21 listopada 2014

Igrzyska śmierci


Zbliża się premiera pierwszej części Kosogłosa, a co za tym idzie, znajdziemy się o krok bliżej ostatecznego zakończenia przygód Katniss Everdeen. Ja sama lekturę trylogii od Suzanne Collins mam dawno za sobą, ale ostatnio coś mnie tknęło, żeby przypomnieć sobie historię zwykłej dziewczyny, która trafiła w sam środek brutalnej gry toczonej przez prezydenta Snowa - naczelnego urzędnika w uciskającym i wyzyskującym dwanaście dystryktów Kapitolu. 

Muszę przyznać, że obawiałam się z lekka ponownego czytania Igrzysk śmierci. Od chwili, kiedy poznałam tę historię zmieniłam się i nie chciałam psuć sobie w głowie idealnego obrazu niezwykłej historii stworzonej przez panią Collins. Co więcej, po trzykrotnym obejrzeniu filmu doskonale pamiętałam kolejne wydarzenia i mogłam się w każdej chwili zastopować z lekturą odkładając ją ponownie na półkę. Czytać zaczęłam w miniony weekend, a dziś przybywam z recenzją, więc ostatni z moich małych koszmarków się nie ziścił...

Katniss Everdeen pochodzi z najbiedniejszego dystryktu państwa Panem. W "Dwunastce" nigdy się nie przelewało, a w dodatku jest to rejon górniczy, który większość ze zgromadzonych zapasów węgla musi oddawać panującemu i wyzyskującemu wszystkie dystrykty Kapitolowi. Coroczne dożynki są świętem upamiętniającym zdobycie władzy przez Kapitol. W związku z tym z każdego dystryktu do gry prowadzonej ku uciesze najbogatszych mieszkańców zostaje wybrana jedna dziewczyna i jeden chłopak w wieku od 12 do 18 lat. Zwycięzca może być tylko jeden, a co gorsza, żywy również może pozostać tylko jeden zawodnik. Lub zawodniczka.

Suzanne Collins postarała się o stworzenie niesamowicie brutalnego świata. Biedota uciskana przez bogaty i dobrze uzbrojony Kapitol nie ma innego wyjścia, jak tylko poddać się jego wyzyskowi. Mieszkańcy dystryktów nie mają ze sobą kontaktu, w każdym z tych rejonów porządku pilnują mniej lub bardziej rygorystyczni strażnicy. Dla totalnej manifestacji kapitolańskiej siły i podkreślenia bezsilności, na jaką skazani są mieszkańcy dystryktów odbywają się Głodowe Igrzyska.

Głównymi bohaterami są Katniss i Peeta, choć to dziewczyna jest narratorką powieści i zdecydowanie ona skupia najwięcej uwagi czytelnika. Mieszkanka najbiedniejszego rejonu Panem w nietypowych okolicznościach zostaje trybutką i trafia na arenę Głodowych igrzysk. Nie wiem, czy już kiedyś o tym wspominałam, ale Katniss to jedna z moich ulubionych żeńskich postaci literackich i wakat ten utrzymuje od kilku lat. Jest żywicielką swojej rodziny składającej się pogrążonej po stracie męża matki i uzdolnionej medycznie siostry Prim. Polując ze swoim towarzyszem Galem ćwiczy umiejętności w chwytaniu zwierzyny i wycisza się na łonie natury. Gdy trafia do ośrodka przygotowującego trybutów do wyjścia na arenę zalicza masę potknięć i wtop, w czym możemy dostrzec jej nie idealność. I wiem, że już nie raz te frazesy padały w recenzjach wielu książek z gatunku dystopii, ale Katniss to naprawdę bohaterka inna niż wszystkie. Zdecydowana, nie zwracająca uwagi na to, co myśli o niej widownia, sprytna i odważna. Nie wiem, czy ktokolwiek byłby w stanie znieść tyle, ile ona. 

Specyficzny styl pani Collins jest łatwy w odbiorze. Chciałabym kiedyś pisać tak, jak autorka Igrzysk śmierci. Narracja jest prowadzona w czasie teraźniejszym, a nawet na chwilę lektura nie traci na płynności i lekkości. Zwróciłam uwagę na to, że w książce jest dość mało dialogów, a mimo to czyta się ją błyskawicznie. Katniss jako narratorka ukazuje nam realia Kapitolu i areny własnymi oczami, dzięki czemu możemy doświadczyć całej gamy różnorodnych uczuć. Radość pojawia się najrzadziej, a gdy już, to zawsze przyćmiona gniewem skierowanym na bezwzględne decyzje i zagrywki Kapitolu. Przy czytaniu Igrzysk śmierci byłam chwilami na granicy płaczu, a to już bardzo wiele, bo zwykle się nie wzruszam. Wyobraźnia Collins również zachwyca i przeraża. Nie szczędzi nam ona krwawych scen, wymyślnych utrudnień i przeszkód, jakie spotykają trybutów. Wątek miłosny ma nietypowy charakter, bo jest tak jakby... narzucony. Nie jest to kwestia nieumiejętności pisarskich pani Collins, po prostu naszych bohaterów zmusza do tego sytuacja. Jednak ja odbieram ten wątek jako zapoczątkowanie czegoś szczególnego. Dzieje się tak pewnie dlatego, że znam dalsze losy bohaterów i pomimo tego, że w Igrzyskach śmierci "zakochanych" łączy nietypowa relacja, to w dalszych częściach ulega ona ewolucji.

Już po raz drugi jestem pod ogromnym wrażeniem świata Panem. Autorka serwuje wiele nieprzewidywalnych zwrotów akcji. Nie raz miałam ochotę wejść do książki i udusić gołymi rękami niektórych bohaterów, którzy tak bardzo wszystko komplikowali. Obserwowałam początki przemian Katniss, która stopniowo przemieniała się z przegranej na starcie trybutki w dziewczynę, która jednak ma szansę wygrać Głodowe igrzyska, coś tym udowodnić, ale ponieść za to niesamowitą cenę.

Igrzyska śmierci naturalnie polecam. Ta książka daje do myślenia, pokazuje jak okrutny może być ucisk totalitarnej, wyzyskującej władzy i że jednostka jednak może w jakiś sposób z tym systemem walczyć. Toż to Collins opisuje aż Siedemdziesiąte czwarte Głodowe igrzyska. Szmat czasu, a nadziei na zmiany nie widać, albo jest ona naprawdę nikła i nikt w nią nie wierzy. Przychodzi mi w tym miejscu do głowy tekst piosenki, do które tutaj znajdziecie LINK, a słowa brzmią tak:

System się nie zmienia, system jest ten sam
System nas dzieli, system budzi strach
System to władza, system dla niej trwa
System się nie zmienia, system jest ten sam

Masa uczuć, niesamowite zwroty akcji, cudowni bohaterowie, brutalne zagrywki i wciągająca fabuła nie pozwalają od tak odłożyć tej książki, nawet przy drugim jej czytaniu i kilkukrotnym obejrzeniu ekranizacji. A z doświadczenia wiem, że nawet w kwestii czytania jestem leniem i nie zawsze mam ochotę od tak machnąć sobie jakąś książkę, tym bardziej z dobrze znaną mi treścią...

Moja ocena: 9/10

Autor: Suzanne Collins
Wydawnictwo: Media rodzina
Ilość stron: 351
Rok wydania: 2008 (za granicą), 2009 (w Polsce)

Trylogia Igrzyska śmierci:
1. Igrzyska śmierci
2. W pierścieniu ognia
3. Kosogłos

Przeczytane do wyzwań: Dystopia 2014, Grunt, to okładka, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,3 cm)

13 komentarzy:

  1. Czytałam - książka mi się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Według mnie jest to najlepsza seria dystopijna, jaką czytałam. Lepsza niż Niezgodna. Nie mogę się doczekać ekranizacji "Kosogłosa" :)
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwsza część w mojej ocenie jest najlepszą częścią, później niestety jest coraz gorzej, ale nadal bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszą część mam za sobą, ale z jakiegoś powodu drugi tom mnie nie przyciąga do siebie tak, jakby sobie tego życzyła... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli chodzi o mnie, to na razie nie zamierzam ponownie czytać od początku Igrzyska, ale pewnie w przyszłości do jej lektury powrócę. Odnośnie bohaterów, to polemizowałabym z tym, iż Peeta należy do głównych bohaterów pierwszej części. To raczej Katniss przoduje i to chyba w każdej części (powiedzmy, że z wyjątkiem „W pierścieniu ognia”). Bohaterka ta jest też moją ulubioną (mogłaś to przeczytać w mojej recenzji „Kosogłosa”) i w tym momencie zajmuje pierwsze miejsce w moim serduchu. Chyba właśnie przez te swoje wady jest wyjątkowa. Ten opisany przez Ciebie wątek miłosny… Jakoś nie jest to typowy wątek, bo jednostronny (przecież Katniss udawała, by zadowolić publikę) W filmie ukazali to jakoby Katniss naprawdę coś do niego czuła (w IŚ od początku wiemy, że ona gra…).
    Rzeczywiście tekst piosenki idealnie to odzwierciedla. Ja od wczoraj nie mogę przestać słuchać „The hanging tree” w wykonaniu Jennifer Laurence :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo chcę przeczytać tą książkę. Choć tak samo, jak w Twoim przypadku, trochę się boję, że mam za duże wymagania. Słyszę zewsząd, że to 'najlepsza', 'super', 'ekstra' lektura. Ale jak będzie? zobaczę ;D

    P.S. Bardzo podoba mi się zmiana grafiki, dawno mnie nie było, ale jest bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Igrzyska również mam w planach przeczytać ponownie, uwielbiam filmy, książki, jak dla doskonale się dopełniają. :) Pierwszy tom i drugi traktuje na równi, uwielbiam je, z trzecią książka jest trochę gorzej, jeszcze nie mam porównania do filmu. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja również będę musiała (znowu) przeczytać całą trylogię Igrzysk Śmierci, bo w pewien sposób stęskniłam się za tą całą akcją. Tak samo jak Ty lubię i szanuję Katniss za wszystko, gdyż mimo tak młodego wieku potrafiła pokazać, że wystarczy chcieć, by móc zapewnić bezpieczeństwo rodzinie, chociaż podczas trwania Igrzysk bywało różnie. A co do miłości głównych bohaterów to już się nie zgadza. Nie będę ci tego pisać tutaj, bo mogą tu jeszcze trafić osoby, które tego nie czytały, więc jak coś to możemy podyskutować na facebooku. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, zauważyłam już swoje błędne rozumowanie, co ciekawe, w czasie lektury doskonale zauważałam na czym polega miłość Katniss i Peety xD

      Usuń
  9. O Igrzyskach Śmierci już oczywiście rozmawiałyśmy, więc ponownie swojego zdania nie będę wyrażać :D twoja ocena jest bardzo wysoka, ja z pewnością dałabym odrobinę niższą. Ogólnie pierwszy raz zagłębiłam się w twoje recenzje i... bardzo podoba mi się twój styl :3.

    OdpowiedzUsuń
  10. Słuchałam audiobooka i bardzo mi się podobał. Zamierzam pewnego dnia kontynuować przygodę z tą serią. Aczkolwiek ekranizacje mnie nudzą.

    OdpowiedzUsuń
  11. Och, Igrzyska... Pamiętna Trylogia :) Jedna z moich ulubionych. Ma w sobie to coś, tę głębię.

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.