7 marca 2015

Siedlisko


Z niewiadomych mi powodów literatura polska w niektórych kręgach nie cieszy się powodzeniem. Dlaczego to? Czy polski autor to jakieś wynaturzenie wśród pisarzy, które należy omijać szerokim łukiem? Hybryda? Mutant? Odmieniec? Jak dla mnie pisarz, jak każdy inny. Umie stworzyć fabułę (zazwyczaj) i nie ma większych problemów z kreacją bohaterów. A noga powinąć się może każdemu - zarówno naszemu rodakowi, jak i zagranicznej literackiej sławie. Dlatego nie rozumiem podejścia typu "Książka wydaje się ciekawa, ale nie czytam polskich autorów". Ja od rodzimych pisarzy nie stronię i pomimo faktu, że nie raz już się przejechałam, przychodzę dzisiaj z recenzją książki, dzięki której odzyskałam wiarę w to, że niepozorne tytuły mogą wywrzeć na czytelniku niesamowite wrażenie. Co więcej, mowa o powieści napisanej przez dwóch polaków, co dodatkowo napawa nie małym optymizmem.

Nie do końca jestem pewna, czy moja euforia po trochu nie wynika z faktu, że od dawna nie udało mi się skończyć żadnej książki. Ale skoro kilka ich porozpoczynałam i akurat w Siedlisko wkręciłam się najbardziej i dosłownie przepadłam, musi to coś znaczyć. Powieść autorstwa Roberta Cichowlasa i Kazimierza Kyrcza należy do gatunku literatury grozy. Dzięki książce tej uzmysłowiłam sobie specyfikę tego gatunku i zdałam sobie sprawę z jakich elementów musi się taka powieść składać, żeby zaliczyć ją do grona godnych polecenia.

Bohaterem Siedliska jest Dawid Przywłocki, aktor podrzędnej produkcji telewizyjnej Strefa i ojciec dwójki dzieci. Dawid jest niestety wdowcem, który musi zmagać się z mniej lub bardziej kłopotliwymi aspektami szarej rzeczywistości. Mężczyzna kupuje dom pod Krakowem specjalnie po to, żeby przychylić nieba dzieciakom, które straciły matkę. Niedługo po przeniesieniu się do nowej posiadłości, (uwaga, teraz będzie ta oryginalna fraza) zaczynają się wokół naszego bohatera dziać dziwne rzeczy.

Opis na okładce nie sugeruje niczego konkretnego poza połączeniem jeziora, tajemnicy z przeszłości i kilku zmor. Historia zaczyna się bardzo sprawnie, a już po kilku stronach stwierdzamy, że Dawida nie da się nie lubić. Bohater jest osobą, która stara się stawiać czoła codziennym problemom i wzbudza nasz szacunek próbami podołania obowiązkom samotnego ojca. W Siedlisku pojawiła się jeszcze jedna anomalia, przynajmniej jeżeli mówimy o odbiorzoe przeze mnie tej powieści. Sporą część tekstu zajmują sceny i sytuacje, w których Dawid musi użerać się z dzieciakami. Jak wiadomo, nie przepadam za wątkami w których główne role grają kilkuletnie szkraby, Tym razem było inaczej, bo dzieciaki swoimi pomysłami najzwyczajniej w świecie mnie bawiły. Ani trochę nie odczułam znużenia wątkiem opieki nad Monią i Krystkiem, ich zagrywkami czy czymkolwiek związanym z tą dwójką. Brawa dla autorów za stworzenie motywu posiadania dzieci, który nie doprowadzał mnie do białej gorączki.

W kwestii grozy - może nie stawały mi dęba włosy na karku, ale jednak wciągnąć się dałam, Konkretne sceny, w których czytelnik powinien się bać wyszły wiarygodnie. Tajemnica z przeszłości na pewno nie należała do wymyślonych na poczekaniu historyjek, w stosunku do których żywi się nadzieję, że "Ludzie to kupią". Kulminacja książki sprawiła, że z chęci dowiedzenia się, co będzie dalej, zerknęłam na fragmenty z kilku stron do przodu, czego zazwyczaj nie robię. Autorzy nie wrzucili do Siedliska zbędnych opisów, czy przydługawych fragmentów rozmyślań bohatera, według mnie wszystkiego jest w tym przypadku w wystarczającej ilości.

Kolejna pochwała należy się panu Robertowi i panu Kazimierzowi za styl. Lekki, bardzo przystępny, a mimo to urozmaicony i, z racji pisania w rodzimym języku, nieskalany nieporadnym tłumaczeniem. Za to uwielbiam polskie książki - stworzone w ojczystej mowie przez pisarzy, którzy znają się na rzeczy są ucztą literacką. 

Dzwoniła matka Marioli, stara klępa, kobieta która pałała do mnie sympatią równie wielką, jak niegdyś Hitler do niearyjskiej części swego narodu.

W Siedlisku przewija się kilku drugoplanowych bohaterów, wśród których najwięcej mojej sympatii zyskała Hania. Pozostałe postacie są poprawnie zarysowane i spełniają swoje role (czyli wkurzająca teściowa faktycznie jest wkurzająca i właściwie z chęcią trzasnęłabym tą kobietę). Brak tutaj postaci skomplikowanych charakterowo, ale nie chodzi o skomplikowane portrety psychologiczne, tylko o bohaterów, których będzie nam przykro, gdy coś się im stanie.

Siedlisko nie jest powieścią, która wnosi coś zasadniczego do dorobku literatury grozy, ale jest bardzo dobrą książką. Na początku bohaterowie zyskują naszą aprobatę, śledzimy ich losy, martwimy się, czy ich plany się powiodą, aby potem, w chwili, kiedy za ster chwytają siły nadprzyrodzone niepokoić się o los aktora i jego rodziny. Akcja nie męczy, ani przez chwilę nie miałam ochoty odłożyć książki, ale robiłam to tylko ze zmęczenia albo konieczności wyjścia na uczelnię. W Siedlisku można odnaleźć pewną dozę ambicji, jakie przelali na papier autorzy, dzięki czemu widać, że naprawdę przyłożyli się do jej napisania. Jako powieść rozrywkową, napawającą optymizmem w możliwości polskich autorów i nie odmóżdżającą gorąco polecam!

Moja ocena: 8/10

Autor: Robert Cichowlas, Kazimierz Kyrcz Jr
Wydawnictwo: Grass Hopper
Ilość stron: 444
Rok wydania 2009

Przeczytane do wyzwania: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
Cytat pochodzi z książki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.