![]() |
źródło okładki |
Niewątpliwie znana jest powszechnie ekranizacja powieści z Jackiem Nicholsonem w roli głównej (i jego twarzą widniejącą na okładce książki). Mimo, że znałam film na wyrywki (bo tylko wyrywki było dane mi obejrzeć) to nie przeszkadzało to w czerpaniu radości z lektury - nawet nie widziałam twarzy tego nieszczęsnego Jacka w głównej roli. Ot i umiejętność zapanowania nad wyobraźnią.
Lot nad kukułczym gniazdem jest historią o wolności szeroko pojętej, a także próbie charakteru i odnajdowaniu siebie oraz trwaniu przy tym, kim się jest. Tak ja powieść zapamiętam, choć Kesey oferuje całe mnóstwo emocji związanych z rozwojem fabuły. Lot... traktuje o życiu pacjentów zamkniętego oddziału psychiatrycznego i kierującej nimi Oddziałowej. Na kartach powieści rozwój fabuły skupia się wokół McMurphy'ego, ale narratorem jest inny pacjent oddziału, co w moich oczach jawi się jako bardzo ciekawa koncepcja głównej postaci. Bo opowiadający nam wszystko, czego jest świadkiem Wódz mimochodem dorzuca swoje refleksje, czy dzieli się punktem widzenia innych uczestniczących w wydarzeniach pacjentów.
Powieść Keseya to także wyraz buntu. Doskonale motyw ów zgrywa się z tym, o czym wcześniej wspominałam, czyli o dążeniu do bycia niezależną jednostką. Ileż to już było historii o uciskającym systemie i braku zgody na bycie trybikiem w maszynie, do której się przecież nie pchało z własnej woli? Kesey dokłada do tego nurtu swoją cegiełkę i to w znakomitym stylu.
Historia opisana na kartach książki budzi pewną tęsknotę i całe tony zrozumienia dla bohaterów, których obserwujemy. Bardzo szybko można się Lot... zaangażować i z równym co kumple McMurphy'ego uczestniczyć w niejawnym i mocno nierównym konflikcie. To też taka opowieść, w którą można się wciągnąć i w niej pozostać dosłownie w ciągu chwili, nie uzmysławiając sobie, kiedy i dlaczego to się stało. Niewątpliwie warto po historię stworzoną przez Keseya sięgnąć, trochę pomyśleć, odpowiedzieć sobie na kilka pytań, a także przeżyć rozwalające emocjonalnie zakończenie.
|tyt. oryg. One flew over the cuckoo's nest, Ken Kesey, wyd. Albatros, 368 str. 1962, 2003|
Komentarze
Prześlij komentarz
Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.