10 maja 2015

Atramentowa krew

Gdy człowiek przerzuca się na literaturę ambitniejszą, pisaną bardziej skomplikowanym językiem i raz, dla odmiany sięga po coś łatwiejszego może odczuć mały szok. Co więcej, jest to dla niego test - czy potrafi być wszechstronny i odnaleźć się również w tytułach przeznaczonych dla młodszych amatorów literatury, które to tytuły jednak przekazują uniwersalne prawdy i piękne obrazy. Seria o Atramentowym świecie jest dla ,nie takim testem - na odnalezienie w sobie dziecka. Przeszłam go, czy lepiej, żebym pozostała w klimatach ambitnego fantasy i nie porywała się na proste powieści?

Historie nigdy nie mają końca, Meggie - powiedział kiedyś do niej - chociaż książki nam to sugerują. One nie kończą się na ostatniej stronie ani nie zaczynają na pierwszej.

Bohaterowie znani czytelnikowi z Atramentowego serca przenoszą się do świata z książki Fenoglia - stwórcy tego uniwersum. Od wydarzeń z pierwszego tomu minął rok. Mo bardzo się starał, żeby Maggie zapomniała o świecie Atramentowego serca i, no cóż, nie wyszło mu. Natomiast Smolipaluch pragnący powrotu do miejsca, z którego pochodzi musi się równocześnie zmagać z przeznaczeniem - bohater bowiem dowiedział się, w jaki sposób Fenoglio chce go uśmiercić.

Dość chaotycznie opisałam stan fabuły, z jakim spotykamy się na początku drugiego tomu Atramentowego Świata. Cornelia Funke od początku wprowadza nas w baśniowy świat przygód doprawionych odrobiną magii. Ale nadal przewodnim tematem powieści Funke są książki, ukłon w stronę całej otoczki związanej z pisarstwem - szacunek, podziw, respekt czy zamiłowanie do tychże właśnie papierowych cudów. Autorka stworzyła tutaj ciekawy obraz pisarza, którego historia i jej bohaterowie zaczęli żyć własnym życie, wyrywając się twórcy spod kontroli.

[...] człowiekowi o pięknej twarzy łatwiej przypisujemy szlachetne zamiary i dlatego słusznie uczynił sadzając na tronie anioła.

Tym razem czytanie szło mi trochę oporniej. Po pierwszej fali zauroczenia porzuciłam książkę na rzecz innych ciekawych tytułów i w połowie mijającego tygodnia do niej wróciłam. Zaskoczyło i ruszyłam dalej. Prosty język sprawił, że szybko przewracałam kartki. I o ile wcześniej nie mogłam się, że tak powiem, przegryźć, tak później już zleciało.

Jakby nie było, to o czym pisałam na początku się sprawdziło. Wyrastam z powieści dla młodszej młodzieży i nawet jeżeli zachwycam się fragmentami, w których książka przekazuje uniwersalne prawdy i złote myśli dotyczące literatury to sama fabuła nie jest wystarczająco, jak dla mnie wciągające. Oddaję jednak autorce honor za to, że nie raz wywołała u mnie szok morderstwem dokonanym na postaci. Samo zakończenie Atramentowej krwi niesamowicie mną wstrząsnęło i sprawiło, że w moich oczach pojawiły się dwa wielkie znaki zapytania. Ale że jak to? Czemu? Nie, nie jego! Więc jak widać, pomimo, że czytało mi się książkę raczej monotonnie, to bywały momenty, że skakało mi ciśnienie.

To co również u Funke mi się spodobało, to to, że przedstawiła kilka obrazów pięknej przyjaźni. Przyjaźni szczerej, oddanej i wartej poświęcenia. Właśnie tym zapunktowała u mnie autorka. Dzięki wspomnianym przez mnie elementom czytając książkę miało się wrażenie, że to taka papierowa przytulanka.

Myślę, że każda książka przechowuje między swoimi kartkami cząstkę swojego właściciela.

Co do bohaterów - nie ma nikogo niejednoznacznego. Od razu wiadomo, że ta postać jest dobra, a tamta zła. To typowa zagrywka w powieściach dla młodszej młodzieży, jak mi się wydaje, jak i również w baśniach. Jasny podział na dobrych i złych sprawia, że nie możemy się spodziewać nagłego zwrotu akcji, ale mimo to bohaterowie potrafią nas zaskakiwać na inne sposoby.

Co by się stało z historią, w której każdy w każdej chwili może powstać z martwych? Zrobiłby się kompletny chaos, a napięcie by zupełnie oslabło. 

Książka Cornelii Funke jest niewymagająca, ale też nie należy do banalnych. Jeśli komuś zależy na baśniowej powieści w której akcja toczy się w książce to zdecydowanie powinien zapoznać się z serią Atramentowy świat. Pomimo sporej objętości książki czyta się bardzo szybko, jak już zadamy sobie odrobinę trudu prześledzenia nudniejszych fragmentów. Kaca książkowego po niej raczej brak, ale powieść funduje nam kilka wieczorów w sympatycznym klimacie baśni.

Moja ocena: 7,5/10

Autor: Cornelia Funke
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 622
Rok wydania 2005 (oryginał), 2006 (w Polsce)

Seria Atramentowy świat:
1. Atramentowe serce (recenzja)
2. Atramentowa krew
3. Atramentowa śmierć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.