20 marca 2016

Czerwone gardło


Moją przygodę z książkami Jo Nesbø postanowiłam zacząć z pominięciem chronologii, ponieważ Czerwone gardło to trzeci tom przygód Harry'ego Hole, komisarza z Oslo. Akcję osadzoną w Skandynawii zakotwiczono w okół morderstwa, poszlak wskazujących na użycie nielegalnej broni na terenie Norwegii i porachunków między żołnierzami walczącymi na froncie II wojny. Przyznam, że liczyłam, biorąc pod uwagę powyższe wątki oraz ocenę na LC na trochę bardziej porywającą lekturę.

Żeby nie zaczynać od narzekań, wspomnę na początek o kreacji głównego bohatera, czterdziestoletniego alkoholika o nie łatwym usposobieniu. Czytając o Harrym zaczęłam zastanawiać się, co takiego jest w postaciach... w pewnym stopniu zdegenerowanych. Są to osoby nie radzące sobie z życiem, może nawet trudniejsze w codziennych kontaktach interpersonalnych i które w czytelniku wzbudzają sympatię. Chyba nie tylko swoją niedoskonałością. Litość? Tu też kwestia jest dyskusyjna, bo, jak zwykłam mawiać, każdy kij ma dwa końce i ocenianie po pozorach jest jednym z najgorszych, możliwych do popełnienia błędów. Alkoholizm wiele twarzy mieć może i do stanu tego może doprowadzić nie tylko ciężkie imprezowanie będące jedyną formą spędzania wolnego czasu ze znajomymi, ale z drugiej strony choroba może być efektem nieumiejętności radzenia sobie z codziennością. Działa to, tak jakby, w dwie strony, ale i wymienione przeze mnie powody mogą się uzupełniać. W każdym razie, w przypadku głównego bohatera wiemy, że jest on alkoholikiem, jesteśmy świadkami scen, w których wyeksponowano tę jego niedoskonałość i mimo to stwierdzamy... Kurczę, on jest w porządku. Nie jest to bohater wzbudzający jakąś litość, czy głębokie współczucie, ale jednak, można się o niego martwić, kibicować mu cieszyć się, gdy coś mu wyjdzie.

O ile główny bohater jak najbardziej przypadł mi do gustu, to tempo rozwiajania się fabuły... już nie. Myślałam, że szybko wciągnę się w książkę, a tym czasem pierwsze sto pięćdziesiąt stron dłużyło się niczym moja ostatnia podróż z Wrocławia do Poznania (a pewna byłam, że nigdy nie dojadę do celu). Z pięć razy miałam ochotę porzucić książkę i wrócić do niej za tydzień, dwa, ewentualnie rok. Czytałam po dwie, trzy strony, z oporami i odkładałam, na rzecz innych, dużo ciekawszych zajęć. Zmuszałam się dalszego czytania i próbowałam podtrzymywać w sobie nadzieję, że jednak te wszystkie wątki, które przedstawił autor zmierzają w jakimś konkretnym kierunku. Niestety, wolne rozpędzanie się lokomotywy zwanej fabułą to nie tylko mój zarzut. Podobne czytałam w innych opiniach i w zasadzie nie miałabym nic przeciwko takiej prędkości, gdyby te elementy, które podsuwa na początku autor w choć minimalnym stopniu mogły jakoś się ze sobą połączyć. A to, co dostałam na samym początku, oczywiście z pominięciem kilku początkowych rozdziałów wiało nudą, nie dawało w zasadzie żadnego punktu zaczepienia i po prostu nie zachęcało do dalszej lektury. To nie jest jednak jedyny poważny zarzut.

Drugim są postacie. A właściwie ich ilość i bark możliwości rozróżnienia. W tym miejscu zaznaczyć trzeba, że Nesbø  w pewnym momencie rozdziela akcję (czy też jej imitację, słabą) na dwa tory - to, co dzieje się z Harrym w roku dwutysięcznym oraz wątek związany z wydarzeniami na froncie drugiej wojny. Nie mam nic przeciwko wielości bohaterów, ale pod warunkiem, że są oni ciekawi, nawet, jeśli szczątkowo opisani. Natomiast pisarz wrzuca nam mnóstwo norweskich imion i nazwisk i nie próbuje w żaden sposób tych postaci rozróżnić. Pojawiają się jakieś tam drobne znaki szczególne, ale w gąszczu Gudesonów, Gudbrandów i Moskenów się one gubią i znacząco utrudnia to lekturę. Pod sam koniec książki w zasadzie brałam wszystko "na wiarę", nie mogąc się połapać wśród tego, kto kim był i jakie wydarzenia w frontu (które przez chwilę "ogarniałam") miały wpływ na taki, a nie inny finał.

W kwestii fabuły, autor zdecydował się na poważny i kontrowersyjny wątek neonazizmu i Norwegów walczących na froncie II wojny po stronie Hitlera. Tutaj przyznać trzeba, że pomimo ciężkiego tematu nie czuje się, że lektura nas męczy, a przynajmniej nie dlatego, że temat nie należy do lekkich. Przy czym fragmenty z frontu też nie wpłynęły jakoś zasadniczo na urozmaicenie akcji, dopiero w połowie wszystkie te skrawki podsunięte przez Nesbø zaczęły przybierać określony kształt.

Nie mogę wyzbyć się przekonania, że Nesbø jednak pisać potrafi. Dało się to oczywiście zauważyć dopiero w drugiej połowie książki, ale jednak koncepcja z wyrównywaniem "rachunków" sprzed kilku dekad do mnie przemówiła. To wszystko było poplątane, odnaleźć się nie mogłam, ale wiem, o co chodziło autorowi. Śmiem twierdzić, że w tym szaleństwie jest metoda, ale znalazł ją tylko Harry Hole, którego postać jest największym plusem Czerwonego gardła. Drugą zaletą i powodem, dla którego nie nakreśliłam w recenzji sylwetek innych postaci jest fakt, że... w Czerwonym gardle giną bohaterowie, których nie polubiłam! Którzy irytowali mnie swoim zachowaniem i zagrywkami i z powodu których odejścia nie uroniłam ani łzy. Owszem, posunięciem autora byłam zaskoczona, ale na szczęście kat dopadł odpowiednie osoby. I tych kilkadziesiąt stron wzmogło mój optymizm, który wcześniej przy lekturze był nieobecny.

Po książki Jo Nesbø sięgnę jeszcze na pewno. Przeczytam tom pierwszy i drugi o Harrym, może sięgnę po jeszcze jeden tytuł i dopiero wtedy ugruntuję sobie mój stosunek do twórczości pisarza ze Skandynawii. Co więcej, postaram się podejść bez żadnych wymagań, z świadomością, że to jeden z tych autorów, którzy długo rozpędzają się i nie za bardzo potrafią zaciekawić czytelnika już od pierwszych rozdziałów. Niestety, powieści kryminalne wymagają wzbudzających zainteresowanie akapitów już od pierwszych rozdziałów. Tymczasem w przypadku Czerwonego gardła w sumie tak zwanej "zagwostki" i tylko momentami książka naprawdę mnie wciągała. Zobaczymy, czy kolejne tytuły spod pióra Nesbø pozwolą mi łatwiej zakwalifikować jego twórczość, bo na razie balansuje on na granicy twórcy przeciętnego i zadowalającego.

Moja ocena: 6,5/10

Tytuł oryginału: Rødstrupe, 
Autor: Jo Nesbø 
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ilość stron: 423 
Rok wydania: 2000 (oryginał), 2013 (w Polsce, to wydanie)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.