12 czerwca 2016

Dni Fantastyki we Wrocławiu

źródło
Leśnica, maj, po raz czwarty na Zamku...

Konwent, na którym gościłam w tym roku jedynie dwa dni. W piątek, 13 maja nie chciało mi się ruszyć na najciekawsze panele na temat Gry o tron, czego trochę żałuję. Zazwyczaj moja obecność na konwentach ogranicza się do łażenia na prelekcje i tym razem też tak było. Od dwóch lat czaję się na jakieś warsztaty i do tej pory mi się na żadne dostać nie udało. Przeglądając plan tegorocznych Dni Fantastyki zauważyłam, że organizowany jest konkurs wiedzy o Pieśni Lodu i Ognia i może nie tyle, że się na niego wybrałam, co stwierdziłam, że mam ambicje na ewentualne ekscesy w przyszłym roku, Trzeba tylko ogarnąć Świat Lodu i Ognia czekający od ponad roku na półce i Rycerza siedmiu królestw. Do zakresu literatury należą też opowiadania z dwóch potężnych zbiorów, które napisał i zredagował Martin, ale ja aktualnie nie mam dostępu do tych książek.

Nie poszłam na ani jedno spotkanie autorskie, natomiast byłam na panelach w których uczestniczyli między innymi Aneta Jadowska czy Paweł Majka. To, co najbardziej mi się podobało w ciągu dwóch z trzech Dni Fantastyki i nie było związane z uniwersum Martina to na pewno "Historia i fantastyka, czy to się wyklucza?" w na którym to panelu dostałam między innymi potwierdzenie własnych przypuszczeń, że absolutnie się to nie wyklucza, a na pewno nie na gruncie funkcji, jaką pełnią oba gatunki "przenosząc nas w inne realia".

Panel, w którym uczestniczyła Jadowska był całkiem ciekawy, bo mowa o różnych wierzeniach co do tego, gdzie idzie ludzka dusza po śmierci, chociaż dostałam za mało konkretów, a zbyt wiele anegdot dotyczących różnych nawiązań w twórczości Jadowskiej. Swoją drogą, systemy religijne, które wprowadziła ona w swoich książkach uważam za jedną z niewielu zalet tych powieści.

Prawdziwymi hitami konwentu były dwa panele, jedne o Grze o tron i degradacji mitu bohaterskiego w Pieśni Lodu i Ognia, na którym to spotkaniu udowodniono, że w Grze o tron bohaterów nie ma i bardzo dobrze, że takie były wnioski, bo całkowicie się z takim stanowiskiem zgadzam. Wskazywano też na panelu tym o motywach pikarejskich, czyli hiszpańskim gatunku literackim powszechniej znanym jako powieść łotrzykowska. Co prawda cała powieść Martina nie jest klasycznym "pikarem", a jedynie nosi jego znamiona.

W części handlowej można było dostać całkiem sporo gadżetów związanych z różnymi produkcjami filmowymi czy też z uniwersami związanymi z książkami i grami. Swoje stoiska mieli też handlujący grami planszowymi, czy posiadający w ofercie biżuterię, której wyjątkowo nie tknęłam w tym roku. Jestem zawsze bardzo zainteresowana ciekawymi wzorami kolczyków, a unikatowe można znaleźć praktycznie tylko na konwentach. Zastanawiałam się nad jednym naszyjnikiem, ale tym razem wyjątkowo ograniczałam się z zakupami.

TOP 10 Czarnych charakterów
Faworytem konwentu zostanie chyba TOP 10 czarnych charakterów. Prowadzona przez Szymona Zackiewicza, który nie pierwszy raz porwał mnie swoją prezentacją. I na Polconie i na Pyrkonie i na poprzednich DFach w ciemno szłam na jego prelekcje, bo opowiada ciekawie, zawsze jest wesoło i nawet jeżeli to zestawienie, które prezentowała w niedzielę w Leśnicy było jedynie jego subiektywnym, to i tak bawiłam się świetnie. Przy okazji wspomniał o twórczości Kinga i narobił mi apetytu na Mroczną wieżę.

Nieźle bawiłam się też na panelu z tłumaczami fantasy, wśród których obecny był Michał Jakuszewski, który przełożył między innymi Władców dinozaurów (i powieść Martina, ale tak stwierdzam, że za często już o Grze o tron w tym poście wspominałam... cholera, znów wspomniałam...), a bardzo sympatyczną i wesołą osobą okazała się Paulina Braiter, która pozwoliła cieszyć się polskim czytelnikom Moim własnym diabłem Mike'a Careya w naszym ojczystym języku. Owszem, na spotkaniach z tłumaczami już bywałam i nie byłam aż tak zafascynowana jak na przykład na Pyrkonie przed dwoma laty, ale i tak nie mogę powiedzieć, żeby było na tej prelekcji nudno.
Panel z tłumaczami fantastyki
 Dni Fantastyki są bardzo fajną imprezą, już na stałe wpisaną w kalendarz wiosennych wrocławskich wydarzeń, a miejsce, w którym się odbywają nadaje im specyficznego uroku. Mam nadzieję, że jeżeli wybiorę się tam w przyszłym roku to w końcu skuszę się na jakiś konkurs albo warsztaty, bo nie samymi prelekcjami człowiek żyje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.