6 października 2015

Carrie


Ostatnimi czasy coraz częściej sięgam po Kinga, głównie z racji tego, że wokół mnie panuje swego rodzaju bardzo pozytywna nagonka na czytanie twórczości tego autora. Wciąż trafiam na recenzje jego książek, z resztą był przecież organizowany na blogu Kącik z książką dzień czytania Kinga, więc nie jestem w stanie uwolnić się od obecności autora. I bardzo dobrze! Bo zaległości z nim trzeba by nadrobić, to jest kwestia pierwsza, a druga, że sięgając po Kinga mam w zasadzie gwarancję dobrej lektury.

Carrie różni się od swoich rówieśników, głównie z powodu tego, jak wychowała ją matka. Pani Margaret White jest fanatyczką religijną i nawet swoją własną córkę tratuje jako owoc popełnionego grzechu. Carrie nie ma przyjaciół, nie chodzi na imprezy i nie nosi modnych ubrań, co oczywiście nie jest równoznaczne z tym, że podziela stanowisko swojej matki. Brak jednak dziewczynie siły do tego, żeby się rodzicielce przeciwstawić i ten stan rzeczy zmienia się dopiero w okresie zbliżającego się balu maturalnego. Bajkowy wieczór ma szansę przerodzić się jednak w wieczór krwawej zemsty...

Ludzie z wiekiem nie stają się lepsi, stają się tylko sprytniejsi.

Jest to jedna z bardziej znanych historii spod pióra Kinga i choć krótka, zdecydowanie treściwa. Bardzo sobie cenię, gdy powieść, nie ważne, jakiego gatunku wzbudza we mnie silne emocje. W przypadku Carrie bardzo się zaskoczyłam, bo nie dość, że mnie poruszyła, to nie dokładnie w taki sposób,w jaki na czytelnika działają horrory. W Carrie oprócz szaleństwa jest też okrucieństwo, które wzbudziło we mnie... żal. Akcja w pewnym momencie doprowadziła do tak tragicznej sytuacji, że po prostu z jękiem pod nosem wymruczałam "No nie", ze zbolałą miną i perspektywą łez czytałam dalej. Bo jak się każdy może domyślić, całość zmierza w kierunku krwawego końca, ale King daje czytelnikowi nadzieję. Wiemy, jak to się skończy, a i tak liczymy, że wszystko potoczy się inaczej.

Dopingowałam Carrie. W zasadzie może dlatego, że kiedyś byłam taką stojącą z boku nieśmiałą osóbką, choć z powodów zupełnie innych. Może to stąd moje lekkie utożsamianie się z główną bohaterką, która na długo zapadnie mi w pamięci.

King oczywiście oprócz tytułowej postaci przedstawia nam całkiem sporo innych, różnorodnych, ciekawych charakterów. Są bohaterowie ze skrupułami, ale wśród nich przewijają się postaci ich pozbawione. King kreuje po raz kolejny całą gamę osobowości, które nie są skleconymi na kolanie posklejanymi w kupę kilkoma cechami charakteru. Na pewno bohaterką wyrazistą i wzbudzającą od progu konkretne emocje jest matka Carrie, Margaret White. Jej fanatyzm religijny doprowadzał mnie momentami do szału, a z drugiej strony, przewrotnie rzeknę, że tej irytacji miałam... za mało. W ogóle uważam, że ta książka jest za krótka. Gdybym mogła przeczytać o większej ilości przypadków, w których Margaret terroryzowała swoją córkę... Brakowało mi większego wyeksponowania tego motywu, co zakrawa na sadyzm i specjalnie dobrze o mnie nie świadczy.

Trochę muszę przyczepić się do wstawek reportażowych w książce. Z jednej strony uznałam je za ciekawe urozmaicenie, a z drugiej przedwcześnie zdradzały mi finał. Pomijając fakt, że kilka lat temu wzmianki o głównym gwoździu programu zostały przemycone w pewnej młodzieżowej serii i jak na złość pozostały mi w pamięci. Dlatego też czytałam wiedząc, co i jak się wydarzy, co nie znaczy, że lektura była nudna. Połykałam kolejne akapity i strony, nie zważając na to, ile zostało do końca.

Co do elementów grozy w książce - pojawia się kilka obrazów która nie spowodowały, że po plecach przeszły mi ciarki, ale... uśmiechałam się. Finał był świetnie napisany, naprawdę krwawo i gdy czytałam tak wkręcona w lekturę miałam przed oczami wszystkie wydarzenia. Czytałam książkę, która powinna mnie przestraszyć, może zdołować, może w jakiś sposób poryć mi psychikę i nie doznałam tego, Carrie poruszyła we mnie zupełnie inne obszary emocjonalne i to mi się niesamowicie spodobało. A i klimatu grozy skosztowałam, choć jego kwintesencja została umieszczona na końcowym etapie książki.

Carrie bardzo przypadła mi do gustu i z chęcią obejrzę teraz ekranizację. Jestem w nastroju na mocne, krwawe historie, więc lektura tej książki Kinga miała miejsce w idealnym momencie. Czytało się szybko, bo autor pisze bardzo przystępnie i pomimo moich powyższych uwag z ulgą przyznaję, że to bardzo dobra książka. Szkoda tylko, że tak krótka.

Moja ocena: 7/10

Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 232
Rok wydania: 1974 (oryginał), 2003 (w Polsce)

Do wyzwania: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.