14 kwietnia 2013

Anima Vilis - kolejna uczta literacka



 „Anima vilis” to łacińskie przysłowie oznaczające podłą duszę. I to jest idealnie pasujący do książki tytuł. Wszystkie opowiadania opierają się, lub nawiązują w mniejszym, lub większym stopniu do tegoż sformułowania.

Nie pierwszy raz przejechałam się na ogólnej ocenie książki. Na podstawie recenzji i opinii na LC Anima Vilis wypadło raczej blado. Mimo to wzięłam się do lektury zachęcona opisem na okładce – bo zombie, słowiańskie demony, UFO, teorie spiskowe w połączeniu z czarnym humorem, groteską i cynizmem... Tak, zgadza się, czarny humor i zombie najbardziej mnie przekonały do książki pana Dąbrowskiego.

Anima vilis jest zbiorem opowiadań. Nie mam doświadczenia z tym gatunkiem, a raczej jeśli już o takowym mówimy, to posiadam minimalne. Jedna niedokończona książka o tytule Bale maturalne z piekła, która w żaden sposób nie przekonała mnie do tej formy literackiej. Stwierdziłam jednak, że nie ma co się uprzedzać i trzeba spróbować jeszcze raz – a co! Sparzyć się nie boję, bywa, zdarza się... Do odważnych świat należy!

Pierwszą połowę książki pochłonęłam w dość szybkim tempie, ale nie powalającym. Czytało się przyjemnie, nie narzekałam na nic. Potem przerwałam (z niewiadomych przyczyn) na rzecz kiepskiej finalnie lektury śpiewających drzew i wróciłam do zbioru. Ach, cóż to była za cudowna uczta dla wyobraźni! Język, fabuła i bohaterowie – choć opowiadania nie były długie to zdecydowanie bogate w treść.  Niesamowity, mroczny, tajemniczy i niepokojący klimat, który porywał bez reszty. Z zakończeniem każdego kolejnego podrozdziału sprawdzałam ile ma następny i... czytałam jak zaklęta! Nie jestem do końca w stanie stwierdzić, czy to za sprawą nastrojowości, czy bohaterów, z którymi się zżyłam i którzy przewijali się w kolejnych opowiadaniach, czy może z czystej ciekawości. Udało mi się nawet łzę uronić, a powszechnie wiadomo, że szczególnym wrażliwcem nie jestem. W ogóle nim nie jestem.

Zasadniczo mamy tu kilka różnych wątków, w których przewijają się różne postacie. Na pierwszy rzut oka mamy trzy, cztery główne opowiadania. Potem te odrębne na pozór nurty zaczynają mieć ze sobą coraz więcej wspólnego, w wyniku czego zakończenie jakie funduje nam autor powoduje ogromny niedosyt... Jeżeli jeszcze kiedyś natknę się na jakąś publikację pana Dąbrowskiego z pewnością bez zastanawiania się ją zakupię. I nie radzę specjalnie sugerować się opisem z okładki – najwięcej tu mamy słowiańskich demonów, a zombie, cynizm i czarny humor pojawiają się epizodycznie (co nie oznacza, że ujmuje to przyjemności z czytania).

Żeby nie było tak ochachowo, przytoczę kilka elementów, które trochę mi radochę z lektury zepsuły. Otóż mamy trzy, czy cztery wstawki z bohaterami, których losy śledzimy przez kilkanaście stron i potem już słuch o nich przepada. Moim zdaniem to błąd – bo nawet podczas tych kilku kartek zdołałam zżyć się z postaciami grającymi główne role. I potem czytam, czytam i czekam, jaki wkład w kolejne wydarzenia będą owe istoty miały, a tu co? Nic. Albo angażować wszystkich w równomiernym stopniu, albo nie robić mi apetytu na wydarzenia z udziałem lubiącej długie, ostre noże Joli, czy sympatycznego zombiaka imieniem George.

Drugą, mniej irytującą wadą była stylizacja dialogów na język młodzieżowy. Spotkałam się z tym tylko w początkowym etapie czytania i później jeszcze w jednym z opowiadań pt „Biwak” (nawiasem rzekłszy, to jedno z moim ulubionych opowiadań z tego zbioru). To autorowi wybitnie nie wyszło i mógł nie przedobrzać w tej materii... No bo który chłopak zwraca się do swojej dziewczyny per „Pupcia”? Przez „D” to jeszcze jestem w stanie zrozumieć – mało kulturalne, ale prawdziwe. A pupcię, to niemowlaki mają. Na szczęście tego rodzaju uchybień nie ma wiele, głównie dlatego, że i samych dialogów jest zdecydowana mniejszość. To mnie zaskoczyło – książka głównie opierająca się na opisach, a jakże wciągająca! Naprawdę, przy Animie nudzić się nie można.

Z książką polskiego autora spędziłam kilka miłych popołudni i podejrzewam, że jeszcze nie raz wrócę do Animy. Ciężko mi ją zakwalifikować gatunkowo – mamy tu tematykę fantasy szeroko pojętego i na tym bym poprzestała. Konkretyzować, czy też szufladkować nie chcę, ale polecam każdemu, kto ma ochotę na działającą na wyobraźnię lekturę i iście kunsztowny język (pominąwszy drobne niuanse...).

Moja ocena: 8,5/10

Autor: Krzysztof T. Dąbrowski
Wydawnictwo: Initium
Ilość stron: 286 (niewystarczająca)
Rok wydania: 2010

12 komentarzy:

  1. Nie jestem jakoś przekonana do tego pana, więc raczej odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  2. O książce słyszałam, a nawet widziałam okładkę i to na lekcji biologii! Czytała ją moja koleżanka z ławki i szczerze mówiąc zachęciła mnie do przeczytania, jak ty swoją recenzją :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Już jakiś czas temu wpadła mi w oko i z chęcią po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałem o tej książce, ale jakoś nie przyglądałem jej się bliżej, przyznaję, że z powodu raczej słabych recenzji. Ale sam tytuł intryguje i nawet mam ochotę przeczytać te opowiadania. Najbardziej zachęcają mnie słowiańskie demony :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłam nawet zachęcona, ale nie cierpię języka młodzieżowego, dlatego zdecydowanie nie przeczytam. I jeszcze ta pupcia...

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam jeszcze o tej książce, ale mam wielką na nią teraz ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwszy raz o niej słysze, ale ze wzgledu, ze napisana jest przez polaka chetnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie lubię opowiadań, rzadko je czytam, Bale maturalne z piekła czytałam, podobnie jak inne ksiażki z tej serii, bodajże chyba były to wakacje, nie pamięta dokładnie. :D Ale czułam zwyczajny w świecie niedosyt, nie lubię króciutkich historii, wolę jedną, ale jako całość. :) Poza tym stylizowanie autorów na język młodziezowy? Żenada. Większość z MYŚLI, że wie jak naprawdę on wygląda, ale po prostu nie ma o tym zielonego pojęcia...

    OdpowiedzUsuń
  9. Rzadko czytam opowiadania, ale zadają mi się ciekawe, a z tą "pupcią" to po prostu padłam, nie wiem, czy to tłumaczenie, czy autor oszalał :P Zachęciłaś mnie jednak, więc jeśli spotkam w bibliotece to wypożyczę. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O niezła jestem, przeczytałam recenzję, a nazwisko autora pominęłam. :P Czyli zostaje druga możliwość...

      Usuń
  10. Jeszcze nie słyszałam o tej książce, ale przyznaję, że mnie zainteresowałaś. Ostatnio bardzo chcę czytać powieści polskich autorów więc myślę, że ta jest dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapowiada się fajna lektura :) będę o niej pamiętać :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.