26 czerwca 2015

Pies Baskerville'ów

Sherlocka Holmesa znają chyba wszyscy. Bohater książek Doyle'a jest lubianym motywem w popkulturze, doczekał się też serialu i filmów. Znam kilka osób, które wręcz szaleją za Sherlockiem, szczególnie tym, którego na małym ekranie odgrywa Benedict Cumberbatch. Przyznam, że trochę nie rozumiem całego tego zamieszania wokół podobno genialnego detektywa. Oglądałam filmy i mi się podobały, choć serial nie zrobił na mnie większego wrażenia. A co z książkami?

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Doyle'a, bo miałam okazję już zapoznać się z jego stylem w czasie lektury Studium w szkarłacie. Praktycznie zawsze, jeżeli czytam serię, daję autorowi drugą szansę. Podczas czytania Psa Baskerville'ów nie wszystko wypadło idealnie, a ja doszłam do pewnych istotnych wniosków...

Sherlock wraz z Watsonem angażują się w sprawę morderstwa Charlesa Baskerville'a mieszkającego na wrzosowiskach na terenie Dartmoor nieopodal Londynu. Niebawem do posiadłości przyjeżdża bratanek denata - Henry. Akcja książki z Londynu przenosi się do Dartmoor. Wraz z młodym baronetem na wrzosowiska udaje się Watson, który korespondencyjnie składa raporty swojemu przyjacielowi i zarazem partnerowi w śledztwie.

Tą niewielką powieść męczyłam przez jakieś dwa, czy trzy miesiące... Jej rozmiary sprawiły, że pomyślałam "No, to sobie machnę w kilka dni". Utknęłam gdzieś w połowie, przeczytałam kilka innych książek i dopiero wczoraj wróciłam do twórczości Doyle'a.

Śledztwo dotyczy nie tylko morderstwa, ale też pogróżek, jakie młody Baskerville dostaje po przyjeździe do Londynu. Ktoś zaklina go, by trzymał się z dala od wrzosowisk. Bohater w towarzystwie Watsona, który ma służyć mu za swego rodzaju ochronę i towarzystwo. A także za oczy i uszy Sherlocka. Jako, że wyjeżdżamy z Londynu, pana Holmesa zbyt wiele w tej części nie uświadczymy. Pozostaje on w mieście i czytając raporty przyjaciela pracuje nad sprawą. W moim odczuciu wpłynęło to trochę niekorzystnie na książkę, bo pomimo tego, że narratorem jest Watson, to Sherlock jest postacią najbardziej interesującą w powieściach Doyle'a i jego nieobecność sprawia czytelnikowi zawód. Nie jestem amatorką Sherlocka - postać jak postać, nieco się wyróżnia, ale fanatyzm innych wielbicieli detektywa mnie nie owładnął i już raczej się to nie stanie.

Pod kątem kryminalnym mamy dość prostą intrygę, której rozwiązanie jednak nieco intryguje. Zagadka związana jest z grasującym po wrzosowiskach piekielnym psie. Choć nie spodziewałam się oczywiście żadnych elementów nadprzyrodzonych, przez sporą część książki zwierze jest owiane aurą tajemnicy i przerażenia, a w połączeniu z klimatem okolicy, w której umieszczono akcję dostajemy niezły klimat pełen mroku i niepokoju. Co kilka stron Watson wtrąca klimatyczne opisy otoczenia nie zapominając o skałach i mgle. To, oprócz samego psa chyba najbardziej zapadnie mi w pamięć po lekturze - owiane mgłą wrzosowe wzgórza Dartmoor. Nie powiem, bardzo mi ten klimat przypadł do gustu.

Jak już wspominałam, narratorem jest Watson, a w książce można znaleźć listy, które wysyłał do Sherlocka, jak też fragmenty jego dziennika. Lubię takie zabiegi, zawsze doceniam fakt, że monotonna, typowa narracja na chwilę przemienia się we wpis.

Oprócz dwóch stałych bohaterów powieści Doyle'a pojawiają się postaci poboczne, jednak mimo ich nie najgorszej kreacji nie zaciekawiły mnie zasadniczo. Pojawiło się kilka dam, kilku dżentelmenów i kilka zwierzaków. Tak jestem w stanie scharakteryzować grono bohaterów.

Styl Doyle'a opornie mi wchodził. Nie przywykłam do niego w czasie czytania Studium w szkarłacie i teraz też czytałam bez większych zachwytów nad językiem, a i momentami powieść mnie męczyła. Jeżeli nie czytam fantasy, to sięgam po kryminał, I zdecydowanie, po lekturze Psa Baskerville'ów stwierdzam, że wolę ten współczesny. Oczywiście doceniam twórczość Doyle'a i biorę pod uwagę to, że książkę napisano w ubiegłym stuleciu, a i tłumaczenie wpływa na język. Ale Sherlock to chyba nie moja bajka. Nie twierdzę, że do niego nigdy nie wrócę, bo mój gust literacki bywa kapryśny, ale na razie na jednowątkowe kryminaliki z innej epoki szkoda mi czasu.

Moja ocena: 6,5/10

Autor: Arthur Conan Doyle
Wydawnictwo: Rea
Ilość stron: 261
Rok wydania: 1902 (oryginał), 2009 (to wydanie w Polsce)

Przeczytane w ramach wyzwania: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: + 1,3 cm

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.