30 lipca 2014

Zielonooki demon

Seria o Sabinie Kane należy do gatunku, który bardzo sobie cenię i uważam za perełkę wśród moich faworytów. Mowa oczywiście o Urban fantasy. Współczesne realia i fabuła osadzona w metropolii, tudzież zwykłym mieści w miarę okazałych rozmiarów. Przeczytałam już sporo książek z tego gatunku i nawet sięgnęłam po coś z naszego podwórka. A skoro rozeznanie mam, to i pojawiły się pewne oczekiwania i standardy, które książka z gatunku urban fantasy musi spełniać, żeby została zakwalifikowana do grona moich ulubionych. Czy Jaye Wells podołała wyzwaniu i trzeci tom cyklu o Sabinie Kane okazał się równie świetną lekturą jak Rudowłosa i Mag w czerni?

Sabina wraz z Gighulem i Adamem wyrusza na pomoc siostrze. Jak to bywa z bohaterkami książek UF, musi się zmierzyć z niejednym problemem. Akcja przenosi się do Nowego Orleanu. Bardzo ucieszyłam się faktem, że właśnie tam będą teraz działać nasi bohaterowie, bo Nowy Orlean jest to miasto klimatyczne i wykorzystane już niejednokrotnie czy to w książkach, czy to w serialach. Nowa miejscówka, nowi bohaterowie i nowe kłopoty. Niestety, nie mogłam do końca cieszyć się lekturą trzeciej części serii, którą bardzo polubiłam. Dlaczego?

Naprawdę nie chcę zaczynać od wad. Ale co ja poradzę, że w tej części bardzo ciężko było mi się przekonać do stylu, jakim pisze pani Wells? Niby jest całkiem poprawny, ale zdarzały się zwroty czy zdania, które wytrącały mnie z rytmu czytania i automatycznie w głowie przychodziły mi na myśl zamienniki niektórych tworów. Wszystko idzie całkiem sprawnie, aż tu nagle pojawia się jakaś torpeda słowna. W dodatku zdarzały się powtórzenia, bo Sabina ciągle się irytowała i widziała przed oczyma czerwoną mgiełkę. Kolejna panna w kolejce do zastrzyku na wściekliznę? (Nawiązanie do postaci Dory z Złodzieja dusz, niestety...)

A skoro już jestem przy postaci Sabiny, to nie wiem, czy była inna w tej części, czy w poprzednich zwyczajnie nie zauważałam, że jest nieco irytująca. Owszem, jako bohaterka w tym gatunku musi być twarda i chętna do bitki, ale bez przesadyzmu. A czytając Zielonookiego demona miałam wrażenie, że co chwilę Kane rzuca się z pięściami do walki. Szkoda, że pomimo tego, że bohaterka jest temperamentna i inne strony jej osobowości trochę szwankowały.

Jednak pomimo mojego wywodu o nieco negatywnym zabarwieniu (ach, jak subtelnie...) w Zielonookim demonie znalazłam też pozytywne strony. Pojawiło się sporo dynamicznych scen, które czytałam z zapartym tchem i z łatwością wizualizowałam w głowie. To jeden z ogromnych plusów urban fantasy - gwarancja sporych ilości dobrych bijatyk. Owszem, nie każdemu autorowi to wychodzi, ale pani Wells się udało. Do tego podobała mi się pewna scena na cmentarzu, kiedy to Sabinie towarzyszyła Zen. Drugim plusem są pewne postacie. Polubiłam Aloudiusa, nadal byłam zachwycona stylem bycia Gighula i na deser... Wilkołak! Płci żeńskiej, mowa o Mac. Mam słabość do tych stworów i gdy którykolwiek z bohaterów okazuje się właśnie dzikim czworonogiem, od razu zaczynam żywić do niego więcej sympatii. W dodatku związek Mac też okazał się bardzo interesującym wątkiem.

Szkoda, że autorka tak bardzo skopała zakończenie. Po konkretnej jatce i kilku ofiarach Zielonooki demon kończy się jak... tani romans. Zbyt cukierkowo, zbyt słodka, zbyt... kiczowato. Ja na miejscu autorki (nie, dziewczyno, wstrzymaj konie, to nie Twoja książka...) dowaliłabym Sabinie problemów. Bo właściwie wszystko wyglądało bardzo źle, a kończy się w dość infantylnym stylu. Bardzo cierpię z tego powodu bo fragmenty poprzedzające ten marny finisz są godne pochwały. I właściwie rzecz biorąc ostatni rozdział przekonał mnie do wystawienia niższej oceny książce.

Pieprzyć fatalizm Dawida oraz los. Zamierzałam uczynić z przeznaczenia mego sługę.*

Trochę się waham, czy sięgać po kolejne części. Na pewno nie zrobię tego szybko. Mimo wszystko nadal jestem ciekawa losów Sabiny i jej ekipy, choć zasadniczo wielkiego apetytu na czwartą część nie mam. Jednak czytając Zielonookiego demona poczułam pewną nostalgię. Kiedyś książki o wampirach były stałym elementem literatury, po którą sięgałam i w jakiś sposób czytanie tej książki wywołało u mnie smutny uśmiech. O starych, dobrych poczciwych wampirach naczytałam się wiele i nie do końca jestem gotowa odstawić je do lamusa. Więc sądzę, że za kilka miesięcy przeproszę się z panią Wells i jednak wrócę do cyklu o Sabinie Kane. Niebawem, ale jeszcze nie teraz...

Moja ocena: 6,5/10

Autor: Jaye Wells
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 394
Rok wydania: 2011 (za granicą), 2012 (w Polsce)

Seria o Sabienie Kane: 1. Rudowłosa, 2. Mag w czerni, 3. Zielonooki demon, 4. Złotousta diablica, 5. Błękitnokrwista wampirzyca

Do wyzwań: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+2,3 cm), Z półki

* cytat z książki

9 komentarzy:

  1. Tę część widziałam w bibliotece, jednak dostać pierwszą część... To czasem graniczy z cudem, ale może uda mi się ją zdobyć i przeczytać. Też czasem lubię wrócić do takich książek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co jak co, ale bardzo lubię tę serię i w ogóle nie zauważam jej wad, co więcej ostatni tom też bardzo mi się podobał :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam Rudowłosą i myślę, że kiedyś w wolnej chwili sięgnę po kolejne części cyklu. Lubię tego typu książki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Koleżanka poleciła mi Rudowłosą kilka dni temu. Wypożyczyłam ją, przeczytałam trochę i od razu oddałam. W ogóle mi się nie spodobała i stwierdziłam, że nie będę tracić czasu na czytanie ;d

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam pierwszą część, bo znalazłam w biliotece i ukazała się świetna, no moż nie najlepsza z gatunku, ale mnie wciągnęła. Mmam sporą ochote na rugi tom i mam nadzieję, że trzeci okarze się dla mnie równie dobry ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię tę serię. Mimo iż nie jest specjalnie wybitna, to jakoś tak.. mam do niej mały sentyment :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fakt że główna bohaterka ma na imię Sabina, nieco utrudniałoby mi czytanie... To byłoby takie dziwne... Poza tym sama jeszcze nie wiem co myśleć o urban fantasy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam kiedyś przeczytać pierwszy tom tej serii, ale ostatecznie stwierdziłam, że to już nie moja bajka :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedyś czytałam już o tej serii i niestety nadal nie jestem do niej pozytywnie nastawiona. Z tym typem literatury nie miałam chyba jeszcze do czynienia, więc raczej od słabej pozycji nie będę zaczynać. P.S. Ten blogowy duszek zawsze mi się włącza, jak wchodzę na twojego bloga z tabletu :P Nawet gdy po nim nie jeżdżę palcem... Chyba lubi mnie nawiedzać. :D

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.