11 września 2017

Palimpsest


Nieczęsto. Po prostu nieczęsto, jeżeli w ogóle więcej niż raz trafia się książka taka, jak ta. Już dawno w swoich dłoniach nie miałam tytułu, który tak zwinnie wymykałby się wszelkim możliwym określeniom i udowadniał, że istnieją jeszcze autorzy, których twórczość ciężko zaszufladkować. Mogę oczywiście po krótce przytoczyć fabułę, jak to mam w zwyczaju w swoich recenzjach, ale będzie to raczej mało miarodajny obraz tego, jak niezwykłą powieść stworzyła Catherynne M. Valente. Autorka bowiem pisząc o dwóch rzeczywistościach, tej naszej i tej, do której droga prowadzi poprzez cielesne obcowanie z człowiekiem posiadającym fragment mapy na ciele sprawiła, że każdą kolejną kartkę książki przerzucałam przepełniona zachwytem.

Od dawna chciałam sięgnąć po Palimpsest. Ogólnie czaiłam się na serię wydawniczą Uczta wyobraźni, którą wydaje Mag, a właśnie ten tytuł zaplanowałam sobie jako pierwszy, na spróbowanie. Spodziewałam się, że trafię na powieść dobrej jakości, ale nie sądziłam, że styl autorki aż tak przypadnie mi do gustu. Od razu warto zaznaczyć, że książka nie należy do najłatwiejszych i należy czytać utrzymując cały czas skupienie, bo potem od nadmiaru bodźców, lokacji czy bohaterów można trochę się zamotać, tym bardziej, że skaczemy między dwoma światami.

W roli bohaterów autorka obsadziła cztery osoby, które żyjąc w świecie realnym coś utraciły. Przenosząc się do Palimpsestu odkrywają sekrety tego niesamowitego miejsca, w którym każde z nich ma do odegrania pewną rolę. Dla jasności - nie jest to powieść z klasycznie poprowadzoną fabułą, w której grupka bohaterów ma do wypełnienia misję. O, nie. W zasadzie jest to motyw tak wyekspolatowany w literaturze fantasy, że mnie nuży, a w przypadku Valente w ogóle nie zawuażyłam, żeby powielały się jakiekolwiek schematy. Te cztery postaci to bilet do pełnej cudów i niesamowitości krainy, z której zarówno bohaterowie jak i czytelnik nie chce odchodzić.

Tak jak wspominałam, Palimpsest nie należy do najłatwiejszych lektur, choć mnie zahipnotyzował już w pierwszym rozdziale. Nie przeczę jednak, że styl Valente nie każdemu może przypaść do gustu. Opisy, których wiele są napisane bardzo kwiecistym językiem, bogatym w epitety i frazy wymagające użycia wyobraźni. Jeżeli jednak nasza wyobraźnia została już trochę w tej fantastyce potrenowana, wtedy Palimpsest staje się dla niej nie wyzwaniem, a ucztą...

Ten język książki momentami może zdrażnić. Nawet ja, urzeczona piórem Valente sporadycznie stwierdzałam, że przedobrzyła, że mogła sobie to jedno, czy dwa poetyckie porównania podarować, natomiast mieści się to w granicach normy. Fabuła poprowadzona jest w dosyć równym tempie, wszystkiego dowiadujemy się w swoim czasie i nawet liczyć można na kilka ciekawych zwrotów akcji. Na pewno wrażenie robi wyobraźnia autorki, której owoce uzależniają czytelnika od lektury. Do tej pory pamiętam, jak przewracając stronę liczyłam na "Epilog", a dostałam "Podziękowania". I chciałam od razu powrócić do pierwszej strony i czytać od nowa.

Po Palimpsest jak najbardziej warto sięgnąć, dać mu szansę i przy lekturze kolejnych rozdziałów zakochiwać się w stylu i pomysłach Valente. To książka jedyna w swoim rodzaju, natomiast ja z uśmiechem spoglądam na półkę, na której stoją jeszcze trzy jej książki. I jeszcze we wrześniu wychodzi kolejna...

Moja ocena: 8,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.