Styczeń miesiącem odczuć ambiwalentnych, do uczelni, życia i książek. Bywa. Lepiej tak, niż gdyby tych uczuć miało w ogóle nie być. Jestem po pierwszym semestrze magisterki, a powrót na uczelnię po rocznej przerwie trochę cieszył, trochę bolał.
Czytelniczo było nieco chaotycznie, ale szczegóły za chwilę.
![]() |
Najlepsza książka miesiąca, czyli nazwisko zobowiązuje. A moja ciekawość w stosunku do Maas została zaspokojona i z pierwszego tomu "Dworów" jestem całkiem zadowolona. |
![]() |
Panu biegaczowi dziękuję za szybkie ulotnienie się kadru... :) Moje odczucia z lektury Mnicha Matthew Gregory Lewisa pojawią się pewnie w lutym. |
Przeczytałam książek aż sześć. Zaczęłam dwie nowe serie (Dwory i Mroczną wieżę). Było też trochę klasyki i to konkretnej, bo zarówno Mnich jak i Mały książę do kanonu już się zaliczają i przyznam, że pierwszy tytuł dużo bardziej mnie usatysfakcjonował. Dokończyłam też powtórne czytanie ostatnich trzech tomów Narnii i powróciłam do rozwalającej emocjonalnie Ostatniej bitwy, a i jak wspominałam u góry i w recenzji też o tym jest, lektura Chattama do najłatwiejszych nie należała.
Coś też kupiłam. Fajne rzeczy.
Dawca przysięgi na żywo wygląda dużo lepiej niż w zapowiedziach i chwała wydawnictwu za to, bo po świetnej okładce do Słów Światłości jak zobaczyłam okładki do trzeciej części ABŚ się załamałam. Jakby nie było, ten koń jest średnio akceptowalny, ale niech będzie. I tak się jaram, chyba dzięki fali ogólnego podniecenia, które ogarnęła wszystkich fanów największych cegieł od Sandersona.
Carrie Kinga już czytałam więc ta kieszonkowa wersja to tak do uzupełnienia i tak nie planowanej w pełni kolekcji. Nie zależy mi na całym Kingu na półce, ale akurat do tego tytułu mam sentyment.
Jarosława Grzędowicza planowałam czytać już chyba ze dwa czy trzy lata temu i bardzo dobrze, że tak długo odkładałam zakup. Twarda oprawa i format praktycznie rzecz biorąc normalnej książki. I te piękne grzbiety i przystępna cena. Ale i tak mam ambiwalentne odczucia co do kolekcji...
MISTRZOWIE POLSKIEJ FANTASTYKI - nie rozumiem...
Jak wspomniałam, format i cena są bardzo przystępne, natomiast to, co proponuje wydawca, czyli Edipresse gdy mowa o nazwiskach trochę mnie rozwala, bo jest kilka takich, których zdecydowanie wśród mistrzów bym nie umieściła. A do kompletnego braku zrozumienia przyczynia się fakt, że zaplanowano np. wydanie tylko trzech z czterech tomów (edit z 11.02.: pokręciłam, bo Achaja ma trzy tomy, więc jednak ukaże się w całości, ale i tak kwiatków z MPF można wymieniać wiele. Np. Kossakowskiej tylko Siewca, co jest bez sensu!) w przypadku Achai albo tylko jednego tomu serii (pierwszego), jak ma to miejsce w przypadku serii o Dorze Wilk. Nie kumam i jedyne co mi pozostaje, to zanieść się śmiechem oraz... kupić tylko Grzędowicza, który rozpoczyna serię i zostanie wydany, chwała i cześć niebiosom, w całości. I Rudą sforę, która jest jednotomówką, w dodatku nie podzieloną na dwa. Całe życie na dzikim farcie. I między innymi stąd ten pełen ambiwalentnych uczuć styczeń.
Plany na luty - zagadka
Dla Was, co to za tytuły (można pisać swoje propozycje w komentarzach). Dla mnie, czy uda mi się to przeczytać. Ogółem to nie biorę za pewnik, że z tymi cegłami się zapoznam, ale po pierwsze, mam wolne, a po drugie, mam mało miejsca na półce i opasłe tomy dostają jakby pierwszeństwo.
Powodzenia w lutym!
Komentarze
Prześlij komentarz
Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.