25 października 2014

Naznaczeni błękitem - Księga 1


Polscy pisarze fantastyki nie raz mnie już zaskoczyli. Lubię sięgać po książki z naszego podwórka nie oszpecone przez tłumaczenia, nawet jeśli tłumaczem była osoba kompetentna i znająca się dobrze, na swoim fachu. Zachęcona pozytywnymi doświadczeniami sięgam często w ciemno po powieści naszych pisarzy i do tej pory zaliczyłam nie wiele wtop. Zapoznanie się z Naznaczonymi błękitem zaliczam do bardziej, czy mnie udanych przygód?

Chyba właśnie dostałam odpowiedź na postawione sobie wyżej pytanie. Może nie całkowitą, ale mimo to... Nie wiem, od czego zacząć recenzję. Nie wiem, na co zwrócić uwagę, nie wiem też, czy bohaterowie pozostaną w mojej pamięci na dłużej, niż miesiąc. Bohaterowie, czyli...

Biały Róg i Koziołek, o których czytamy w pierwszym rozdziale. Autorka przedstawia go jako syna gospodarza, który obdarzony wielkim talentem ma szansę na karierę w Kręgu, ale woli paść kozy. Akurat jego historia spodobała mi się i czytało się naprawdę ciekawie. Polubiłam Białego Roga i doceniłam jego troskę o młodszego brata. W tej części książki pojawia się poważne zagrożenie, które wprowadza element niepewności i jakiegoś takiego mroku do powieści.
Gdy natomiast autorka skupia naszą uwagę na losach Kamyka, niesłyszącego Tkacza Iluzji, tempo akcji i zainteresowanie czytelnika spada...

Moim zdaniem powieść pani Białołęckiej nie jest zła. Nie było wielkiego zgrzytania zębami, tylko... tylko nuda. Łapałam się na tym, że zdarzało mi się przeczytać całą stronę, nie wiedzieć, jakie informacje były na niej zawarte i... bez skrupułów czytać dalej. Liczyłam na to, że pojawienie się smoka, Pożeracza Chmur coś zmieni. Ale niestety, wariacja na temat smoków pani Białołęckiej do mnie nie przemówiła. Smoki kojarzą się z potęgą, siłą, mądrością, ogniem... A Pożeracz Chmur to taki wielki koto-pies. I ma skrzydła i wykluł się z jaja, więc to czyni go smokiem. Fakt faktem, chwilami jego niezdarność jest urocza, głupota też, ale do pewnego momentu.

Coś mi się jednak spodobało w tej książce. Kiedy Kamyk zaczyna pokaz swojego talentu. Jest to fajnie opisane i faktycznie wzbudza ciekawość czytelnika. Szkoda, że Kamyk nie używa zbyt często swoich nietypowych umiejętności. Stykamy się z nimi w czasie, gdy bohater... śpi. Jego sny stają się wtedy projekcją wyświetlającą się nad jego ciałem. Nie powiem, sama chciałabym mieć taki patent, wtedy pewnie nagrywałabym filmy z tego... jak sypiam.

Końcówka książki niestety mnie nie zachwyciła. Przez ostatni około trzydzieści stron miałam wrażenie, że akcja zmierza do... nikąd. I faktycznie tak było. Pierwszy tom Naznaczonych błękitem kończy się luźnymi zapiskami Kamyka z uzupełnieniem jakiś wstawek narratorskich. Gdyby nie końcówka, milej wspominałabym lekturę.

Autorka wplotła w swoją powieść motyw niepełnosprawności, bo Kamyk jest chłopcem niesłyszącym. Dzięki Pożeraczowi Chmur nasz bohater zyskuje dostęp do świata dźwięków, ale... Ale mimo to nie jest to czynnik budzący we mnie zachwyt, czy wzruszenie. Może, gdyby ta strona została lepiej wyeksponowana, wszystko wypadło by lepiej?

Mój powyższy wywód może jakoś specjalnie do lektury nie zachęca, ale jeżeli chcecie zrelaksować się przy czymś niewymagającym, to mogę w takim razie polecić Naznaczonych błękitem. Plusem jest, że nie poszukiwałam epickości w tej historii i może właśnie taka miała być. Historia Kamyka jest lekką powiastką, która jest skierowana do młodzieży. Nie powala na kolana, pomimo sugerującego wyjątkowych bohaterów tytułu. Sam motyw Naznaczonych błękitem ogranicza się do epizodycznych fragmentów z udziałem magów, których charakterystycznym elementem ubioru jest niebieska szarfa. Najpewniej dam szansę kontynuacji, ale w dalekiej przyszłości. Albo, gdy znajdę na promocji...?

Moja ocena: 6/10

Autor: Ewa Białołęcka
Wydawnictwo: Fabryka słów
Ilość stron: 495
Rok wydania: 2012

Do wyzwań: Fantastyczna Polska, Grunt, to okładka, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 3,1 cm)

9 komentarzy:

  1. Nie słyszałam nigdy o tej książce, ale widzę, że szału wielkiego nie ma, zatem jednak spasuje, tym bardziej, że obecnie wolę kryminały i obyczajówki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam ochotę na tę książkę, ale nudy nie znoszę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda na to, że nie warto jednak jej czytać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie od tej pozycji niestety odstraszyłaś i póki co raczej będę ją omijać.

    OdpowiedzUsuń
  5. O ile Tkacz iluzji, czyli pierwowzór tej książki mnie zachwycił, o tyle jakoś nie widzę sensu w rozwijaniu tego do gabarytów powieści, co Białołęcka tak zgrabnie wplotła w opowiadania. Późniejsze tomy też nie oczarowały, tu ewidentnie się sprawdza powiedzenie, że czasem mniej, znaczy więcej :)

    Po za tym okładka jest okropna :)

    (zbiór opowiadań Tkacz iluzji, kilka lat później został rozwinięty w dwutomową powieść Naznaczeni błękitem)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czuję się zachęcona głównie tym, że to książka dla kogoś niewymagającego, ot taka opowiastka, jak piszesz. Mam zaczęte kilka serii, które do takich należą, a i tak wydaje mi się, że są na wyższym poziomie i to na nich się skupię :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam takie okładki, ale czy książka jest warta uwagi? Po Twoim opisie niestety stwierdzam, że nie... Nie chcę jej od razu skreślać, ale mam dość nudnych lektur.

    OdpowiedzUsuń
  8. Coraz chętniej pozwalam zagościć polskim pisarzom w mojej biblioteczce, jednak na fantastykę miejsca tutaj nie ma...poza tym na pierwszy rzut oka okładka nie zachęca do zapoznania się w wnętrzem książki...

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakoś opinia mnie nie zachęca do zapoznania się z książką. :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.