25 marca 2013

Tato, gdzie jedziemy?

 Książkę zdobyłam w konkursie blogowym. Wiedziałam, o czym tytuł jest i z przyjemnością, choć trochę od niechcenia zabrałam się do czytania. Godzinka i po książce. Różne, na pozór skrajne uczucia we mnie wywołała. Autor opisuje epizody z życia swoich upośledzonych synów. Bez koloryzowania, bez owijania w bawełnę... Na skrzydełkach okładki czytamy, że humor jest ulubioną bronią Fourniera, nawet, gdy temat jest poważny. Bo przecież upośledzeni synowie wymagający opieki 24 godziny na dobę to nie żarty. To nieszczęście, z którym muszą się zmierzyć rodzice. Sytuacja, która będzie wymagała od nich wykazania się znacznie przekraczającą normę ilością cierpliwości i miłości.

 Autor przedstawia wiele sytuacji okraszonych czarnym humorem. Niektóre fragmenty mogą wydać się kompletnie niezrozumiałe, jak też wyjątkowo ludzkie. Część o tym, jak to ojciec rozmyśla o spowodowaniu umyślnego wypadku samochodowego wioząc na tylnym siedzeniu Mathieu i Thomasa... Może wzbudzać dreszcz. Z początku tak właśnie odbierałam żartobliwe wstawki wydające się kompletnie nie na miejscu.

 Zaletą książki jest niebywała prostota, z jaką pisze autor. Nie bawi się w wymyślne, filozoficzne wywody. Styl jest jednak na tyle wyszukany, że to właśnie on manipuluje naszymi uczuciami. Zestawienia prostych, codziennych czynności o niebo trudniejszych dla dzieci "nie takich jak inne" (określenie autora, bardzo trafne, wysnute podczas krótkiego wywodu o tym, co to jest "normalność") językiem Fourniera nie tyle urzekają, co wywołują różne emocje. Współczucie, uznanie, może czasem nawet radość, że "nie nas to spotkało".

 Ale sam Fournier pisze, że chciał przedstawić problem z którym musiał się zmagać nie jako katastrofę, na którą ludzie reagują taktownie - smutkiem i żalem, lecz jako coś, co może przynosić radość i uciechę z zwykłej codzienności. Że upośledzone dzieci to nie ciężar, choć nie często łatwo to dostrzec, a źródło uśmiechu.

 Tato, gdzie jedziemy przedstawia też cała sytuację z punktu widzenia ojca. Mężczyzny, który momentami czuje się winny sprowadzeniu na świat tych kruchych, nienormalnych dzieci. Niejednokrotnie szydzi z rodziców posiadających uzdolnione, cudowne pociechy. Zestawia swoją rzeczywistość z ich punktem widzenia. Snuje marzenia, których nigdy nie uda mu się spełnić. Stara się godzić  z rzeczywistością, choć czasem przegrywa.

 Książka choć mała objętościowo, wzbudza niesamowite uczucia i chęć do refleksji. Jak wspomina Fournier, jest listem do jego synów. Listem, którego nigdy nie przeczytają, bo nie potrafią.

Moja ocena: 8/10

Autor: Jean-Louis Fournier
Wydawnictwo: Książnica
Ilość stron: 174
Rok wydania: 2008

6 komentarzy:

  1. To musi być niesamowita książka... Niezwykle pouczająca i przedstawiająca inny punkt widzenia... Sam tytuł dał mi na początku do myślenia. Pomyślałam sobie, że to efekt zamierzony i że coś musi być na rzeczy, że nie jest on poprawny językowo.

    Bardzo przyjaźnie się tu zrobiło. Podoba mi się. Wydaje się bardziej gustownie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje się być interesująca, więc z chęcią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaintrygowała mnie twoja recenzja. W tej chwili dodaje do listy must have.

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam o tej książce już kiedyś, ale jakoś mnie nie zainteresowała. Teraz może inaczej spojrzę na tą powieść :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.