Przez długi czas sądziłam, że mój stosunek do Mastertona, a dokładniej jego twórczości już się nie zmieni. Całe szczęście po nieudanym spotkaniu z Tengu tegoż autora postanowiłam, za sprawą polecenia kumpeli, sięgnąć po inną jego książkę. Syrena okazała się bardzo dobrym wyborem...
![]() |
źródło okładki |
W Syrenie obserwujemy przygody niejakiego Jima Rooka - nauczyciela zatrudnionego w szkole specjalnej, który styka się z bardzo nietypowymi wydarzeniami, dziwnie skoncentrowanymi wokół jego osoby. Najpierw w przydomowym basenie ginie dziecko byłej uczennicy bohatera, za jakiś czas zostaje zaatakowana jedna z dziewcząt z jego obecnej klasy. I oprócz samej sylwetki Jima powiązanej z tymi zdarzeniami, do wszystkich dochodzi z udziałem wody.
Przyznam, że nie oczekiwałam wiele po tej lekturze, bo pamiętałam swoje wcześniejsze doświadczenie z twórczością Mastertona i nawet nie specjalnie chciałam wierzyć w to, że jeszcze coś od tego autora może mi przypaść do gustu. Gdy (nomen omen) zagłębiłam się w lekturę Syreny szybko zorientowałam się, że dystans, którego nabrałam do tworów autora tylko mi pomoże. Masterton pisze w dość specyficzny sposób i, co widać na przykładzie Syreny, nie bawi się w specjalnie przedłużanie rozwijania fabuły. Szybko przechodzi do sedna w dość bezpośredni sposób kreując bohaterów i nie komplikuje specjalnie elementów świata przedstawionego.
Przy okazji czytania Syreny naszła mnie ciekawa refleksja. I dzięki temu będę wspominać tę książkę jeszcze długo, bo dzięki niej dowiedziałam się czegoś o sobie jako czytelniczce. Chodzi mi tu dokładnie o prostotę, z jaką Masterton pisze. Dodaje on wystarczającą ilość szczegółów, żeby w czasie czytania otrzymać klarowny obraz sytuacji. Natomiast, w moim przypadku, moja wyobraźnia załatwia całą resztę. Informacja, że bohater przebiegł przez ulicę mi wystarcza, bo we własnej głowie sobie to dokładnie zobrazuję w odniesieniu do momentu akcji, w jakim się znajduje powieść. Nie potrzebuję przez pół strony czytać o nerwowym truchcie, plątaninie myśli i niespokojnym oddechu bohatera podczas wbiegania między cadillaca i mercedesa o połyskujących karoseriach. Serio, nie trzeba. Niemniej, przy dobrze pracującej wyobraźni i prostocie zachowanej w opisach jest jedno zastrzeżenia - akcja dziejąca się w świecie, który znam, czyli moim. Gdy autor kreuje swoją własną rzeczywistość, lepiej niech wprowadzi więcej elementów opisowych świata, w którym czytelnik znajduje się po raz pierwszy, a nie zna z autopsji (nie, żebym na co dzień biegała między cadillacami i mercedesami). I nie zapominajmy o tym, że czasem budowanie klimatu robi swoje, więc nie chcę przez powyższy akapit powiedzieć, że wprowadzające nastrój grozy fragmenty są całkowicie zbędne.
Przymknąwszy oko na pewnie niedociągnięcia w stylu Mastertona i specyfikę jego stylu mogłam się naprawdę znakomicie bawić przy lekturze. To, co bardzo mi się spodobało to mnogość opisywanych przypadków. Główny bohater podejmuje bowiem śledztwo w sprawie nękającego jego najbliższe otoczenie ducha w postaci syreny i dokopuje się do informacji o podobnych zdarzeniach. Na swojej drodze spotyka również bardzo ciekawą postać Susan, która jest medium i od razu zwraca na siebie uwagę oraz wzbudza sympatię. Wśród bohaterów muszę wyróżnić też Mervyna, który został wykreowany na prawdziwie szczerego i oddanego przyjaciela Jima, a także postać nieco zagubioną przez swój sposób bycia. Irytowała mnie za to partnerka głównego bohatera, robiąc bardzo dziecinne przesiąknięte zazdrością przytyki.
W Syrenie spodobał mi się sposób prowadzenia akcji i dynamika. W zasadzie nie pamiętam za bardzo jakichkolwiek przestojów, a klimat paranormalnej zagadki do rozwiązania tylko wzmagał ciekawość. Nie specjalnie mnie ta lektura przestraszyła, ale klimat był niczego sobie, a zawartość książki zapewniła mi idealną rozrywkę na wyjeździe. To nie jest powieść wymagająca czy ambitna, ale i takich potrzebuję i cieszę się, że trafiłam na ciekawiącą mnie historię.
Ach, ponadto bardzo chcę oczywiście zapoznać się z pozostałymi książkami z udziałem Jima Rooka - to była część piąta, więc mam jeszcze sporo do nadrobienia i z chęcią to uczynię!
|tyt. oryg. Swimmer, Graham Masterton, wyd. Albatros, 238 str., 2001, 2001, Seria Rook - tom V|
[książka przeczytana w ramach Wakacyjnego maratonu czytelniczego do wyzwania "Podmorska przygoda"]
Komentarze
Prześlij komentarz
Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.