11 października 2016

"Song umarłych" i "Konfrontacja", czyli krótki przegląd ostatnich lektur

Song umarłych (Jonathan Maberry)

Drugi tom trylogii Jonathana Maberry'ego jest bezpośrednią kontynuacją części pierwszej - od samego początku obserwujemy wydarzenia z tego samego okresu. Motyw umierania w październiku zostaje podtrzymany, a zło zacieśnia swoje objęcia wokół Pine Deep. Crow i Val po tragicznych wydarzeniach starają się dojść do siebie, ciesząc się swoją obecnością i wsparciem. Upiory z przeszłości nie chcą jednak odpuścić i nie pozwalają zarówno dwójce głównych bohaterów jak i innym mieszkańcom Pine Deep spać spokojnie.

Znów jestem pod wrażeniem jakości lektury. Maberry potrafi naprawdę nieźle pisać. W Songu umarłych czytelnikowi zostają odsłonione nowe karty, a i niektóre przypuszczenia się potwierdzają. Jedyne zarzuty jakie mogłabym postawić książce, to fakt, że jako typowa "przejściówka" między tomem pierwszym i trzecim nie domyka wszystkich wątków. Lekturę kończy się z pewnym niedosytem, a co ciekawsze wątki nadal pozostają niewyjaśnione. Nie zmienia to faktu, że w drugiej części jest już więcej grozy, a Song umarłych bardzo wciąga. Nie ma w zasadzie postaci, która irytowałaby mnie swoimi poczynaniami, a i pierwszoplanowego Crowa polubiłam do tego stopnia, że martwiłam się o niego w kilku momentach. Jako lekturę z gatunku grozy, nie wybitną, ale zdecydowanie zadowalającą, polecam.

Moja ocena: 7,5/10

Tytuł oryginału: Dead Man's Song
Autor: Jonathan Maberry
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 360
Rok wydania: 2007 (oryginał), 2009 (w Polsce)

Trylogia Pine Deep: 1. Blues duchów, 2. Song umarłych, 3. Wschód złego księżyca

Konfrontacja (Rhiannon Frater)

Drugi tom, kolejny drugi tom trylogii, który recenzuję. Trylogii tak złej, że jej istnienie jest wręcz obrazą dla literatury, dla czytelnika i dyshonorem dla wydawnictwa, które zgodziło się wydać u nas te książki. Krótko zarysowując fabułę - grupa ocalałych w apokalipsie zombie stwarza sobie bezpieczne obozowisko w małym teksańskim miasteczku Ashley Oaks. Głównymi bohaterkami są Jenni (Jenni przez "i", bo tak woli) i Katie, a w Konfrontacji obserwujemy dalsze zmagania niewielkiej społeczności z codziennością opanowaną przez żywe trupy.

Pierwszy tom uznałam za bardzo słaby, ale z racji tego, że lubię dawać drugą szansę oraz posiadałam wszystkie trzy części Zmierzchu świata żywych postanowiłam sięgnąć po kontynuację. Debilizm tej książki mnie pokonał - nie doczytałam ostatnich czterdziestu stron, bo bałam się, że od wznoszenia oczu ku niebu gałki oczne mi się odwrócą na tył czaszki. Przez kilka rozdziałów żywiłam umiarkowaną, ale jednak jakąś sympatię do postaci Nerit, która rozstawiała wszystkich debili po kątach i wykazywała szczątkowe przejawy determinacji, ale na tym moje pozytywne uczucia względem Konfrontacji się skończyły. Bohaterowie mają problemy rodem z gimnazjum (koleś boi się, że gdy pójdzie do łóżka z biseksualną dziewczyną, ona na widok jego wyposażenia ucieknie z krzykiem. Tak, bo dorośli ludzie nie mają podstawowej wiedzy z zakresu biologii), mentalność trzydziestoletnich postaci rozwijała się też mniej więcej do tego okresu edukacji, a w przypadku konkretniejszych scen z udziałem zombie schemat jest ten sam - deklaracja przynajmniej dwóch bohaterów, że nie znoszą zombie, jakieś przekleństwo, Jenni przez "i" włącza się szajba i laska kozacko chwali się, ilu to zombiaków nie potrzebuje do zabicia i jako taki odwrót. Praktycznie rzecz biorąc nic tej książki nie ratuje, no chyba, że potraktujemy ją jako żart, który zaszedł zdecydowanie za daleko. Ostatniego tomu nie ruszę. Kijem ani niczym innym.

Moja ocena: 1/10

Tytuł oryginału: Fighting to survive
Autor: Rhiannon Farter
Wydawnictwo: Vesper
Ilość stron: 356
Rok wydania: 2009 (oryginał), 2013 (w Polsce)

Trylogia Zmierzch świata żywych: 1. Pierwsze dni, 2. Konfrontacja, 3. Oblężenie

I tak to teraz będzie wyglądać...
Jak przeczytam cokolwiek, to o tym napiszę. Krótko i na temat, no chyba, że mi się zbierze na dłuższe wywody. Ale nie mam energii, zapału ani czasu na regularne blogowanie i w sumie dobrze mi z tym. Od czasu do czasu zajrzę na Wasze blogi i dam znak życia. Takie czasy nadeszły... Tmczasem za tydzień się bronię. Trzymajcie kciuki :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.