2 listopada 2016

Powrót króla


Kilka akapitów na temat historii, która towarzyszyła mi przy wchodzeniu w dorosłość wypadałoby napisać, choć nigdy swoich wynurzeń i refleksji dotyczących Władcy pierścieni nie nazywałam recenzjami. Jakby nie było, trzy lata temu, sięgnęłam po klasykę literatury fantastycznej, jak i po klasykę literatury w ogóle i dzieło mistrzowskie. Podczas lektury całego Władcy miałam roczną przerwę, nie sięgałam po niego regularnie, ale nie żałuję ani trochę. Wręcz przeciwnie, cieszę się, że dawkowałam sobie kolejne jego porcje, chwytając się za tą cegłę z tęsknoty. Nie tylko za samym Śródziemiem, ale też i za stylem pisania, dzięki któremu dosłownie dwa, trzy akapity wywołują uzależnienie od historii Jedynego Pierścienia.

Przyznaję się bez bicia, że słabo pamiętałam czytany trzy lata temu początek - Drużynę pierścienia, choć co ważniejsze fragmenty pamiętam. Wydaje mi się, że w przyszłym roku znów po Tolkiena sięgnę, żeby odświeżyć sobie całość, może nawet czytając całą cegłę na raz. I podejrzewam, że jeszcze wiele razy będę sięgała po tolkienowskie dzieło, za każdym razem z entuzjazmem zanurzając się w pełnym uroku i mądrości świecie. W mojej opinii siła tej powieści polega na niesamowitej równowadze - czytamy historię pełną patosu, dziejącą się w świecie stworzonym z niezwykłym rozmachem, a jednak bohaterami w tym uniwersum są, jakby na to nie spojrzeć, hobbity, proste, nawet niepozorne stwory, które odwagą, walecznością i poświęceniem udowadniają swój heroizm. Owszem, nie bez wsparcia silniejszych, ale jednak, kluczową rolę odgrywają niziołki.


Przy czytaniu bardzo rzadko wzruszam się do łez i na tym polu Tolkien mnie pokonał - może potoków i stosu chusteczek udało mi się uniknąć, ale na samej końcówce poczułam, że zaszkliły mi się oczy. Pewnie swój udział miał też fakt, że oto skończyłam tę niesamowitą podróż, że więcej przygód Froda już nie przeczytam i że niepotrzebnie się tak spieszyłam, ale nic już zrobić z tym nie mogę.

Bardzo zaskoczyło mnie to, że podczas czytania książki z gatunku fantasy odczuwałam chwilami niepokój większy niż przy lekturze najmocniejszych horrorów. Niechaj będzie to potwierdzenie nadzwyczajnych umiejętności pisarskich Tolkiena, czapki z głów normalnie...

Do Władcy trzeba trochę dojrzeć, żeby go czytać i się nim delektować i jak najbardziej potwierdzam, z własnego doświadczenia, że tak jest. Cieszę się przeogromnie, że mogę sobie łączyć w pamięci tak ważny etap życia, jakim jest okres studiów z okresem czytania Tolkiena. A najbardziej cieszę się z faktu, że mam kolejny świat, do którego mogę "uciekać", że wystarczy, że złapię się za tę ponad tysiącstronicową cegłę i w mgnieniu oka znajdę się w pięknym, budzącym zachwyt, czasem nawet i respekt uniwersum i na samą o tym myśl się uśmiecham.

Trzy Pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem,
Siedem dla władców krasnali w ich kamiennych pałacach,
Dziewięć dla śmiertelników, ludzi śmierci podległych,
Jeden dla Władcy Ciemności na czarnym tronie
W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie,
Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć,
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać
W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.*


*przekład Marii Skibniewskiej

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.