26 listopada 2015

Błękitnokrwista wampirzyca

 Ten moment, chwila pożegnania z Sabiną i jej ekipą przyszła dużo szybciej, niż się spodziewałam. W zasadzie jest to zasługą pomysłu na pokończenie kilku serii przed końcem roku i zachęt ze strony przyjaciółki, która kazała mi czytać, bo nie miała z kim pogadać. No i co? Ostatni tom wampirzej Mody na sukces za mną.

Jak to bywa w finalnych częściach serii, stajemy wraz bohaterami w obliczu ostatecznego starcia z wielkim złym budzącym strach kimś. Nie napiszę dokładnie, kim jest ten wielki zły, bo nie chcę spoilerować, a ćwiczę sztukę pisania recenzji kolejnych tomów bez ujawniania ważnych szczegółów. Tak więc Pan X dalej zwany będzie Wielkim Złym.

Skoro zapowiada się na ostateczne starcie, oczekiwać należałoby sporej dawki momentów w których któraś ze stron znajdowałaby się na krawędzi upadku. Niestety, w Błękitnokrwistej wampirzycy taki fragmentów jest nie wiele. Śmiem twierdzić, że w porównaniu z częścią czwartą ta wypada nieco blado. W Złotoustej diablicy problemy mnożyły się jak... co się tak mnoży? Króliki? Chomiki? Szczury? W każdym razie tarapatów z każdym rozdziałem było coraz więcej i czytało się z większym zaciekawieniem. A w przypadku części piątej bohaterowie przenoszą się do Rzymu i tam zbierają siły przed walką rozstrzygającą z Wielkim Złym. Ale sam Wielki Zły za często się nie pojawia i uważam, że postać ta została zdecydowanie za słabo wyeksponowana.

Pomimo tego, że uważam, że nie była to najlepsza z cyklu o Sabinie, jestem w stanie wskazać pewne zalety Błękitnokrwistej wampirzycy. Pojawia się sporo bohaterów, których wcześniej nie znaliśmy i dowiadujemy się więcej o rodzinie głównej bohaterki. Co więcej, swoje pięć minut mają również postaci z poprzednich tomów, których wątki zostały wcześniej w zasadzie zamknięte. Sam finał jest wystarczająco dobrze napisany, żeby czytelnika zadowolić. Nie chcę konkretnie pisać, co się wydarzyło, ale kolejne etapy dochodzenia do celu przez Sabinę czyta się z sporym zaciekawieniem. To, do czego na początku się czepiałam, zostało wybaczone, bo na pozór błaha motywacja Wielkiego Złego okazuje się mieć poważniejsze niż mogłoby się wydawać konsekwencje. 

Pod kątem bohaterów - Sabina nadal pozostaje w moich łaskach. Widać przemianę, jaka w niej zaszła i nawet nie chodzi o to, co się konkretnie na sam koniec dzieje. Autorka powtarza informacje z tomów poprzednich i dla kogoś, kto ni cholery ich nie pamięta to świetne ułatwienie. Swoją drogą mam ochotę jeszcze raz sięgnąć po Rudowłosą i Maga w czerni, żeby przypomnieć sobie co wtedy z bohaterami się konkretnie działo. Adam nadal pozostaje najbardziej bezpłciowym rzekomo męskim bohaterem w całej serii. Nigdy nie przypadł mi specjalnie do gustu i tak samo jest tym razem. Nawet nie chodzi już o to, że przestałam zadurzać się w postaciach z książki - bo jak ktoś jest fajny, to na pewno to zauważę. Niestety. Adam nie jest fajny. Całą zajebistość natomiast zgarnął Gighul i nawet jeżeli finał jego wątku nie do końca mi się spodobał, to i tak uwielbiałam czytać fragmenty o demonie intrygi. Przy okazji Gighul zasługuje na nagrodę dla zdecydowanie najlepszego z najlepszych przyjaciół głównych bohaterów.

Co do wspominanego już nie raz przy okazji książek Jaye Wells języka - w tym tomie trochę się poprawił. Nie wiem czyja to zasługa, ale pochwała się należy. Za to samej autorce niestety muszę przyznać niechlubną statuetkę za najgorsze sceny erotyczne. Nie wychodzi jej to kompletnie i są to fragmenty w żadnym wypadku nie budzące sympatii. Nie jest tak, że człowiek jest się w stanie załamać przy czytaniu, ale kilka plasknięć dłonią w czoło miejsce jednak miało.

Wielkiego, spektakularnego końca nie było, ale książka nie wypada źle. Jako historia rozrywkowa, czasoumilacz nadaje się wręcz idealnie. Czyta się naprawdę szybko - niespełna pięciuset stron nawet nie poczułam. Poza tym jeżeli idzie o serie o wampirach, ta jak na powieść rozrywkową jest naprawdę należycie dopracowana i oryginalna.

Moja ocena: 6,5/10

Autor: Jaye Wells
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 496
Rok wydania: 2012 (oryginał), 2014 (w Polsce)

Cykl o Sabinie Kane:
1. Rudowłosa
2. Mag w czerni
3. Zielonooki demon < recenzja
4. Złotousta diablica < recenzja
5. Błękitnokrwista wampirzyca

Najlepsza część cyklu: Złotousta diablica
Najsłabsza część cyklu: Zielonooki demon
Najlepsza okładka: Mag w czerni
Najsłabdza okładka: Zielonooki demon

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.