11 listopada 2015

Chłopcy 4: Największa z przygód


Dorastamy wszyscy, bez względu na to, jak bardzo chcielibyśmy zatrzymać czas i każde kolejne popołudnie spędzać na trzepaku czy też w piaskownicy. Przynajmniej tak było za czasów mojego dzieciństwa, kiedy to ganiałam po podwórku i radziłam sobie doskonale bez komputera i telefonu komórkowego. Z tym beztroskim okresem może i nie było się ciężko pożegnać, gdy stawałam się coraz większa i bardziej samodzielna oraz niezależna, ale... Ale teraz powtarzam to samo, co słyszałam kiedyś od rodziców, że dobrze byłoby wrócić do czasów dzieciństwa. Temat dorastania stał się głównym motywem w serii Jakuba Ćwieka, która traktuje o przygodach co prawda wiekowo dojrzałych, ale nadal... Chłopców.

Zagubieni Chłopcy, naprawdę zagubieni. Dzwoneczek, która jako jedyna babka musi ogarnąć cały bałagan, jakiego narobił Cień. I Piotruś Pan mierzący się ze swoimi lękami przywdziewając maskę beztroskiego wiecznie młodego chłopca. 

Jesteś niewinny, dopóki nie poznasz poczucia winy.


Jakub Ćwiek stworzył serię zbiorów opowiadań zapożyczając bohaterów z książki Barriego. Zagubieni Chłopcy radzić sobie muszą w realnym świecie i z pomocą Dzwoneczka, której jako jedynej zależy na ich dobru. Dawny kompan do wygłupów, Piotruś Pan dąży do odzyskania swoich kompanów do zabawy, ale niekoniecznie musi to dla Milczka, Kędziora, Kruszyny i Stalówki oznaczać beztroskiej przyszłości spędzonej na wszelkiego rodzaju wybrykach.



Zabierając się do lektury ostatniej części jakiegokolwiek cyklu lubię cofać się wspomnieniami do chwili, kiedy sięgnęłam po część pierwszą. Zwykle jest to odstęp dwóch, trzech lat, na przestrzeni których i ja się zmieniłam i po prostu wspominam co było wtedy - na początku historii i w tym konkretnym momencie mojego własnego życia. Co ciekawe, w przypadku Chłopców fala sentymentu mnie nie zalała. Gdzieś tam ukradkiem wspomniałam sobie zakończenie liceum, ale nic wielkiego. Może po prostu dlatego, że świat stworzony przez autora to nie uniwersum, w które można wsiąknąć i którym się żyje... To coś bardziej przyziemnego, z czym można się chwilę, że się tak wyrażę, po zabawiać, a później zatrzasnąć za sobą drzwi i pędzić w stronę innej historii.

Przywykłeś do przygód o ustalonych zasadach, bo takie są dziecięce reguły. Ale to już jest nie zabawa dla dzieci. Śmierć, największa z przygód, ma tabliczkę "Tylko dla dorosłych".


Okładka zapowiada epickie zakończenie. Błąd. Że wszystko zmierza do finału wiadomo, ale w kontekście całej serii nie powiedziałabym, że cokolwiek jest w niej epickiego. Mówię całkiem poważnie, a z drugiej strony podkreślając, że nie jest to wada. Może moja własna definicja "epickości" nie zakłada bandy wyrośniętych motocyklistów, którzy intensywnie przeklinają od czasu do czasu pojawiają się w Skrócie, żeby zdążyć tu i ówdzie. Może jedynym elementem epickim dla mnie były koszulki z rozbrajającymi napisami i niektóre dialogi, ale całokształt zdecydowanie taki się nie okazał.

Trochę błądzę w tej recenzji, bo w zasadzie ciężko mi się do tej części jak i całej serii ustosunkować. To taka bajka dla dorosłych, oj, zdecydowanie dla dorosłych, bo mnóstwo w niej wulgaryzmów, żartów o charakterze erotycznym i często niemoralnych zagrywek. Śmiem wysunąć teorię o tym, że może niepotrzebnie szukam w tej książce jakiegoś nad wyraz głębokiego przekazu, bo go nie ma. To po prostu przygody, trochę wspomnień z lepszych czasów i próba walki z tym, co jest teraz. Jest kilka momentów wywołujących wzruszenie, ale dużo więcej tych, w których wybuchałam śmiechem czytając nietuzinkowe dialogi i cięte riposty. Nie należę do osób delikatnych i wszelkiego rodzaju może nawet niesmaczne porównania nie sprawiły, że przestałam do książki pałać sympatią. Jeżeli do czegoś miałabym się przyczepić, a zawsze sobie coś znajdę to to, że trochę za rzadko zostają powtórzone informacje z poprzednich tomów. Biorąc pod uwagę to, że książki wychodziły w rocznych odstępach i niektórzy (Ja na przykład) czytali je prawie na bieżąco, mógłby się taki zabieg okazać korzystnym.

Zakończenie pozostawiło uczucie lekkiego rozczarowania, bo to wszystko kończy się trochę za szybko i trochę... w pewnym sensie dostajemy informacje z drugiej ręki. Co więcej odnoszę wrażenie, że te cztery tomy nie stanowią ciągłości i koncepcja na całą historię wykrystalizowała się dopiero w części drugiej. Ale może to być spowodowane faktem, że słabo część pierwszą pamiętam. W każdym razie całość oceniam jako dobrą serię od której nie można oczekiwać zbyt wiele, bo w końcu traktuje o dużych chłopcach, a więc na pierwszym planie będzie beztroska z przebijającymi się od czasu do czasu elementami powagi.

Traktowałabym też tę książkę jako zbiór opowiadań przygodowych z elementami fantasy, bo naprawdę tych fragmentów nie ma za wiele. Klasycznego fantasy też ciężko się dopatrzyć, dlatego głównie w książkach Ćwieka, jak mniemam, chodzi o dobrą zabawę i niezły rozpieprz ;)

Moja ocena: 7/10

Cykl Chłopcy:
1. Chłopcy < recenzja
2. Chłopcy 2: Bangarang! < recenzja
3. Chłopcy 3: Zguba < recenzja
4. Chłopcy 4: Największa z przygód

Autor: Jakub Ćwiek
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 392
Rok wydania: 2015

Najlepsza część serii: Chłopcy 2: Bangarang!
Najsłabsza część serii: Chłopcy 4: Największa z przygód
Najlepsza okładka serii: Chłopcy
Najsłabsza okładka serii: Chłopcy 2: Bangarang!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.