1 maja 2017

Mój kwiecień

Ach, co to był za miesiąc. Pełen wrażeń, choć nie tylko pozytywnych. Na chwilę pojawiła się wiosna i dalej zmagać się trzeba z chłodem, a zimowa kurtka, która powinna dawno wisieć w szafie pełni wartę na wieszaku w przedpokoju. Nie nastawiam się na specjalnie słoneczną pogodę podczas nadchodzącej majówki, ale niech chociaż nie będzie zimno... Na deszcz mogę pozwolić.

Wielkanoc upłynęła pod znakiem uczenia się obsługi dobrego  aparatu, który planowałam wypożyczyć na wyjazd, o którym mowa trochę niżej. A i jeszcze wskazówka odnośnie miejsca, do którego zaplanowałam wypad...

Co robiłam w kwietniu? Wypoczywałam w święta. Po wielkanocnym śniadaniu pojechałam z wizytą w Stadninie koni Książ pod Wałbrzychem. Corocznej tradycji nie mogło zabraknąć i tym razem.
Pozostając w tematach kopytnych - na początku miesiąca pożegnać się przyszło z jednym z najfajniejszych koni ze stajni, w której jeżdżę. Rogera trzeba było uśpić co wielce mnie zasmuciło, bo na tym siwku naprawdę świetnie się jeździło, a jego zadziorny charakter tylko wzmagał moją sympatię do tego konia. 
Coś się kończy, coś zaczyna i na Krzyżanowicach pojawiła się klaczka z dwoma źrebiętami przygarnięta z Fundacji. Nawiązanie do literatury: źrebaki nazywają się Bianka i BILBO. W mojej stajni jest hobbit!


W przedłużony na własne życzenie weekend 21-24 kwietnia byłam W PRADZE.

Trzy zdjęcia po prawej u góry to Petrinskie Sady, piękna, pełna zieleni okolica z ciekawymi zakątkami. A po lewej od góry: 1 - szczyt wieży  Świętego Henryka, 2 - Słynny Zegar Astronomiczny, 3 - Fragment fontanny w National Park of Awakening oraz 4 - Fasada Ratuszu Nowomiejskiego. Pozostałe dwie fotki na dole to zdobienie gmachu Teatru Narodowego oraz figury przy Fontannie Czeskich Muzykantów. Jak na razie Praga architektonicznie mnie w sobie rozkochała i jest bezkonkurencyjna...

Most Karola oraz jego zakamarki, sam Karol IV (a przynajmniej jego posąg) oraz jegomość na koniu Święty Wacław.

W końcu mogłam coś kupić...


Po dwóch miesiącach zakupowej abstynencji, kiedy to moja silna wolna była wielokrotnie wystawiana na próbę (myślenie: "Raz to przecenili, przecenią i kolejny..." - pomaga!) mogłam sobie pozwolić na lekkie szaleństwo. I mam! Jeden tom pierwszy, nowa seria - Mai Lidii Kossakowskiej (Żarna Niebios), dwie kontynuacje - Victor Milan (Jeźdźcy dinozaurów) i Ian Tregilis (Powstanie) oraz dwie jednotomówki - Oscara Wilde'a (Portret Doriana Garya) i Harlana Cobena (Już mnie nie oszukasz). 

Przeczytałam...

Cztery książki. Nie jest źle, choć planowałam wyrobić normę, którą sama sobie ustaliłam i zabrakło mi do niej jednego tytułu. Mam w planach zrehabilitować się w maju i po prostu przeczytać sześć książek. Co do kwietniowych tytułów - Coben i Liu zdecydowanie najlepsi, ich recenzje pojawią się niebawem na blogu. Loureiro i Sender to zadowalające lektury, a szczególnie cieszy utrzymanie przyzwoitego poziomu w drugim tomie Apokalipsy Z.

W maju sześć książek postaram się przeczytać - w tym jednego Shakespeara. Powodzenia wszystkim życzę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.