10 sierpnia 2015

Obietnica mroku

Chciałam zacząć tą recenzję od opisania miejsca, do którego zaprosił nas w Obietnicy mroku Maxime Chattam. Problem polega na tym, że gdy ktoś kogoś zaprasza, to raczej w celu sprawienia mu przyjemności i radochy, a co za tym idzie, w jakiś miłe miejsce lub wydarzenie. A autor thrillera, który ostatnio przeczytałam raczej od takich stroni. Zapraszam na recenzję ponurej historii o zezwierzęceniu i obsesji.

Duchy istnieją tylko poprzez tych, którzy nadal są żywi. I wybierają tych, których będą nawiedzały.

Na początku poznajemy głównego bohatera, Brady'ego O'Donnela, kinomaniaka i dziennikarza. Jego żoną jest policjantka, która natrafia na nietypowe samobójstwo zapoczątkowujące śledztwo prowadzące detektywów (Annabel i Jacka) do branży pornograficznej. Czy jednak zapewnienia o niesamowitości i wynaturzeniu oraz mroku tej historii krzyczące z okładki mają swoje odzwierciedlenie na kartach powieści?

Od razu rzeknę, na wstępie, że tematyka tego thrillera należy do bardzo kontrowersyjnych, bo mowa o przemyśle pornograficznym i ciężko będzie mi pisać tę opinię, nie sugerując w niej mojego osobistego stanowiska w tym temacie. Nie oznacza to jednak, że będę omijała kwestię szerokim łukiem - chodzi mi o to, że potraktuję ją jako element fabuły, jedną z sfer, w której dzieje się wiele zbrodni i w której ciężko mówić o swobodzie wypowiedzi, skoro jest ona sferą tabu. Tak czy inaczej, bez względu na osobisty stosunek, akceptację lub jej brak, traktuję pornografię jako element fabuły, jak każdy inny, a ostatnimi czasy kontrowersyjnych tematów w najnowszych książkach przecież nie brak.

Przedstawiony wcześniej bohater zostaje świadkiem jednego z samobójstw i rodzi się w nim obsesja. Brady za wszelką cenę chce dowiedzieć się, co skłoniło dziewczynę, którą chciał uczynić tematem reportażu do skutecznego targnięcia się na swoje życie. Jak to mówią, ile samobójców, tyle powodów. Bohater wkracza w ponury świat pornografii i dociera do ludzi żyjących pod powierzchnią nowojorskich ulic.

Podczas lektury pierwszych rozdziałów entuzjastycznie stwierdziłam, że mam nowego ulubionego pisarza thrillerów. Niestety stwierdzenie to przeszło do historii w czasie dalszej lektury, bo pomysły pochodzącego z Francji autora nie do końca mnie zadowoliły. Odniosłam wrażenie, że w przypadku wspomnianego wcześniej mroku  więcej był gadania i lania wody, jakie to straszne rzeczy nie spotkają Brady'ego gdy nie odczepi się od tajemniczego Plemienia, niż faktycznie mogliśmy doświadczyć podczas czytania. Nie twierdzę, że książka jest zła. Jednak na samym początku autor zastosował taktykę osaczenia czytelnika - zaprezentował nam szereg dość kontrowersyjnych scen i dialogów i w pewnym sensie spalił za sobą mosty. To coś w stylu pierwszego wrażenia, na które złożyły się wszystkie atuty danego obiektu w efekcie czego później już nic nie zaskakiwało, bo najcięższa artyleria została już wytoczona. Trochę szkoda, bo gdyby te fragmenty były stopniowo dawkowane, zdecydowanie więcej napięcia można by odczuć w czasie czytania.

Ciekawym i godnym pochwały zabiegiem okazało się uwikłanie w sprawę obojga małżonków. Brady wie, że Annabel prowadzi śledztwo, a Annabel nie wie, że Brady wie o nim o wiele za dużo. To taka ciekawa zabawa w kotka i myszkę jak i coś, coś wzbudza niepewność, czy aby w kolejnym rozdziale nie dojdzie do wielkiego "spotkania" męża i żony w złym miejscu i w złym czasie.

Na uwagę zasługuje również staranność z jaką autor przedstawił kontrowersyjny temat w swojej powieści, Nie ma ogólników w zasadzie, w większości można dowiedzieć się tego, co powinno być jasne przy poruszaniu się po brudnym, nieprzyjaznym świecie pornobiznesu. Słowo "pornobiznes" bokiem mi wychodzi. To, co zwróciło moją uwagę to ukazanie aktorek porno w dwóch światłach - jako chętne do rozbierania się przed kamerą dziewczyny, ale i, z drugiej strony pełne uczuć, lęków i życiowych porażek zagubione osoby.

Zabrakło mi klimatu grozy. W pewnym momencie aż musiałam odłożyć książkę na bok, bo była tak nudna i tak bardzo nijaka. Właściwie tylko w jednym momencie udzielił mi się typowy dla thrillera nastrój i uważam, że autor całe to "niebezpieczeństwo" po prostu trzymał za bardzo na dystans. 

Czy polubiłam bohaterów? Musze powiedzieć, że żaden nie wzbudził we mnie cieplejszych uczuć, traktowałam je jako nośniki historii i pionki występujące w tym przedstawieniu. Problemy małżeńskie Brady'ego i Annabel obchodziły mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg, choć pewne spostrzeżenie bardzo do mnie przemówiło:


(...)miłość może przetrwać tylko wtedy, gdy ma swój tajemniczy ogród z małym cmentarzykiem pod murem, by było gdzie grzebać codzienne urazy - te, które potrafią zniszczyć uczucie. A potem trzeba pilnować, żeby ten cmentarz nie ogarnął całego obszaru.


Intryg tutaj prawie nie ma, za to sporo jest błędnych ścieżek. Zakończenie wywołało u mnie dość mocne zaskoczenie i za to autorowi należą się brawa. Nie ma to jak do ostatniej, ostatniusienkiej (ja normalnie nie używam takich słów...) chwili nie odkrywać wszystkich kart. I zrobić to na przedostatniej kartce. Brawo.

Obietnicę mroku uważam za całkiem dobry thriller, nie bez wad, ale jednak ponadprzeciętny. Samo "wielkie wynaturzenie" prezentowane na kartach powieści nie uważam za coś niesamowicie szokującego. Myślałam, że będzie to coś mocniejszego. a okazało się, że to tylko wodzenie za nos i nic spektakularnego w nagrodę za cierpliwość. Nie mówię, że Plemię to mili kolesie. Ale liczyłam na coś bardziej drastycznego.

Moja ocena: 7,5/10

Autor: Maxime Chattam
Wydawnistwo: Sonia Draga
Ilość stron: 468
Rok wydania: 2009 (oryginał), 2011 (w Polsce - wydanie pierwsze)

Do wyzwań: Grunt, to okładka i Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
Cytaty zapisane kursywą pochodzą z książki.

[POZA TEMATEM]
Czy ktoś oprócz mnie ma Windowsa 10 i problemy z bloggerem? Bo Blogger mi zastrajkował, jak chciałam dodać grafikę do tej recenzji, a co za tym idzie, okładki przedstawionej nie ma. Pojawił się komunikat o błędzie i informacja o złym żądaniu. Cierpię wielce i blogować mi się nie chce na myśl o wstawianiu smętnych, pozbawionych obrazków postów. Czy to kolejny pomysł na życie mojego kompa, czy komuś się jeszcze tak zadziało?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.