8 października 2014

Nie z dumą, nie ze smutkiem, ale z nostalgią...

Taki poetycki tytuł notki to ewenement w moim przypadku. A całościowo nagłówek tej recenzji miał brzmieć: Nie z dumą, nie ze smutkiem, ale z nostalgią - niestety dorosłam. Upływ czasu to rzecz nieubłagana i nie ma co się w tej kwestii spierać. Choćby nie wiem jak cudowne, lata beztroski mijają. Można zachować wspomnienia, można pisać dzienniki, żeby łatwiej było przywołać w pamięci dawne chwile radości, można robić zdjęcia, żeby uwiecznić najwspanialsze momenty... Można też czytać, A potem cofnąć się pamięcią kilka wiosen wstecz i spróbować sobie przypomnieć, po jakie książki się sięgało.



Cztery lata to sporo. I przez cztery lata może się wiele zmienić, W tym gust czytelniczy. I oto okazuje się, że seria, z którą szło się przez życie, z zniecierpliwieniem oczekiwało kolejnego tomu kończy się, Seria, której bohaterowie zaprzątały myśli jeszcze długo po lekturze. Seria, której fabuła osadzona w wyimaginowanym miasteczku w Texasie zaskakiwała nawet w późniejszych tomach. Autorka, która stworzyła postaci wywołujące śmiech, irytację, radość, złość i smutek. Autorka, która przez jedenaście tomów potrafiła utrzymać godny poziom. A w opozycji, niestety, ja, czytelnik, który z ogromnym żalem w sercu zorientował się, że jego ubóstwiana seria nie wywołuje już takich emocji. A w szczególności ostatni jej tom, który bądź co bądź, winien być wspaniałym zwieńczeniem przygód czwórki bohaterów. Dla niewtajemniczonych dopiszę, że rozchodzi się o książkę pod tytułem:

Wampiry z Morganville - Tom 11 i ostatni: Światło dnia


Po czterech latach wyczekiwania na kolejne części stało się - jestem p  lekturze ostatniego tomu. Towarzyszą mi mieszane uczucia, choć świadoma jestem ich źródła. Żeby nieco powrócić na zwyczajowy teren recenzyjny napiszę coś o fabule ostatniego tomu. Fundacja Świt wkroczyła do Morganville i zaczęła porządki z wampirami. Claire wróciła już do Morganville po krótkiej i nieudanej próbie studiów w Bostonie. Niestety nowe zarządzenia i zwierzchnictwo nie podobają wampirom i części ludu zamieszkującego Morganville. Shane tradycyjnie wpada w kłopoty i to za sprawą Fundacji świt, a Claire i jej ekipa muszą się zmierzyć z nowym, całkowicie ludzkim wrogiem.

Może nie jestem taką maszyną totalnej destrukcji i rzezi jak Shane, ale potrafię siać spustoszenie i zamęt, jak chcę...

Nie wiem, czy to tylko z powodu tak licznych tomów tej serii, czy też z racji mojego gustu... ten tom okazał się słabszy. Czytanie go nie było torturą, męką czy udręczeniem, ale zdarzały się cięższe momenty. I wydaje mi się, że po części z obu wcześniej wymienionych powodów tak jest. Miałam pewne obawy względem Światła dnia, ale pocieszałam się faktem, że poprzednia część przecież mnie zachwyciła i co więcej, pozostawiła po sobie lepsze wrażenie niż Gorycz krwi. Niemniej jednak ostatnio jako czytelniczka celowałam w fantasy i to pełnokrwiste fantasy, a seria o Morganville to jednak młodzieżówka. A ja niestety z literatury młodzieżowej wyrastam...

Nie twierdzę, że ta część była beznadziejna i nudna. Ale udało mi się chwilami wgryźć w tę lekturę tak, jak za dawnych czasów i nie zauważałam tego uroku i klimatu, który zawsze towarzyszył każdej części. Nadal były mordobicia, zagrożenie, komplikacje u zakochanych i można było zwrócić na coś uwagę, ale za chwilę spokojnie odłożyć książkę i wyjść z domu, nie zabierając jej ze sobą. Nie da się nie zauważyć, że Shane nie był już taki "shaneowaty" jak w poprzednich tomach. Nie da się nie zauważyć, że w pewnym momencie Claire pojechała z takim Macgyverem, że to się w głowie nie mieści. Nie da się zauważyć, że wampiry trochę złagodniały, a ich tropiciele to trochę marny zabieg z graniem na zwłokę...

Było kilka rzeczy bardziej przerazających niż nieleczony maniakalno-depresyjny wampir, ale szczerze mówiąc, nie tak znowu wiele.

Bywało i ciekawie. Wzmianka od dawnych czasach Myrnina, sam Myrnin no i wątki miłosne. Pewne rzeczy pozostają niezmienne i o ile nie lubię romantyzmu w powieściach, tak w serii od pani Caine chyba żaden "paring" mi nie przeszkadzał. Po raz kolejny spodobały mi się słowne potyczki i sarkastyczne dogryzanie, które tak cenię sobie w stylu autorki. Jest jeszcze jeden wątek, który mi się niesamowicie spodobał, albowiem mam tu na myśli kwestię Domu Glassów. To, co działo się w tym przypadku jakoś tak złapało mnie za serce i sprawiło, że wyrwało mi się takie zachwycone i nieco zauroczone "Oooooj".

Rachel Caine na końcu tego tomu znów prezentuje piosenki, które wspomagały jej wenę twórczą w czasie pisania. Zaczęłam sobie słuchać tych kawałków, a jak na razie moim faworytem jest Afetrlife Switchfoot i Can't play dead The Heavy. W dodatku, w posłowiu Rachel wymienia piosenki, z którymi mogłyby utożsamiać się główne postacie. Nie poznałam ich wszystkich, słucham dopiero, ale chciałam zwrócić uwagę na ten dodatek od autorki.

Z bardziej przyziemnych kwestii - tłumaczenie jest marne (chociażby w przypadku, w którym określono seksowne zachowanie jako "seksy") i to też mogło mi odebrać trochę radochy z lektury. Szkoda, że książka została skrzywdzona właśnie od tej strony. Liczę, że kiedyś będzie mi dane przeczytać choćby kilka części w oryginale.


Nie ukrywam lekkiego zawodu na tym tomie, ale wiem, że jest to też kwestia moich upodobań. Po martinowskiej twórczości dziwię się, gdy grono bohaterów nie zostaje drastycznie uszczuplone, a po zapoznaniu się z twórczością Tolkiena jestem wymagajćym pod kątem języka czytelnikiem. No i, koniec końców, za niecałe dwa tygodnie dwójka zastąpi jedynkę sprzodu mojego wieku. Poszukuję dojrzalszych powieści, a te, kierowane do młodzieży, nie spełniają wszystkich moich wymagań. Niemniej jednak pomimo obiecanek, że nie sięgnę już po książki dla nastolatków, na mojej półce czeka jeszcze kilka takich tytułów. Liczę, że uda mi się zdystansować do tych książek.

Lepiej zacznij liczyć swoich sojuszników. Doskonale wiem, że nie dojdziesz dalej, jak do środkowego palca.

Jest mi smutno z racji tego, że tak odebrałam tą książkę. Cztery lata spędziłam z tą serią i naprawdę ją kochałam. Ogromnie się cieszę, że wydawnictwo nie zrezygnowało w połowie z wydawania cyklu Wampiry z Morganville. Wydaje mi się, że ta seria to takie młodzieżowe zauroczenie, do którego zawsze będę miała sentyment. Z uśmiechem na twarzy żeganm Claire, Eve, Michaela, Shane'a, Myrnina, Oliviera, Amelie i Jesse. Seria spod pióra Rachel Caine jest serią godną polecenia, dobrą i niestendardową jak na historie o krwiopijcach powieść. Tutaj ludzkie pozostaje ludzkie, a wampiry od pierwszych stron Przeklętego domu po ostatnie strony Światła dnia sprawują władzę w Morganville. Autorka wykreowała grono bohaterów po przejściach i potrafiła zainteresować czytelnika. Ostatni tom nie do końca jej wyszedł, ale mój punkt widzenia mógł nieco spatrzyć wcześniej wspomniany gust czytelniczy. Dlatego biję zasłóżone pokłony dla Rachel Caine za to, że pokazała klasę i popisała się umiejętnościami pisarskimi.



Tak, teraz jest ten moment w którym wszyscy bohaterowie podnoszą ręce i machają na pożegnanie, a w tle leci jakaś nostalgiczna, nieco wzrószająca muzyczka. Szacun, że przeżyliście, ekipo z Domu Glassów!

Moja ocena: 7,5/10

Autor: Rachel Caine
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 330
Rok wydania: 2013 (oryginał), 2014 (w Polsce)

Seria Wampiry z Morganville (w Polskim wydaniu):
1. Księga 1: Przeklęty dom, Bal umarłych dziewczyn
2. Księga 2: Nocna Aleja, Maskarada Szaleńców
3. Księga 3: Pan ciemności, Godzina łowów
4. Księga 4: Rozwiane cienie, Pocałunek śmierci
5. Księga 5: Miasto widmo
6. Księga 6: Pojedynek
7. Księga 7: Ostatni pocałunek
8. Księga 8: Czarny świt
9. Księga 9: Gorycz krwi
10. Księga 10: Wyjazd z Morganville
11. Księga 11 i ostatnia: Światło dnia

Ode mnie:
Najlepsza część serii: prawie każda
Najsłabsza część serii: Gorycz krwi, Światło dnia
Najlepsza okładka serii: 1 i 10 księga ;)

Książka przeczytana w ramach wyzwania Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: + 2,0 cm. Cytaty pochodzą z książki, a obrazki z internetu poza zdjęciem całej serii.

7 komentarzy:

  1. Szczerze mówić to znam tylko tom pierwszy tej serii i muszę powiedzieć, że jakoś nie specjalnie zachęcił mnie do zapoznania się z pozostałymi :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do tej serii, ale rozumiem Twój post pod względem zmian w nas samych. Z niektórych książek się po prostu wyrasta, inne na zawsze z nami pozostają, bo są na tyle w formie i treści uniwersalne.

    Po tę serię raczej nie sięgnę, choć wiem, że szkic fabuły pewnie by mi się spodobał, ale tak jak Ty, z niektórych młodzieżówek po prostu już wyrosłam czy wyrastam.

    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  3. To właśnie tak jest - wraz z wychodzeniem kolejnych tomów serii, my też dorastamy. Tak więc miałaś prawo być zawiedziona, bo po prostu masz już bardziej wyrobiony gust niż kilka lat temu. Ja też teraz sięgam po książki, które trzy lata temu uwielbiałam, a teraz ledwo mogę je przełknąć. Zatem nie przejmuj się, nie jesteś w tym osamotniona :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No.. nie. Jedna z nielicznych serii, która odrzuciła mnie po jednym tomie tak bardzo, że nie miałam ochoty dawać szansy kolejnym. I nie dałam. No nie i już. Postacie mnie niesamowicie irytowały, fabuła i realia wydawały się naciągane.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, gratuluję wytrwałości w czytaniu tak długiej serii :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze nie czytałam tej serii, ale jakoś mnie do niej nie ciągnie. :)
    A co do Twoich odczuć to miałam już wrażenie, że wyrastam z młodzieżówek przy Wiernej, ale to była zmyłka mego umysłu. On jest naprawdę dziwny. O__u

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja mam za sobą dopiero pierwszy tom... W sumie to i ten pierwszy muszę sobie przypomnieć, bo to było szmat czasu temu ;)
    Z jednej strony szkoda, że kończy się coś co się lubi, ale z drugiej dobrze, bo przeciąganie na siłę może ją zniszczyć.

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.