16 marca 2016

The Following, sezon 1

Tym razem będzie o serialu kryminalnym, co nie oznacza, że całkowicie oderwę się od sfery literackiej. O nie. Bo nie bez znaczenia w przypadku produkcji z Kevinem Baconem w roli głównej jest twórczość Edgara Allana Poego.

Nie wiem, czy już wyjdzie cztery, jak napiszę o sektach i trzeba będzie dodać dwa do dwóch, tak więc obok twórczości wymienionego wyżej autora w The Following pojawia się motyw sekty i wysuwa na plan pierwszy. Zagrożeniem okazują się fanatycy pisarza, którzy zostali odnalezieni przez Joe Carolla, byłego wykładowcy, który w hołdzie ulubionemu pisarzowi zaczął... Mordować. W chwili rozpoczęcia serialu Caroll siedzi za kratkami, ale nie oznacza to, że niebezpieczeństwa nie ma.

źródło
Do serialu zostałam zachęcona przez Dominikę z Dosiakowego królestwa i muszę przyznać, że skuszenie się było bardzo dobrym posunięciem. To, co mnie najbardziej z początku do niego przyciągało, to seryjny morderca. Uwielbiam ten motyw, bo żeby zrozumieć sprawcę, trzeba odnaleźć wzór, jakim się kieruje przy wyborze kolejnych ofiar, oczywiście wtedy, kiedy jest to zabójca posiadający konkretny plan działania.

W roli śledczego obsadzono Kevina Bacona grającego postać Ryana Hardy'ego. Jest to człowiek z problemami, którego przeszłość jak i teraźniejszość łączy się z postacią Carolla. Ryan po zamknięciu seryjnego mordercy wszedł w związek z Claire, byłą żoną Joego. W dodatku Hardy jest alkoholikiem, co czyni z niego człowieka niełatwego przy współpracy i codziennym obejściu, ale... ale pragmatyka. Bardzo przypadła mi do gustu jego postać, nawet nie wiem, czy nie najbardziej, bo był to bohater nie wahający się przed działaniem i w dodatku jedyny, który mógł stanąć do gry z Carollem.
Wątek sekty to również raczej rzadkość w serialach sensacyjnych i kryminalnych. Zwykle łączy się ten motyw z religią, a w przypadku The Following obiektem fantyzmu jest postać Poego i jego twórczość. Tutaj mam dużo do napisania! Po pierwsze, to przerażają mnie sekty. Jeżeli istnieje jakieś realne zagrożenie, które mogłoby wywoływać u mnie lęk, to są to sekty. Dzięki The Following ten lęk sobie uświadomiłam. To wręcz niepojęte, żeby dało się tak licznej grupie ludzi wyprać mózgi i wpoić im konieczność popełniania ciężkich zbrodni w hołdzie pisarzowi. W dodatku sekty działają w ukryciu, stosują brutalne metody działania i są nieprzewidywalne, a przy trudnościach w ustaleniu ich liczebności... Nie jest to strach na zasadzie, że ktoś krzyknie "Sekta!" a ja zacznę uciekać z krzykiem, ale jak tak dłużej się nad tym zastanawiam, to dochodzę do uświadomienia sobie jak niebezpiecznym tworem owe sekty są.

Drugą kwestią jest fanatyczne uwielbienie żywione do Poego. Nie znam twórczości tego autora, ale w chwili, w której próbowałam sobie wyobrazić, że mogłabym z racji silnej sympatii do jakiegoś pisarza zachowywać się tak, jak bohaterowie serialu... To jest chore. I łączy się bezpośrednio z tym, co pisałam u góry, czyli z motywem sekty, która jest tworem co najmniej niepokojącym. A więc chore i przerażające i niepojęte również.
W serialu pojawia się kilka godnych uwagi postaci, oczywiście oprócz Carolla i Hardy'ego toczących swoją osobistą bitwę. Bój toczy się o kogoś, o kim nie wspomnę, ale zmusza to Ryana do zaangażowania emocjonalnego, przez co i u widza pojawia się więcej napięcia. Natomiast do grona moich ulubieńców dostali się Mike Weston, również agent oraz Paul i Jacob. Tych dwóch ostatnich nie sądziłam, że polubię, a jednak się tak stało. Bardzo wyrazistą, irytującą i dobrze zagraną postacią okazała się niepozorna Emma, która wzbudzała swego czasu bardzo negatywne uczucia i z wściekłości wychodziłam z siebie.

Nie jest to serial idealny i w pewnych momentach pojawiała się pewna przewidywalność. Niektórych rzeczy domyśliłam się przed Ryanem i na jego miejscu nie wepchałabym się w tarapaty, których on musiał doświadczyć. Nie były to częste chwile, bo jednak większość odcinków oglądałam z napięciem, ale jednak się takie momenty pojawiły. W pewnym momencie szaleństwo Carolla trochę szwankowało, ale również nie trwało to długo i mogę jego postać zaliczyć do grona tych lepszych, których siłą rzeczy jednak nie wrzucę w poczet ulubionych. Bohater dobrze skonstruowany, ale jednak czegoś mi u niego zabrakło, co jednak specjalnie nie wpłynęło na odbiór całego serialu.

źródło
The Following mogę polecić jak najbardziej, szczególnie osobom, które cenią twórczość Poego, której ja wciąż nie znam i któą mam zamiar w końcu poznać. Miałam z nią tylko pośrednią styczność przy okazji lektury jednego tomu Nevermore, do której to trylogii nie wiem, czy wrócę. Natomiast kolejne sezony serialu poznać zamierzam i liczę na to, że niebawem mi się uda, tym bardziej, że zakończenie okazało się niesamowicie... zaskakujące.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.