29 marca 2016

Moja walka o każdy metr


Wśród moich zainteresowań jednym z bardziej nietypowych jest zamiłowanie do skoków narciarskich trwające już ponad dziesięć lat. Śledząc poczynania skoczków w Pucharze świata zdążyłam zapałać sympatią do niektórych popularniejszych postaci, które przez lata utrzymywały się w czołówce zdobywając kolejne trofea. Jedną z takich postaci jest austriacki skoczek, Thomas Morgenstern, który dwa lata temu zdecydował się na zakończenie kariery po tragicznym wypadku, po którym udało mu się podnieść i zdobyć jeszcze olimpijski medal.

Podeszłam do książki bardzo emocjonalnie i z wielką ciekawością. Co więcej, niesamowicie uradowana, że mam możliwość wglądu do sytuacji "za kulisami" z pierwszej ręki. Thomas przez lata był niesamowitym sportowcem, jednak zdobył też sobie uznanie jako sympatyczny, wiecznie uśmiechnięty człowiek. Muszę wspomnieć tutaj, że dzięki niemu kiedyś polska drużyna dostała się na podium, bo Morgenstern zauważył błąd w przeliczeniach komputera i to zgłosił. Jego wypadki zawsze bardzo mnie poruszały i mną wstrząsały, szczególnie, że skoki narciarskie to sport wielkiego ryzyka, w którym czasem nie pomaga dopięcie wszystkiego na ostatni guzik, bo jeden podmuch wiatru może całkowicie zmienić trajektorię lotu i sprawić, że sportowiec wyląduje w szpitalu.

Thomas pisze o strachu, bardzo dosadnie, szczegółowo i równocześnie prosto. Czytając jego zwierzenia miałam ciarki na plecach, uświadamiając sobie, jak ciężko było mu zapanować nad psychiką. Musiał walczyć ze sobą samym, podnosząc się krok po kroku po upadku, serii ciężkich urazów i po woli wracając do zdrowia, którego odzyskanie okazało się nadrzędnym celem. Bo żeby pokonać ten strach, Morgi musiał walczyć, a i tą wolę walki można łatwo dostrzec w sylwetce, jaka rysuje się nam przy lekturze.

Bardzo podobało mi się to, że w książce zawarto w pewnym sensie kwintesencję każdego sportu, nie tylko skoków narciarskich. Generalnie między wierszami snuł się motyw pokonywania wszelkich przeciwności, dawania z siebie więcej, niż sto procent, koncentrowania się na celach i drodze do nich. I o radości z osiągania tych szczytów.

Na początku zostaje dokonane rozróżnienie na Thomasa Morgensterna Sportowca i na Thomasa Morgensterna, który jest Człowiekiem. Czytając książkę patrzymy na nich obu, w którym każdy ma w sobie coś z tego drugiego. Połączenie pasji i strachu, ale pasji silniejszej niż ten lęk.

Oprócz tego, że o karierze, Thomas opowiada o trochę o swoim życiu prywatnym, ale według mnie nie jest to aż tak ciekawe zagadnienie. Owszem, na pewno sfera ta miała ogromny wpływ na jego starty, ale jednak wśród innych rzeczy, o których Morgi wspomina blednie i nawet trochę nuży. Na szczęście kwestii tej nie jest poświęcone zbyt wiele papieru i szybko wraca się do delektowania tym, co działo się z Morgensternem po wypadku. W większości jest to relacja z jego ponownego dochodzenia do formy z wtrąceniami na temat trudnych początków kariery, pierwszych zwycięstw i relacjami z trenerem Pointnerem oraz kolegami z reprezentacji.

Wstęp i posłowie napisali dwaj byli trenerzy naszej reprezentacji, Łukasz Kruczek (którego miniony sezon w roli trenera był ostatnim) i Apoloniusz Tajner. Obaj piszą o Thomasie w pozytywach, Tajner nawet wspomina, że Morgenstern był zawsze wyjątkowo sympatycznym i miłym zawodnikiem, który lubił się z naszymi chłopakami w odróżnieniu od reszty Austriaków, co tylko potwierdziło moje podejrzenia o, że tak się wyrażę, stosunkach międzynarodowych wśród zawodników pucharu świata.

Morgenstern w Mojej walce o każdy metr jawi się nie tylko jako zawodnik posiadający klasę i żywiący miłość do niebezpiecznego sportu, jakim są skoki narciarskie, ale też jest człowiekiem. Człowiekiem, który boi się jak każdy, ale który pragnie pokonywać lęk i wspinać się na coraz wyższe szczyty oraz który wiedział "kiedy ze sceny zejść". Wydaje mi się, że pokonał go lęk, ale świadczy to o nim nad wyraz dobrze, bo wspominając wcześniej o intuicji Thomas pisał, że jej nie ufał. I w końcu dorósł i jej zaufał, z pokorą wycofując się ze sportu, który w pewnym momencie zaczął wzbudzać w nim więcej negatywnych emocji, niż tych pozytywnych.

Ale nauczyłem się podejmować decyzje. Trzeba je dobrze przemyśleć, ale należy je podejmować.
Nawet złe są lepsze niż żadne, bo dzięki nim można się uczyć. Te niepodjęte są niczym innym jak ucieczką.


Moja ocena: 8,5/10

Autor: Thomas Morgenstern
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 238 (Za mało!)
Rok wydania: 2015 (oryginał), 2016 (w Polsce)

Cytat pochodzi z książki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.