23 lipca 2017

Nie wierzę.

Nadal. Minęły trzy dni i wciąż nie przyjmuję w pełni do wiadomości tego, co się wydarzyło. Za bardzo rozwodzić się nie chcę, choć jak finalnie wpis ten będzie wyglądał to jeszcze nie wiem.

Szczerze? Nie sądziłam, że będę tak szybko musiała zacząć godzić się z odejściem Legendy. 20 lipca 2017 roku Chester Bennington, wokalista zespołu Linkin Park popełnił samobójstwo. Już o tym i pisałam i mówiłam. Myślałam, czytałam, przeżywałam, dalej w to nie wierzę. Okoliczności jego śmierci są tym bardziej tragiczne, że Chester powiesił się w dniu urodzin swego przyjaciela, Chrisa Cornella zmarłego w taki sam sposób około dwa miesiące temu.

Próbuję przejść nad tym do porządku dziennego, ale udaje mi się to raz gorzej raz lepiej. Jeszcze miesiąc przed tym wydarzeniem byłam na ich koncercie myśląc, że pojadę na każdy kolejny gdy zawitają do nas, z cholernego sentymentu, nie ważne, w jakim kierunku twórczość Linkin Park podąży. Bo na zawsze zostanie to dla mnie zespół życia, zespół którego śmierć wokalisty to dla mnie przeogromna strata. 

And the sun will set for you

The sun will set for you
And the shadow of the day
Will embrace the world in grey
And the sun will set for you

(Shadow of the day)

Serio, straciłam kogoś ważnego i to uczucie do mnie co jakiś czas powraca. Nawet mam czasem nadzieję, że pójdę spać, obudzę się i w tym momencie dopowiedzcie sobie, czego oczekiwałabym po przebudzeniu. Ogólnie nie oczekuję zrozumienia, a jedynie piszę to wszystko ku upamiętnieniu człowieka, który był i na zawsze pozostanie dla mnie inspiracją, podporą, legendą. Ja z tym zespołem w życiu wiele przeszłam, włączając w to zarówno momenty dobre jak i te beznadziejne, w których zarówno muzyka jak i wokal Chestera i chłopaków dawały mi ukojenie, energię do działania albo bezpieczny azyl, w którym mogłam mieć po prostu na wszystko wywalone. Ja tą muzyką żyłam.

Nie będzie już drugiego takiego zespołu, więc pozostaje mi tylko pozostawać dumną, że żyłam w czasach, w których Linkini przeżywali złoty wiek swojej kariery. Nic nie zabierze mi tych czterech razy, kiedy widziałam chłopaków na żywo. Nie spodziewałam się, że to będą tylko cztery razy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.