej części zasługuje na pochwałę. Stworzył świetną intrygę, która tylko potwierdza moje pochwały dla autora. Seria o Feliksie Castorze to nie są książki napisane na kolanie z przewidywalną fabułą. To książki spod znaku dobrego, zachwycającego urban fantasy, przy którym można spędzić kilka wieczorów. Właściwie nie mam do czego się w tym przypadku przyczepić. I ogromnie się cieszę, że w końcu skusiłam się na lekturę jak i wielce ubolewam, że kazałam Przebierańcom tak długo czekać. A tytułu nie wyjaśnię, bo musiałabym spoilerować.

Wyluzuj, Nicky. Przysięgam, nie próbuję cię zmusić do złamania etyki zawodowej, choć aż do dziś nie wiedziałem, że jakąkolwiek masz.

Moja ocena: 8,5/10

Autor: Mike Carey
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 452
Rok wydania: 2007 (oryginał), 2009 (w Polsce)

Do wyzwań: Z półki, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 3,0 cm)
Cytaty zapisane kursywą pochodzą z książki

Seria o Feliksie Castorze:
1. Mój własny diabeł (recenzja)
2. Błędny krąg (recenzja)
3. Przebierańcy
4. Krew nie woda
5. Nazwanie bestii

5 komentarzy:

  1. Hahaha, nie ma za co Jag. ;* Pamiętaj, że jestem zawsze do usług.
    Swoją drogą ja tak dawno to czytałam, że pamiętam tylko ogólny zarys fabuły. Chyba będę musiała sobie co nieco powtórzyć, żeby być z Tobą na bieżąco. :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to możliwe, że nie słyszałam o tej serii wcześnie.. Podoba mi się tematyka egzorcyzmów, więc to książki, które powinny przypaść mi do gustu. I jeszcze ten napis na okładce 'powieść twórcy Constantine'a' bardzo mnie zachęca. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dla mnie - coś oryginalnego. Chciałabym przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę przyznać, że po Twojej recenzji nabrałam wielkiej ochoty aby zapoznać się z tą serią. Koniecznie muszę dorwać ją w swoje ręce :D

    OdpowiedzUsuń
  5. "Mój własny diabeł" narazie czeka na swoją kolej ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.