28 lipca 2015

Szepty dzieci mgły i inne opowiadania

Z książkami Trudi Canavan tak jest, że zaskoczyć raczej już mnie nie zaskoczy, ale jednak wyjdzie na to, że z autorką się nie pożegnam. Szepty... były zupełnie przypadkową lekturą, ale luźniejszy okres wakacyjny sprzyja takowym książkom.

Autorka Trylogii Czarnego Maga w recenzowanej przeze mnie książce zawarła pięć opowiadań, które swoją tematyką w ogóle się ze sobą nie łączą. Krótka forma, to, patrząc na inne powieści pani Canavan, musiała być wyzwaniem. Przyznaje to w pewnym sensie też sama autorka pisząc w Przedmowie, że nie przepada za tworzeniem opowiadań, bo wolałaby ten czas spożytkować na inne swoje powieści. Dla mnie samej opowiadania są w jakiś sposób wyzwaniem - nie umiem jednego pomysłu okroić tak, żeby zmieścić się na kilkudziesięciu stronach. Zaraz mam w głowie milion pomysłów na komplikacje, poboczne wątki, zwroty akcji i innych bohaterów. Dlatego też twórców opowiadań podziwiam.

W przypadku Szeptów... pierwsze dwa opowiadania nie przypadły mi niestety do gustu i już chciałam skreślić autorkę. Ostatnio dość szybko tracę wiarę w ludzi. I nie tylko w ludzi. Na szczęście w przypadku tego zbioru i Canvan ją odzyskałam - Markietanka, Przestrzeń dla siebie i Biuro rzeczy znalezionych były opowiadaniami, które przypadły mi do gustu. Co prawda były dosyć banalne i oczywiście jednowątkowe (czego się spodziewałam po autorce), ale nie raz zdarzyło mi się uśmiechnąć w reakcji na to, co przytrafiło głównym bohaterom tych historii. Przestrzeń dla siebie została napisana w formie pamiętnika pewnej malarki i zaliczam to na plus - wszystkie pamiętniki zawsze zaliczam do zalet, taka dziewczyńska fiksacja z okresu gimnazjalno-licealnego. W postaci małe dygresji dodam, że sama staram się dalej pisać, ale nie mam do tego już tyle motywacji i chęci, co kiedyś.

Opowiadanie zatytułowane Szalony uczeń, którego akcja dzieje się w uniwersum Trylogii Czarnego Maga zdecydowanie mnie zanudziło i zirytowało. Co to w ogóle było, ja się grzecznie pytam? Bardzo mało wyjaśnień, nawet jak na opowiadanie, naiwni bohaterowie i bark choćby i zalążka logicznego myślenia. Żałuję, że musiałam się z tym opowiadaniem męczyć, bo było to jedno z dwóch dłuższych w Szeptach...

Typowa to książka dla Canavan, ale miło było przeczytać coś, co nie działo się w świecie Sonei (pomijając Ucznia). Spodobały mi się pomysły autorki, bo choć banalne to miały swój urok. Nie jest to co prawda książka, po której będę miała kaca i tytuł, który na długo pozostanie w mojej głowie, ale jako relaksujące czytadło mogę jak najbardziej polecić.

Moja ocena: 6,5/10

Autor: Trudi Canavan
Wydawnictwo: Galeria książki
Ilość stron: 198
Rok wydania: 2010 (oryginał i polskie wydanie)

W ramach wyzwania: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,5 cm) i Grunt, to okładka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.