1 sierpnia 2013

Nowicjuszka

Drugi tom debiutanckiej serii Trudi Canavan o przygodach Sonei - dziewczyny ze slumsów o niezwykłym talencie magicznym towarzyszył mi gdy byłam we Wrocławiu szukać sobie mieszkania na studia. Mieszkanie jest, a i książka przeczytana. Jak tym razem spisała się autorka?

Sonea przenosi się na stałe do Gildii i zaczyna studia na Uniwersytecie. Jakże jest to mi bliska idea - i ja w najbliższych miesiącach zmienię miejsce pobytu i zacznę studia... Nie ważne, koniec wiązania faktów z realiów codziennych i książkowych. Wróćmy do Sonei, której początki na uniwerku których łatwymi określić nie można. Problemem staje się jej pochodzenie, którego nie akceptują inni nowicjusze. Wszyscy pochodzą z Domów, a niektórym obraźliwym wydaje się, że zwykła "slamsiara" załapała się do gildiańskiej elity...

Co zauważyłam już po pierwszych kilkunastu stronach, autorka postanowiła nie skupiać się tylko na tym, co dzieje się u głównej bohaterki, ale zdecydowała się również na poświęcenie uwagi innym bohaterom. Możemy przyjrzeć się misji, jaką zleca Administrator mojemu książkowemu ulubieńcowi - Dannylowi. Ambasador udaje się w celu załatwienia interesów Gildii do przyległych Kyralii państw. Nie dość, że załatwia sprawy zlecone oficjalnie przez Lorlena, to jeszcze w tajemnicy przed Wielkim Mistrzem Akkarinem podąża jego tropami, by rzucić nieco światła na mroczny sekret tajemniczego maga.

Nowicjuszka przypadła mi do gustu bardziej, niż Gildia magów. Może inaczej - bardziej wciągnęła i na dobre utwierdziła mnie w sympatii do świata, w którym fabułę umieściła pani Canavan. Nawet, jeśli znalazłabym pewne uchybienia, to nie są one przeszkodą w lekturze. Nadal troszkę brakuje mi specyficznego klimatu, który mogłabym chłonąć i się w nim zatracać. Przywołać sobie go w pamięci i już po ułamku sekundy wrócić myślami do treści trylogii.

Co się tyczy samych bohaterów – na uwagę zasługuje na pewno Akkarin, o którym z każdym rozdziałem dowiadujemy się więcej. Polubiłam tą postać, choć pani Canavan nie do końca wyszło ukazanie Wielkiego Mistrza jako groźnego, tajemniczego i nieprzewidywalnego maga. Musiałam sobie to wziąć za pewnik na podstawie opinii innych postaci o Wielkim mistrzu, bo zachowanie Akkarina nie do końca wywoływało odpowiedni efekt.
Za to postać Dannyla wynagrodziła mi te braki. Pokochałam go już w poprzednim tomie, a w tym utwierdziłam się w przekonaniu, że jest to mój ulubiony bohater. Jego wątek w Nowicjuszce też jest poprowadzony dwutorowo, choć końcówki domyślałam się już po przeczytaniu 1/4 książki. Nie zepsuło mi to rozrywki, jaką dostarczyło mi czytanie drugiego tomu o przygodach Sonei.

Główna bohaterka lekko wśród innych nowicjuszy nie miała, ale nieco zirytowało mnie to, że Sonea aż tak bardzo odcięła się od problemu, jaki mają slumsy z Czystkami prowadzonymi przez Gildię. Jeszcze rok wcześniej była to kwestia dla Sonei najbardziej problematyczna i niebezpieczna, a teraz mamy tu tylko kilka wzmianek o trosce dziewczyny o bliskich i stare kąty.

Mało w tej części było Cery'ego, ale nie ubolewam nad jego brakiem. Za to liczyłam na wzmiankę o Złodziejach i Farenie i się przeliczyłam. Szkoda, bo i tamtego bohatera obdarzyłam sporą dozą sympatii i nie wiem, czy nastawiać się na jakieś akcje z jego udziałem w Wielkim mistrzu, czy może odpuścić i zadowolić się wspomnieniem o Złodzieju...

Nowicjuszka, pomimo pewnych niedociągnięć była bardzo udana lekturą. Mniej więcej od 1/3 ostro się w książkę wgryzłam i czytałam z ogromnym zawzięciem. Zabrałam nawet Nowicjuszkę nad wodę i czytałam opalając się równocześnie, a zazwyczaj jestem w takich miejscach zbyt rozleniwiona, lub przeszkadza mi w czytaniu otaczający mnie gwar. Nie tym razem – jednego popołudnia machnęłam prawie sto stron w dość niewygodnej pozycji.

Polecam osobom, które czytały tom pierwszy i dostosowały swe oczekiwania do
tego, co serwuje nam pani Canavan swoim debiutem. Ja na pewno nie zrezygnuję z serii i już mam chrapkę na Wielkiego Mistrza, ale najpierw chciałabym się jednak zapoznać z treścią pierwszego tomu trylogii Tolkiena. Styl pani Canavan jest poprawny i bardzo łatwy w odbiorze – 5 stron to sporo, a ja 400 z nich przeczytałam w ekspresowym tempie.

Moja ocena: 7,5/10

Trylogia czarnego maga:
1. Gildia magów ("klik" do recenzji)
2. NOWICJUSZKA
3. Wielki mistrz

Autor: Trudi Canavan
Wydawnictwo: Galeria ksiażki
Ilość stron: 582
Rok wydania: 2002 (za granicą), 2009 (w Polsce)

7 komentarzy:

  1. Czytałam wszystkie tomy trylogii, zamieram się za ponowne przeczytanie właśnie tej książki do zrecenzowania, bo kompletnie nie pamiętał, co w której się działo, czytałam je zaraz po sobie. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sympatyczne czytadło, czytałam całą serię:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cała trylogia czarnego maga przypadla mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na szczęście każdy kolejny tom jest lepszy. Dobrze, że Canavan wprowadziła więcej wątków.
    I dzięki, bo po przeczytaniu tej recenzji wreszcie naszła mnie ochota na skończenie "Wielkiego mistrza"!

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam < 3

    Pozdrawiam, obserwuję i zapraszam do siebie
    http://naszksiazkowir.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mogę się już doczekać kiedy przeczytam tą książkę, a nastąpi to niebawem. Szkoda, że w "Nowicjuszce" jest mało o Sonnym i Złodziejach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Naprawdę nie lubię tego cyklu (ta recenzja: http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=568201 bardzo trafnie ujmuje, to co również mi się w nim nie podoba), ale gratuluję wyboru miasta na studia ;D Najlepszy wybór z możliwych ;D

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.