Zbiór listów napisanych przez Tolkiena to obecnie biały kruk. Pamiętam, jak lata temu, nie będąc jeszcze wielbicielką jego twórczości (i samej sylwetki) widziałam to tomiszcze na promocji. Nie wzięłam, czego później nie raz żałowałam. Na szczęście w zeszłym roku z okazji urodzin, za sprawą przyjaciółki w moje ręce trafił egzemplarz Listów. Nie wierzyłam, zabrałam się za lekturę, choć wiedziałam, że będzie to coś zupełnie wyjątkowego.
Twórca Śródziemia w swej korespondencji do przeróżnych osobistości jawi się nie tylko jako pisarz. Zaglądając do Listów przez osiem miesięcy ich lektury, miałam wrażenie, że zbyt mocno naruszam prywatność Tolkiena i dowiaduję się o rzeczach, które nie powinny ujrzeć światła dziennego.
Ciężko tu oczywiście mówić o jakiejkolwiek ocenie tej pozycji, bo jak można ocenić czyjąś korespondencję?
Po lekturze oczywiście jestem zachwycona, ale też pełna refleksji nie tylko na temat samego pisarza, ale i tego, dla kogo ten tom jest skierowany.
Po pierwsze, dla amatorów twórczości Tolkiena. Dokładnie takich, którzy przeczytali Władcę pierścieni, ale chcą dowiedzieć się czegoś więcej o procesie powstawania tej historii. Dużo bowiem w Listach znajdziemy informacji i zapisów o perypetiach związanych z wydaniem sześcioczęściowej opowieści o Śródziemiu. Pojawia się dużo materiałów dotyczących różnych elementów tworzących Władcę pierścieni - wątków, pytań ze strony czytelników, czy też próśb o pozwolenie na nadanie krowom imion bohaterów opowieści. To takie treści, które głównie zaciekawią właśnie zainteresowanych samą twórczością Tolkiena i trzeba pamiętać o tym, co jeszcze znajdziemy w Listach.
Bo, po drugie, znajdziemy sporo wywodów o charakterze językoznawczym ze strony autora. Warto pamiętać o tym, że Tolkien był filologiem, miłośnikiem szeroko pojętego językoznawstwa, fascynował się wieloma innymi językami, wiele z nich się nauczył aby w końcu stworzyć swój własny na potrzeby Władcy pierścieni. Obszar ten łączy się z wcześniejszym przeze mnie wymienionym, bo w korespondencji odnaleźć można dużo wyjaśnień dotyczących konstrukcji i pochodzenia nazw ze Śródziemia, jak choćby słów takich jak Mordor czy Legolas. Wkradają się tu jednak też fragmenty czysto naukowe, które można spróbować przyswoić, ale jednak ciężko to zapamiętać samemu nie będąc językoznawcą.

Listy to znakomita lektura, nie raz wzbudzająca emocje, dotykająca czułej struny i na pewno pozycja warta do zapoznania się przez każdego fana pisarza. Tom ukazuje Tolkiena z nieco innej strony - nie tylko jako genialnego twórcę i to jest piękne. Uważam, że Listy w nieocenionym stopniu wzbogacają zawartość moich półek i są pozycją, do której nie raz nie dwa będę wracała. We fragmentach, może do samych tylko wyrywek, ale czytanie ich było niesamowitą podróżą do realiów, w których Tolkien żył i tworzył.
|tyt. oryg. The Letters od J. R. R. Tolkien, J. R. R. Tolkien, wyd. Prószyńśki i S-ka, 760 str., 1981, 2010|
Komentarze
Prześlij komentarz
Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.