9 grudnia 2016

Santa Olivia

Czy da się bazując na powszechnie przerobionych już literacko schematach napisać powieść wciągającą, wywołującą silne emocje i pomimo mało oryginalnych podstaw nietuzinkową? No pewnie, że się da. Trzeba się tylko nazywać Jacqueline Carey.

Santa Olivia, a raczej Święta Olivia to patronka Posterunku 12, ziemi niczyjej między Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem, której mieszkańcy zmagać się muszą z szalejącą zarazą, o której przyczynie nic czytelnikowi w zasadzie nie wiadomo, choć bohaterowie książki nie posiadają dostępu do większej ilość informacji. Autorka proponuje nam śledzenie losów Carmen, kobiety, która po romansie z przedstawicielem genetycznie modyfikowanego gatunku człowieka rodzi niezwykłą dziewczynkę, która otrzymuje imię Loup. Od tej chwili to ona staje się główną bohaterką i to jej losy koncentrują na sobie uwagę czytelnika. Życie w Posterunku 12 nie rozpieszcza, ale jest jeden promyk nadziei - ten, komu uda się wygrać w organizowanych przez rządzącego generała walkach bokserskich dane będzie wydostanie się na zewnątrz. Bez względu na to, co się za murem znajduje...

Spodziewałam się czegoś dobrego, bo mam na koncie już trzy książki Carey. Wiedziałam, że styl jej pisania ponownie mnie zachwyci, choć przyznam, że jest mniej poetycki niż w Kuszielu. Nie drażni mnie to ani trochę, bo również i klimat Santa Olivii jest odmienny od tego wykreowanego w trylogii o Fedrze. Ogromnie żałuję, że nie ma zbyt wielkich szans na wydanie nowych książek z obu serii - bo Jacqueline Carey jest pisarką, którą czyta się już dla samego stylu.

Santa Olivia to opowieść o niezwykłej przyjaźni, walce o wspólne dobro i lepsze jutro oraz o poświęceniu. Loup jest specyficzną bohaterką, która z racji swojego nietypowego pochodzenia cechuje się wysoką wytrzymałością i siłą, ale także, co ciekawe, nieumiejętnością odczuwania instynktownych emocji. Nie wie, co to zazdrość, potrafi jednak wykazać się determinacją i udaje jej się, z pomocą przyjaciół, stanąć do walki. Carey wikła Loup w kilka skomplikowanych relacji - zarówno z bliskimi jak i z tymi nie do końca przychylnymi dziewczynie. Kolejną kwestią zdecydowanie przydającą Santa Olivii miana oryginalnej jest wplecenie w powieść wątku miłości homoseksualnej, łamiącej schematy i wzbudzającej zachwyt sposobem jej przedstawienia - pełnym realizmu, pasji, pozbawionym przesłodzenia i przeszkodami do przeskoczenia. Rzadko kiedy mam pozytywne nastawienie w stosunku do jakiegokolwiek romansu w powieściach, o czym już pisałam, a Santa Olivia to świetny przykład wyjątku od tej reguły. 

Są niestety też uchybienia, które kładą się cieniem na dziele stworzonym przez Carey. Pisałam już o powszechnych schematach użytych w powieści - autorka motyw dystopii traktuje jako całkowite tło do wydarzeń. Owszem, ciężkie czasy które nastały dla bohaterów są mobilizatorem do działań, jednak słabo nakreślono niestety te nieprzystępne realia. Ponadto sama kwestia modyfikowanych genetycznie żołnierzy to jedynie drobny akcent w powieści - mający swoje konsekwencje, ale jednak akcent. Przymykając oko na te drobne wady można zatopić się w bardzo dobrej historii, która na pewno, przynajmniej częściowo pozostanie w głowie. 

Moja ocena: 8/10

Tytuł oryginału: Santa Olivia
Autor: Jacqueline Carey
Wydawnictwo: Piąty Peron
Ilość stron: 392
Rok wydania: 2009 (oryginał), 2012 (w Polsce)

Seria Santa Olivia:
1. Santa Olivia
2. Saints Astray

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.