23 sierpnia 2014

World War Z


Czasem ludzka natura jednak mnie przeraża. W dodatku, co gorsza, moja natura przeraża mnie do tego stopnia, że sama się czasem zastanawiam, co z moją psychiką jest nie tak. Pomimo przesłanek z zewnątrz coraz częściej dochodzę jednak do wniosku, że nic. Jednak na pierwszy rzut oka obiekt fascynacji mój jak też autorów piszących o zombie apokalipsach jest w dość dużym stopniu odstręczający.

Co takiego jest w zombie? Przecież to żywe trupy. Niektórym ludziom na myśl o samych zwłokach robi się niedobrze. Co wrażliwsi mdleją. A tu okazuje się, że po drugiej stronie barykady są osobistości zafascynowane zwłokami, które postanowiły sobie ożyć. Co więcej, za cel swojej pośmiertnej egzystencji (to brzmi jak oksymoron...) obrały sobie polowanie na swoją formę sprzed zgonu - człowieka. A ja nadal się zastanawiam, co w nich fascynującego. Śmierdzą padliną. Wpieprzają jelita z zawartością jak spaghetti (jak komuś obrzydziłam tę potrawę, to przepraszam). Zazwyczaj ich cera nie wygląda jak ta z twarzy panny młodej po miesiącu miodowym na Wyspach Kanaryjskich. Martwy wzrok, rozchylone, zawsze gotowe na przyjęcie ciepłego ludzkiego ciała usta i rozczochrane kłaki. Do rozmownych też nie należą.

Większość ludzi nie wierzy, że coś może ich spotkać, dopóki sami nie staną oko w oko z problemem.

Tematem zombie apokalipsy z głównym udziałem wyżej opisanego gatunku zajął się autor Max Brooks. Pomimo tego, że nie czytałam wcześniej książek o umarlakach (tych konkretnych umarlakach) spodziewałam się czegoś nieco innego, niż otrzymałam. Pewna byłam, że przede mną książka traktującą o losach grupki ludzi zmagających się z codziennością w świecie opanowanym przez zombie. Jednak dopisek na pierwszej stronie książki, że jest to powieść o wojnie Z w relacjach świadków już nieco naprowadził mnie na to, z czym przyszło mi obcować.

Max Brooks wybrał ciekawą formę dla swojej powieści i za to należą mu się brawa. Stworzył bardzo szeroką gamę postaci, będących świadkami, weteranami, poszkodowanymi w wojnie z zombie. Zebranie wypowiedzi na ponad pięciuset stronach okazało się nie lata wyzwaniem moim zdaniem. Bo każdy fragment, każdy monolog, to inna historia, inna postać, inna osobowość.

Owszem, spotkałam się wcześniej z reportażem, ale nie w powieści beletrystycznej. Z początku trochę się obawiałam, że jednak mnie nie wciągnie, że znów odłożę książkę na rok (jak to miewam w zwyczaju). Pierwsze rozdziały na kolana nie powalają i budzą pewien niepokój co do tego, czy lektura rzeczywiście warta jest poświęconego na nią czasu. Nie zauważyłam jednak, kiedy tak naprawdę zaskoczyłam...

Nie wiem, czy wielkie czasy tworzą wielkich ludzi, ale w ich unicestwianiu są naprawdę doskonałe.

Gdy już wgryzłam się w książkę (tak zupełnie po około 70ciu stronach) to przepadłam. Jeszcze jeden fragment, jeszcze kawałek, do następnego pytania... Tak się usprawiedliwiałam, siedząc z nosem w lekturze. Przeżywałam niesamowicie historie opowiadane przez żołnierzy walczących w Wojnie Z. Również chciałabym zwrócić uwagę, że to właśnie ich relacje okazały się najciekawsze. Były pełne emocji, świetnych opisów walk, wciągające. Warto też zwrócić uwagę, że autor nie sprzedaje nam taniej historii o zombie, które opanowały świat i tak po prostu trzeba im poucinać łby. Postarała się stworzyć kilka aspektów, które wyróżniają tę historię i zwracają uwagę. Mowa tu o quislingach (ludziach, którzy nie umarli, ale udawali zombie tak dobrze, że żołnierze nie potrafili ich odróżnić od prawdziwych Zaków), Palanxie (specyfiku stworzonym na początku Wielkiej paniki, jeszcze przed regularną wojną o... ciekawym działaniu) oraz planie Redekera (o czym niestety dowiedziałam się za mało, a strategia ta okazała się wielce kontrowersyjna).

Oczywiście, nie wszystko jest w World War Z jest idealne. Już wspominałam o trochę opornych początkach. W dodatku autor przed każdym wywiadem umieszcza krótki opis dotyczący okoliczności wywiadu i jakieś wzmianki o osobie, z którą ten wywiad przeprowadza. Moim zdaniem trochę zbyt oględnie przedstawia on postacie, czasem nie wiedziałam, czy czytałam relację wojskowego, czy kogoś z przykładowo policji albo po prostu cywila. Czasem orientowałam się dopiero po kilku stronach wywiadu. Jeszcze jedną małą skazą jest fakt, że nie wiadomo, kiedy dokładnie według Autora toczyła się Wojna Z. Wiemy tylko, że trwała dekadę i dekadę

Całość przedstawia się bardzo zadowalająco. Książkę czytało mi się świetnie, poczułam dreszczyk emocji, przejęłam się niebepieczeństwem, z którym musiały się zmagać wojska z całego świata, nawet mam kilku ulubionych rozmówców, z którymi wywiady czytałam z zapartym tchem.

Fanom zombie, apokalipsy i dystopii polecam, bo Brooks przedstawia w ciekawy sposób wojnę w ciężkich, niepewnych czasach. Ukazuje wartości, które najbardziej się liczą dla obywateli z poszczególnych krajów (bo wywiady są prowadzone z Amerykanami, Japończykami i kilkoma innymi narodowościami). Potrafi w zwykłej relacji przekazać wiele ważnych aspektów wojny z zombie. Chwilami budzi w czytelniku współczucie, przejęcie i złość. Nie ma tutaj regularnej fabuły z pełnym napięcia finałem na ostatnich kartach, bo o zakończeniu wojny pojawiają się wzmianki już na samym początku książki. Zdecydowanie nie żałuję tej lektury, bo rozbudziła we mnie zamiłowanie do książek o zombie apokalipsie i walce z żywymi trupami.

Moja ocena: 8/10

Do wyzwań: Z półki, Dystopia 2014, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 4 cm)

Autor: Max Brooks
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 538
Rok wydania: 2006 (za granicą), 2013 (w Polsce)

15 komentarzy:

  1. Hahahaha, geniuszu, drugi akapit na temat zombie wyszedł Ci rewelacyjnie! :D

    Czy na podstawie tej książki nie powstał przypadkiem film z Bredem Pittem w roli głównej? Bo chyba go oglądałam. :) Całkiem mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...jednak powstał - właśnie obejrzałam uważniej okładkę książki i jest tam o tym wzmianka. :)

      Usuń
  2. A tyle co się zastanawiałam, czy po nią sięgnę! Już trochę minęło od wydania, ale ja zawsze jestem do tyłu, wolę usłyszeć recenzje nim sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No ja za zombie w literaturze nie przepadam niestety. Ale mam w domu "Ciepłe ciała" - może kiedyś się przełamię. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ja uwielbiam zombie. Wyczekuję dnia, aż ludzkość załapie taki wirus i będę mogła spokojnie rozwalać każdemu łeb. Wiem, że mam dość dziwne marzenia, ale to wszystko przez te ksiażki, filmy i gry o zombie. Co do recenzowanej przez Ciebie ksiażki to jej nie przeczytałam, ale obwejrzałam na jej podstawie i muszę powiedzieć, że był bardzo, ale to bardzo dobry. Już nie moge doczekać sie aż obejrzę ksiażkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Film widziałam i nawet mi się spodobał, ale książki nie miałam okazji poznać. Muszę to nadrobić ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. O, widzisz, mnie ta książka kompletnie się nie spodobała. Zdała mi się wprost tragiczna.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie lubię dystopii ani zombie, ale w sumie kiedyś bym chciała przeczytać jakąś dystopię, która by mi się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oglądałam film i te zombie z padaczką do mnie nie przemówiły, to była raczej parodia. Ale książkę i tak pewnie przeczytam, bo lubię zombie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oglądałam film (zacznę tak, jak większość komentujących :D) i książkę bym z ciekawością przeczytała :)

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie trawię zombie. Wręcz czuje do nich awersję. Zdecydowanie wolę wampiry, które są znacznie przyjemniejsze, przynajmniej pod względem wizualnym. W każdym razie nie skuszę się na niniejszą ksiązkę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam tematykę zombie i żywych trupów. Myślę, że przebrnę przez te oporne początki i z przyjemnością ją przeczytam :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. O zombie czytałam już kilka książek; 'World War Z' nawet mam, ale do tej pory się nie skusiłam. Może odrzuca mnie, podobnie jak Ciebie na początku, forma książki? Bo na pewno nie jest to obrzydzenie. Temat zwłok mnie nie rusza (kiedyś miałam pomysł zostania patologiem). Myślę, że ostatecznie rozwiałaś moje wątpliwości i w końcu się skuszę na tę książkę.

    P.S. Poleciłabym Ci coś (znowu), ale boję się, że mnie zagryziesz. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Czy muszę? Niee, raczej chcę. Lubię zachęcać ludzi do czytania książek, które na to zasługują. Przy okazji mogę przetestować swoją siłe perswazji, o tak. Swoją drogą, gdy recenzowałam "Egzekutora", praktycznie cały czas myślałam o Tobie. Dziwne, prawda? +/- kilka innych osóbek ze świata rzeczywistego.
    Będę trzymała za Ciebie kciuki, kobieto. Oby Twój następny zakup nie był nagrodą pocieszenia! I bardzo się cieszę, że w końcu zabrałaś się za Castora. Jestem przekonana, że bardzo za Tobą tęsknił. :)

    Co do poleceń, to przeczytałam ostatnio "Kult". Też nijako nawiązujący do tematyki zombie, choć jest to kryminał z krwi i kości. Dalej... Jak nie czytałaś "Alicji w krainie zombie" czy też jej drugiej części - "Alicja i lustro zombie" to też polecam. Drugiej części nie czytałam, ale ponoć lepsza niż pierwsza. O zombiakach więcej mi do głowy nie przychodzi. :<

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo fajna recenzja. Ja jestem zombiemaniaczką i "World War Z' bardzo mi się podobało, choć książka ta różni się na tle innych z tej tematyki. Przede wszystkim Brooks napisał poważną książkę o niepoważnej tematyce ale wszystko zostało tak zgrabnie ujęte, wszystkie wątki społeczne tak sprytnie wplecione, że można uwierzyć, że tkwi w niej ziarno prawdy :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.