Moja przygoda z thrillerami to poszukiwanie po omacku i chwytanie się trochę przypadkowych, a trochę znanych nazwisk. Oczekuję od tej literatury przede wszystkim rozrywki, ale dobrej - takiej, która mnie zaabsorbuje, zafunduje swego rodzaju zagwozdkę i pozwoli uwikłać się w zawarte w powieści wątki. W lutym po raz pierwszy sięgnęłam po Link, a każdy autor ma u mnie do zdania dwa egzaminy i dopiero po tym drugim decyduję się na to, czy porzucić czyjąś twórczość, czy czytać dalej...
Echo winy zawiera w swej treści ciekawy pomysł na fabułę - losy dwóch małżeństw splatają się, gdy łódź Nathana i Livii ulega zatonięciu w okolicy, w której odpoczywają właśnie Virginia i Fryderyk. Obie pary mają swoją niełatwą przeszłość, ale historia koncentruje się wokół Virginii i to jej perspektywę śledzi czytelnik. Od czasu do czasu pojawiają się wtręty innych bohaterów, natomiast drugą linię fabularną stanowią zaginięcia małych dziewczynek, które mają miejsce w okolicy zamieszkania Virginii i Fryderyka i zbiega się z pojawieniem się Nathana w ich życiu.

Poza subiektywną niechęcią do kolejnych ślamazarnie rozpisywanych miłosnych i rodzinnych rozterek (bo może ktoś tak lubi, nie wątpię, że ten typ literatury ma swoich amatorów) pojawiło się kilka kwestii uwierających i odpychających zupełnie obiektywnie. Po pierwsze - kuleje redakcja i/lub przekład, bo nie raz zgrzytałam zębami na kwiatki typu "jest chory albo psychopatyczny" albo psy gończe na tropie zaginionego dziecka (chyba lepiej, żeby go w takim wypadku nie dopadły znalazły). Pojawia się sporo powtórzeń, a Virginia często robi coś "z niewyjaśnionych powodów". Drażni mnie taki język, dochodzi też pewnie specyfika warsztatu autorki i fakt, że nie pisze ona wybitnie. Podobnie jak w przypadku Ostatniego śladu, który czytałam w lutym, pojawiła się zagrywka z luką w fabule i uzupełnianiem jej po fakcie. I moim zdaniem nie buduje to w żadnym wypadku napięcia a jedynie budzi dezorientację u czytelnika.
Poza tym w narracji Link kobiety są dla siebie kobietami i to w złym tego określenia znaczeniu. Zazdroszczą, zaglądają innym do portfela/szafy/łóżka i oceniają nie siląc się na odrobinę wyrozumiałości (poza sporadycznymi przypadkami), a równocześnie są kreowane przez autorkę na niezaradne szare myszki potrzebujące oparcia w męskich ramionach (poza sporadycznymi przypadkami). Nie lubię i nie powstrzymam się od krytyki takiej narracji, bo chwilami była ona wręcz szkodliwa. Szczególnie w przypadku innego trudnego tematu jakim jest pedofilia autorka przedstawia bardzo stereotypowe podejście. I powiela te stereotypy w narracji nie wspominając nawet trochę, że jest to kwestia zaburzeń psychiki i popędu. Nie mówię tu o jakimś moralizatorskim wykładzie, bo nie jest to typ literatury, który ma być źródłem nauk, ale pewne delikatne zasygnalizowanie złożoności problemu wydaje się conajmniej na miejscu. A jego brak, to to, co mnie chyba najbardziej odepchnęło i sprawiło, że nie chcę sięgać po książki autorki, które będą zawierały równie ciężką tematykę. Jeżeli w ogóle sięgnę po coś więcej niż oczekująca na półce Gra cieni.
Znalazłam pewne zalety i na sam koniec po tej litanii wyrzutów w stronę Link o nich wspomnę. Do momentu, w którym książka zaczęła mnie nudzić podobało mi się budowanie psychologii postaci - zaangażowałam się w poczynania Virginii, bo jej zachowanie było w jakiś sposób umotywowane, a ja zastanawiałam się jak. Na tę sferę u autorki akurat narzekać nie można, bo pomimo tego, że nie polubiłam głównej bohaterki, to i tak byłam zainteresowana tym, co zrobi.
Echo winy to powieść ze zmarnowanym potencjałem, w której ciężko szukać pełnokrwistego thrillera. Fani gatunku mogą się przejechać, tym bardziej, że rekomendacja na okładce zapowiada mroczną historią doskonałej jakości. Ewidentnie u Link przeważa warstwa obyczajowa i trzeba być tego świadomym sięgając po tę powieść. Nie odmawiam książce, że w przypadku takie podejścia może stać się przyjemną, odmóżdżającą lekturą (z pewnymi zastrzeżeniami), niestety nie jestem dla niej "targetem".
|tyt. oryg. Das Echo Der Schuld, Charlotte Link, wyd. Sonia Draga, 480 str., 2006, 2008|
Komentarze
Prześlij komentarz
Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.