
Chattam na początek startuje z "wysokiego c" i doskonale wie, że obniżenie pułapu będzie strzałem w stopę. Dlatego też do jego powieści zachęcić mogę amatorów mocnych wrażeń. W książkach francuskiego pisarza mnóstwo jest makabry, zbrodni bestialskich z psychopatycznymi rysami i po prostu się dzieje - to zdecydowanie nie jest stonowana opowiastka o lokalnym śledztwie. Emocje czytelnika to wręcz instrument, na którym Chattam sobie pogrywa - czy dobrze? To nieco zgrzyta w moim odczuciu, gdy dochodzi na przestrzeni kilkudziesięciu stron do kolejnej masakry. Książka wręcz epatuje przemocą i w pewnym momencie miałam wrażenie, że... że tego wrażenia brak. Nie odczuwałam już przerażenia, strachu ani zaintrygowania w związku z tym, że przeczytałam o kolejnej sieczce. Możliwe, że autor za bardzo pojechał po bandzie - chciał tak nastraszyć czytelnika, że w tej kwestii przekroczył granicę i nie dozował napięcia i strachu a jedynie zalewał jego kubłami czytelnika.
W ciekawy i wiarygodny sposób autor realizuje wątek pracy żandarmerii. Śledztwo wymaga mobilizacji wielu osób, każda z nich ma swoje pięć minut na scenie, a co najważniejsze, echa wydarzeń z Plugawego spisku nie cichną. Zarówno Ludivine jak i Segnon zmagają się ze swoimi demonami, a ponadto postacie te jako partnerzy w śledztwie zostali wykreowani przez autora na zasadzie kontrastu. Ludivine mieszka sama, jej pasją jest praca i tropienie psychopatów, interesuje się podręcznikami kryminalnymi o tej tematyce i często w oczach kolegów wychodzi na nadgorliwą. Natomiast Segnon ma swoje życie w domu, gdzie czeka na niego żona i dwoje synów. Niejednokrotnie na kartach powieści podkreśla przywiązanie do nich i wyraźnie jest wykreowany na zasadzie przeciwieństwa Ludivine. Jest to zabieg dość popularny w literaturze z gatunku thrillera, bo choćby i u Cartera się z tym spotkałam.
Największy mój zarzut pod adresem książki Chattama to nieudolne balansowanie na pograniczu gatunków - fabuła i realia wyraźnie pasują do thrillera rozgrywającego się w naszej "ludzkiej" rzeczywistości i raczej brak tu miejsca na jakiekolwiek "nadnaturalne" elementy, a Chattam próbuje nadać swej powieści klimatu charakterystycznego dla grozy/horroru. Pisze stawiając na sugestywność roztaczanych przez czytelnikiem wizji i stara się go przestraszyć nie działaniami przestępców a szeroko rozumianym, niechwytnym wręcz metafizycznie istniejącym złem. To zło w postaci diabła (niemalże wyrwanego z piekielnych czeluści, na co sugerują niektóre przekonania bohaterów książki) jest niewidoczne gołym okiem, ale panoszy się jak wirus, śpi gdzieś ukryte i człowiek nie zna "dnia ani godziny" kiedy to zło go dopadnie. W tym momencie poczułam, że nie mam doczynienia z thrillerem, w którym śledztwo, zbrodnie i tropienie podejrzanych (jakie tropienie?) jest źródłem napięcia - miałam przed sobą powieść, która próbowała wcisnąć mi bajkę o odwiecznej walce dobra ze złem. Autor starał się chyba chwilami wręcz nadać epickiego klimatu swej historii, bo pod sam koniec, kiedy wszystko doszło do finału, czytamy o wychodzącym zza chmur słońcu i sielankowym popołudniu Ludivine spędzonym z dawnym kolegą z pracy. Ponadto po pokonaniu tego "złego zła" narracja przybiera ton pod tytułem "oto nowe czasy nastały, można z optymizmem patrzeć w przyszłość". Okrutnie mi to nie pasowało i bardzo raziło w oczy.
Możliwe, że autor chciał napisać coś z pogranicza horroru, do którego jak najbardziej ma predyspozycje i którego powinien kiedyś spróbować. Po Cierpliwości diabła stwierdzam, że odpuszczam sobie dalszą lekturę książek autora - nie mój typ prowadzenia historii. Wolę szukać wraz z śledczymi podejrzanego, niż gonić po miejscach zbrodni i ślepych zaułkach. U Chattama raczej nie uświadczymy kręgu podejrzanych, wśród których możemy typować sprawdzę, weryfikować prawdziwość alibi, szukać kogoś, kto ma motyw. To autor, u którego rację bytu mają niewidzialne jednostki, które sprawdzają chaos na całą społeczność - ale na szczęście społeczność ma dzielną żandarmerię, która możliwe, że w kolejnym tomie dorobi się superbohaterskich peleryn (biorąc pod uwagę ton, w jakim Chattam pisze).
|tyt. oryg. La Patience du Diable, Maxime Chattam, wyd. Sonia Draga, 447, 2014, 2015, Tom II serii o Ludivine Vancker|
Komentarze
Prześlij komentarz
Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.