7 stycznia 2013

Interświat


Tytuł: Interświat
Autor: Neil Gaiman, Michael Reaves
Wydanictwo: MAG
Ilość stron: 230
Rok wydania: 2007

 Z literaturą science fiction nie miałam jeszcze do czynienia, ale od jakiegoś czasu myślę nad wyjściem poza schemat fantasy/urban fantasy/ paranormal i nieco zmodyfikować czytane namiętnie gatunki. No i wyszłam, tym razem skusiłam się na książkę Neil Gaimana i Michaela Reavesa Interświat. Opis z tyłu okładki był przekonujący, a i książka nie wielka objętościowo, więc wzięłam.

Zaczynając czytać Interświat nie miałam żadnych oczekiwań, może minimalne ze względu na nazwisko pierwszego autora zachwalanego przez koleżanki. Polecano mi Chłopaków Anansiego (których to kiedyś w rozmowie przekręciłam na Chłopców Asasyna... nie pytajcie), a ja przypadkowo dopadłam Interświat i od tej powieści zaczęło się moja zaznajamianie z autorem.

Interświat jest jednym ze światów neutralnych dbających o to, żeby żadna z opozycji walczących o władzę (RUN – światy władające magią i Binarium – tam przywódcy i wszyscy podwładni wierzą w naukę i czysto fizyczne prawa) jej nie dostała i żeby zachowała się równowaga. W Interświecie Agenci przechodzą bardzo wyczerpujące szkolenia, zarówno teoretyczne jak i praktyczne dotyczące czyhających na nich niebezpieczeństw, zachowania w poszczególnych światach (nie wszystkich, bo światów powstaje co sekundę więcej, niż bąbelków w szampanie – tak opisują to autorzy) i technik walki.

Joey Harker pewnego razu gubi się podczas wykonywania szkolnego zadania. Bohaterowi brakuje zmysłu orientacji w terenie, z czego jest doskonale znany. Za to z łatwością wychodzi mu Wędrowanie (przez wielkie W) – czyli podróż między wymiarami. W ten sposób trafia do RUN, a potem, przechwycony przez interświatowego agenta przechodzi do Pomiędzy. Niestety tam, w wyniku ataku mudlufa ginie jego towarzysz i od tamtej pory Joey musi sobie radzić sam. Prawie sam, towarzyszy mu jeden z nielicznych przyjacielsko usposobionych stworów pomiędzowców (to również neologizm autorów) – bańka wielkości piłki do kosza, która dzięki swojej umiejętności zmieniania kolorów zostaje okrzyknięta przez Joeya Tęczkiem. Mudluf kontaktuje się z chłopakiem za pomocą zmiany swojej barwy.

Zarówno RUN, jak i Binarium wykorzystują Wędrowców do napędzania swoich statków, wyzyskując ich esencję (w pierwszym przypadku) bądź energię (w przypadku numer dwa) do napędzania swoich pojazdów. I obie strony walczą o naszego bohatera i jego ekipę.

Moje odczucia wobec książki. Cóż, po tak zachwalanym autorze spodziewałam się czegoś lepszego, bo na przykład nie jestem w stanie zrozumieć faktu, że Joey nazywa przyjaciółmi osoby, które przez całe szkolenie odnosiły się do niego z dystansem co bohater nie omieszkał odnotować. Po jednej misji szkoleniowej, która kończy się fiaskiem i Joeyowi zostaje odebrana pamięć. Potem wspomnienia powracają i bohater deklaruje dozgonną miłość swoim towarzyszom schwytanym przez RUN i jeszcze bierze na siebie winę. Do tego wyrusza na misję poszukiwawczą bez jakiegokolwiek planu.

Zaczęłam od wad, to może teraz zalety. Lekki, ładny język, szybka akcja i postaci stworzone przez autorów. Może nie są to jakieś szczególnie skomplikowane charaktery, ale każdy czymś się wyróżnia, choćby drobiazgiem.

Jedyne, co oprócz wcześniej wspomnianego mankamentu mi przeszkadzało, to pojęcia z zakresu fizyki kwantowej. Może i mniej tajemnicze dla fanów literatury sf, jednak ja miałam z takimi styczność po raz pierwszy. Czytałam, biorąc wszystko „na wiarę” i nie próbując zrozumieć, a tak czytać nie lubię. Dałam jednak radę, później ze slangiem się bardziej zaprzyjaźniłam, a może było go trochę mniej... jedno jest pewne: fizyki ni w ząb nie rozumiem, no ewentualnie jeśli ktoś pyta mnie o wyliczanie prędkości. Nic więcej, nie ten adres proszę państwa. I na szczęście z tym przeklętym przedmiotem mam już w tym roku spokój.

Ogólnie miło wspominam książkę. Z jednej strony mnie przyciągała, chciałam poznać dalsze losy bohatera, jednak liczyłam strony do końca... Marzyłam o tym, żeby poznać już zakończenie i mieć to z głowy. Może po prostu to nowe doświadczenie, po którym wiem, że lepiej do literatury science fiction się nie zbliżać? Albo odpuścić i spróbować kiedyś jeszcze raz?

Inną wadą jest to, że ze strony „tych złych” poznajemy tylko RUN. Binarium nie pojawia się w książce w ogóle poza wzmiankami o nim, a podobno oba światy toczą zaciętą wojnę o władzę. Jak zaciętą, to chyba oba wymiary powinny się przynajmniej raz pojawić w książce, mam rację?

Podsumowując, Interświat to fajny czasoumilacz, ale nic więcej. Nie pozostawia po sobie żadnych głębszych emocji (może poza sympatią do Tęczka) i raczej nie zaliczyłabym tytułu do literatury na wysokim poziomie.
Nie przekreślam autora, bo zwykle tak to jest z książkami w moim przypadku, że zawsze daję drugą szansę.

Moja ocena: 6/10

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Z półki".

To ostatni post przed tygodniową przerwą – zmuszona jestem odbyć pobyt w szpitalu w celu przejścia drobnej operacji ortopedycznej. Neta może i będę miała (jak uśmiechnę się do mamy i mi przyniesie swój laptop z modemem), ale na pewno nie będzie mi się chciało pisać recek, ewentualnie komenty sporadycznie. A następny tydzień zapowiada się ostro, więc będę miała w ferie dużo do nadrabiania.

Stosik do szpitala:
  1. Istota cienia (Susanne Rauchhaus)
  2. Książę Kaspian (C. S. Lewis)
  3. Miasto duchów (Stacia Kane)

A więc, do napisania :D

20 komentarzy:

  1. Oby operacja się udała i zdrowiej nam szybko ;*
    Pozdrawiam i zapraszm :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę ci pomyślnej operacji i wracaj szybciutko do zdrowia.
    Co do książki, to jednak tym razem spasuje,gdyż mnie nie zaciekawiła swoją tematyką.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również nie przepadam za tym, jak bohaterowie nazywają mianem przyjaciół dość przypadkowe i niewarte tego tytułu osoby. Fabuła książki też jakoś szczególnie mnie nie zainteresowała. Póki co daruję sobie jej lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Neila Gaimana lubię, ale sciene fiction to raczej nie moja bajka ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawa książka. Może kiedyś przeczytam.
    Ojj. Oby się ta operacja udała. Wracaj szybko do zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny blog ; )

    obserwujemy ?
    mekstyle.blogspot.com !:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Zastanawiałem się kiedyś nad tym chwilę, ale chyba sobie odpuszczę. Lepiej przeczytam inne pozycje Gaimana :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zastanawiałam się nad tą książkę, niemniej już jakos mnie do niej tak nie ciągnie, chyba, że dla samego Tęczką :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.