11 marca 2016

Z miłości do książek i kawy: Coffee Book Tag


Generalnie rzecz biorąc nie robię tagów sama z siebie na blogu i w sumie jeżeli jakiekolwiek się pojawiają, to z racji nominacji, które traktuję z szacunkiem i na nie odpowiadam. Ale:

1. Bardzo, ale to bardzo kocham kawę
2. Chce mi się spać, więc może ten kawowy tag mnie obudzi, bo wypiłam już dwa kubki, a to moja dzienna norma
3. Trzeba się czasem trochę pobawić, no nie?


Zatem argumentacja bezsprzecznie przemawiająca za zrobieniem tego tagu została podana powyżej, więc teraz można przejść do kwestii zasadniczej, czyli pytań:

1. Czarna kawa: Książka, w którą nie mogłam się wkręcić:

Zdecydowanie jest to Ostatnie życzenie Andrzeja Sapkowskiego. Próbowałam i w zasadzie żadne opowiadanie nie rzuciło mnie na kolana, a do dalszej lektury w zasadzie musiałam się zmuszać. Niestety, mnie Wiedźmin nie zauroczył, nie zabłysnął w moich oczach niczym.

2. Miętowa mocha: Książka, która zyskała większą popularność w zimowym lub inny uroczystym okresie w roku.

Nie jest to okres uroczysty, bo mam zamiar wspomnieć o Halloween i okresie czytania horrorów, a jak horrory, to Dracula, który wciąż przede mną. Ale już nie długo...

3. Gorąca czekolada:  Moja ulubiona książka z dzieciństwa.

Dzieci z Bullerbyn! Tak jak uciekałam przed wszelkimi lekturami w najdalszy kąt pokoju, to w przypadku książki Astrid Lindgren pytałam się rodzicielki, czy mogę przeczytać więcej, niż wynosiła moja dzienna narzucona "norma" stron do przeczytania.

4. Podwójne espresso: Książka, która trzymała mnie na krawędzi fotela od początku, do końca.

Chyba Klinika śmierci Harlana Cobena. Niesamowicie szybko ją przeczytałam pragnąc się jak najszybciej dowiedzieć, kto jest sprawcą. Co z tego, że nic z tej książki nie pamiętam?

5. Starbucks: Książka którą widzę wszędzie.

Na chwilę obecną jest to Krew i stal, a do niedawna była to Dziewczyna z pociągu. Prześladują mnie te książki.

6. Hipsterska kawiarnia: Książka napisana przez indie (niezależnego) autora.

Pierwsze dni Rhiannon Frater. Nie dziwię się, że wydała tę książkę sama, żaden zdrowy na umyśle wydawca nie powinien dawać temu tytułowi zielonego światła.

7. Ups! Przypadkowo dostałam bezkofeinową!: Książka, po której spodziewałam się więcej.

Linia uskoku Barry'ego Eislera. Dużo, dużo więcej się po tej książce spodziewałam... I może też Obietnica mroku Chattama, ale ta przynajmniej mnie nie zanudziła.

8. Idealne połączenie: Książka lub seria, która była zarazem gorzka, jak i słodka, ale ostatecznie przypadła mi do gustu.

To może cykl o Sabienie Kane rozpoczynany przez Rudowłosą i skończony Błękitnokrwistą wampirzycą. Ma sporo minusów, ale i sporo plusów i to się wszystko w zasadzie równoważy. A, że lubię urban fantasy, to jednak miło lekturę wspominam.


Nikogo nie nominuję, nikogo nie zmuszam, ale jak się ktoś chce uzewnętrznić w powyższych kwestiach, to zapraszam do odpowiedzi w komentarzach! ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.