25 lutego 2015

Letnie drzewo

Jak na powieść fantasy, tytuł tej książki jest wielce niepozorny. Przywodzi na myśl raczej powieść obyczajową, której akcja toczy się w jakimś ośrodku wypoczynkowym. A jak przedstawia się fabuła Letniego drzewa? Czy historia opisana w pierwszym tomie cyklu Fionavarski gobelin?

Postaciami grającymi pierwsze skrzypce są Dave, Kim, Jennifer, Paul i Kevin - piątka zwyczajnych studentów, które pewnego wieczoru podczas uczestnictwa w wykładzie sławnej osobistości zostają wciągnięci w niezwykłą przygodę. Prowadzący wykład Lorenzo Marcus tę piątkę postanawia po wcześniejszym ujawnieniu swoich planów zabrać do innego wymiaru - Fionavaru.

Zacznijmy od tego, że pewnie nie sięgnęłabym po tę serię, gdyby nie fakt, że na kiermaszu organizowanym przez bibliotekę dorwałam drugi tom tej trylogii. Opis z tyłu nie sugerował, że jestem w posiadaniu kontynuacji jakiejś książki, więc wygrzebałam z portfela całe dwa złote i zabrałam książkę do domu. Z początku planowałam czytać mając głęboko w poważaniu kolejność, bo i takie doświadczenie chciałabym mieć na koncie, poza tym w książce było streszczenie wydarzeń z poprzedniej części. Koniec końców okazało się, że mam możliwość pożyczenia pierwszego tomu i dzięki temu zapoznania się z historią od samego początku.

Piątka głównych bohaterów to całkiem sporo. A kiedy między tą piątką a innymi postaciami w książce zaczną zachodzić interakcje, musimy koncentrować się na lekturze w odpowiednim stopniu, żeby kolejne wydarzenia nie wyleciały nam całkiem z głowy. Kluczem do ułatwienia czytelnikowi zadania są "etykietki" - na przykład: "ta ruda", "ten w okularach", "ten, który nigdy nie rozstaje się ze swoim zeszytem". Oczywiście nie wszystko musi brzmieć tak dosłownie, dobrze gdy te charakterystyczne przymioty bohaterów są ładnie wplecione w narrację. Ja niestety nie mogłam z początku odnaleźć się wśród bohaterów, jedyne, co mi pomagało to wymieniane od czasu do czasu nazwiska postaci. Dopiero zbliżając się do połowy książki byłam w stanie konkretne imię przypisać do wykreowanej postaci. Koniec końców, w pamięci najbardziej zapadli mi Dave Martyniuk i Paul Shafner, ale nie z racji ich nietypowych charakterów, ale z powodu wydarzeń, które rozegrały się z ich udziałem. Postacią, któa przyciągnęła moją uwagę był też Aileron, syn króla Brenninu, wygnaniec owiany pewną tajemnicą. Na szczęście informacje o nim nie ograniczają się jedynie do wzmianek padających z ust innych bohaterów.

Guy Gavriel Kay pomógł, jak głosi opis z książki, Christopherowi Tolkienowi opracować Silmarillion. W Letnim drzewie natomiast widać pewne naleciałości twórczości Tolkiena. Nie wydawały mi się one zbyt silne, ponieważ nie znam jeszcze dobrze twórczości mistrza fantasy, choć kilka tytułów jest już za mną. Nie wskażę jakie to nawiązania zawarł autor w swojej powieści, bo wolałabym nie zdradzać szczegółów, jednak da się je zauważyć, choćby przeczytawszy wcześniej pierwszy tom Władcy pierścieni. Książka Gavriela Kaya jest jednak stylowo dużo lżejsza od powieści Tolkiena. Nie znaczy to, że język jest przystępniejszy. Wydaje mi się, że w tym momencie zawiniło tłumaczenie, bo książkę czyta się dosyć ciężko. Chwilami zdarzało mi się po przeczytaniu strony nie pamiętać kto do kogo i o czym prawił. Musiałam się wracać i pobieżnie czytać linijki, na których przepadła moja koncentracja.

Istnieją postępki uczynione w dobrym czy złym celu, które tak dalece wykraczają poza granice normalnego zachowania, iż samo przyjęcie ich do wiadomości zmusza nas do odmiennego pojmowania rzeczywistości.

Co do fabuły nie mam większych zastrzeżeń, albowiem Letnie drzewo określiłabym mianem klasycznego fantasy, Krasnoludy, magiczne kamienie, obowiązkowa mapka z wielkim lasem i krainami o nietypowych nazwach oraz król i jakiś wygnaniec. Do tego dodajmy panteon bóstw, które zostały nieco zbyt słabo nakreślone i o których z chęcią dowiedziałabym się więcej. Przywykłam do tego, żeby w powieściach fantasy oczekiwać jak najdokładniejszego wyjaśniania wszystkiego. Kto od kogo pochodzi, kto kogo zdradził i dlaczego oraz kto z kogo został zrodzony, mianowany, wygnany... Tutaj te informacje są, ale moim zdaniem zbytnio uszczuplone, co nie pozwalało mi wystarczająco mocno cieszyć się lekturą bez namnażających się pytań. Na lekką naganę zasługuje też powód, dla którego piątka głównych bohaterów przeniosła się do Fionavaru. Przychodzi obcy koleś i zaprasza na dwa tygodnie pobytu w innym wymiarze. W sumie czemu nie, bo kto zauważy nieobecność zgranej paczki przyjaciół w realnym świecie? Oczywiście nic nie dzieje się za sprawą pstryknięcia palcami, bohaterowie podejmują pewne procesy myślowe, co nie zmienia faktu, że ich transfer wydaje mi się za słabo umotywowany.

Bardzo spodobał mi się motyw tytułowego Letniego drzewa. Wcześniej z czymś takim w fantasy się nie spotkałam i muszę przyznać, że fragmenty dotyczące tego wątku czytałam z ogromnym zainteresowaniem. Inne pomysły autora, które przypadły mi do gustu nie były tak pionierskie i kojarzyłam je z innymi powieściami, które miałam okazję czytać.

Świadomość zbliżjącej się śmierci może przybrać wiele postaci, zstępując jak błogosławieństwo lub wyłaniając się nagle niczym przerażająca zjawa. Może ciąć jak nóż powietrze lub zawołać jak doskonała kochanka.

Nie brak w książce intryg, przygód i typowej dla klasycznego fantasy wojny między siłami dobra i zła/jasności i mroku. Postacie nie są wykreowane zbyt ambitnie, ale mają pewne przeszłe doświadczenia, które przekładają się na ich działania i charakter. Natomiast bohaterowie pełniący konkretne role (król, mag, kapłanka) posiadają charakterystyczne dla siebie przymioty. Szkoda, że nie do końca mnie ta powieść zachwyciła, choć nie uważam, żeby czas na jej przeczytanie był czasem zmarnowanym. Zastanawiam się, czy kiedyś taka mieszanka typowych elementów fantasy mnie znudzi i będę poszukiwała czegoś więcej.

Moja ocena: 6/10

Autor: Guy Gavriel Kay
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 390
Rok wydania: 1984 (oryginał), 1995 (w Polsce)

Cykl Fionavarski Gobelin:
1. Letnie drzewo
2. Wędrujący ogień
3. Najmroczniejsza droga

Przeczytane w ramach wyzwania: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,4 cm)
Cytaty zapisane kursywą pochodzą z książki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.