12 sierpnia 2014

Mechaniczna księżniczka


Są serie, na których zakończenie czekają całe zastępy czytelników. W dodatku nawet, gdy ktoś nie czyta danej sagi i tak zazwyczaj wie, kiedy pojawia się kolejny, tudzież ostatni tom. Mechaniczna księżniczka jest taką książką. Popularność Cassandry Clare i jej książek rośnie w naszym kraju coraz bardziej, a niebawem nadejdzie premiera ostatniego tomu Darów anioła. Z racji tego, że na którymś blogu, czy też fanpage'u wyczytałam, że lepiej zapoznać się z całymi Diabelskimi maszynami przed finałem pierwszej serii autorki postanowiłam sobie, że w sierpniu zabiorę się za Mechaniczną księżniczkę. I jak widać, okazało się, że było to jedno z nie wielu książkowych postanowień, które udało mi się spełnić. SPOILERÓW ZAMIESZCZAĆ NIE MAM ZAMIARU.

Ostateczne starcie z Mortmainem zbliża się nieuchronnie, a Nocni Łowcy z londyńskiego Instytutu muszą coraz bardziej na siebie uważać. Tessa wciąż nie odkryła jeszcze swojego pochodzenia, jak też nie wyzbyła się miłości do jednego z zakochanych w niej adoratorów. Sytuacja zdrowotna Jema nie polepsza się, a Mortmain jeszcze bardziej utrudnia utrzymanie kondycji Nocnego Łowcy w dobrym stanie. Will z kolei musi się borykać nie tylko z uczuciami żywionym do Tessy, ale i z niespodziewaną wizytą członka jego rodziny.

Tak opisałabym sytuację wyjściową, oczywiście dość skromnie, bo do wszystkich kwestii ujętych powyżej dochodzą jeszcze kłopoty Charlotte z konsulem, obecność braci Lightwoodów w Instytucie i poboczne wątki miłosne.



Bardzo ciężko jest mi wydać konkretny osąd na temat tej części. Zacznę od tego, ze drugi tom był słaby, zawiódł mnie, momentami znudził i cieszę się, że w przypadku trzeciej części Diabelskich maszyn nie miałam po lekturze negatywnych odczuć. Tylko negatywnych. W ogólnym rozrachunku Mechaniczna księżniczka wypada lepiej, niż Mechaniczny książę, ale jest ogrom kwestii które po lekturze książki spokoju mi nie dają.

Miałam wobec tej części pewne oczekiwania, jak to bywa z książkami pani Clare, ostatnimi częściami i powieściami pokroju Diabelskich maszyn. Byłam pewna, że po przeczytaniu tej książki będę zdruzgotana, a tu okazało się, że spoiler, który nawinął mi się kilka miesięcy temu nie był spoilerem. I w związku z tym... oczekiwałam innych emocji na koniec książki, niż te, które ona u mnie wywołała.

Po raz kolejny nie byłam w stanie do końca zżyć się z głównymi bohaterami. Były to postacie wspaniale wykreowane, przedstawione urzekająco, ale jednak miałam wrażenie, że są mi one odległe. Najbliższą okazała mi się jednak Tessa, która choć może nie zajmie miejsca w trójce ulubionych żeńskich bohaterek, to i tak zapadnie mi w pamięć, jako silna młoda kobietka ceniąca sobie wolność. Miłośniczka książek ciekawa świata i... może nawet trochę wścibska? Niemniej jednak poniższy cytat powinien wystarczająco dobrze oddać pragnienie poznania świata towarzyszące postaci Tessy:

Wiecznie zadawała pytania. Wystarczyło zostawić ją samą w pokoju, a zaczynała wypytywać meble i rośliny.

Z innych bohaterów, których polubiłam, a nie przekonali mnie w poprzednich częściach, mogłabym wymienić Sophie i braci Lightwoodów. Wątki z ich udziałem zostały poprowadzone ciekawie i dzięki temu, że autorka potrafiła ich nieźle przedstawić nie nudziłam się, a nawet cieszyłam podczas lektury fragmentów z ich udziałem. Cieszyłam się, bo były dobrym przerywnikiem i odskocznią od problemów miłosnych głównych bohaterów...

Trójkącik miłosny. Cassandra Clare naprawdę musiała się napracować, żeby przedstawić to w tak dobitny sposób. Emocje towarzyszące tej trójce bohaterów, ich rozterki i dylematy... Czytając o tym na prawdę można było się przejąć. I momentami już nie widzieć, komu kibicować, choć ja i tak zostałam wierna swojemu obozowi wspierającemu związek Tessy i Willa. Ale bardziej interesująco w mojej ocenie wypadła relacja między Jemem i Willem, dwójką parabatai. Brawa dla autorki za to, że potrafiła pokazać iście braterską miłość między dwojgiem przyjaciół i przedstawić to w taki sposób, że wyszło bez jakiegokolwiek podtekstu erotycznego czy też homoseksualnego. Oczywiście, nigdy nie wątpiłam w charakter relacji łączącej tą dwójkę, ale napisać o tym tak, żeby przy każdym zdaniu czytelnik nie wahał się, że chodzi o dwójkę niesamowicie bliskich przyjaciół jest nie lada sztuką w moim przekonaniu. A w tym przypadku braterstwo Jema i Willa bardziej mnie wzruszało i absorbowało niż to, z kim w końcu Tessa będzie. Bo pomimo dość konkretnych znaków z poprzedniego tomu świadczących o tym, że to X będzie wybrankiem Tessy sytuacja w Mechanicznej księżniczce przybiera inny obrót.

Czasami trzeba wybierać, czy chce się być dobrym, czy honorwym.

Cały czas postrzegałam Diabelskie maszyny jako serię traktującą o walce Nocnych Łowców z Mortaminem i jego automatami, które wprowadzają nam skrawki steampunku do fabuły. Niestety, ten tom głównie skupia się na życiu prywatnym bohaterów, co odbija się trochę na roli czarnych charakterów w powieści. Byłam pewna, że starcie z Mortmainem będzie finałem powieści, a tu dochodzi do niego już na sto stron przed zakończeniem książki. I kolejne rozdziały trochę psują zakończenie, bo odnosi się wrażenie, że autorka trochę za mocno przeciąga wszystko. W dodatku pojawia się w głowie niepokojąca myśl po tytułem: "I kiedy wszystko zaczyna się już układać, wtedy dopiero należy zacząć się martwić". Niestety, choć w ciągu tych ostatnich stu stron jest wiele pięknych gestów, słów, scen... Trochę mnie to wymęczyło. Tym bardziej, że nie sceny walki nie specjalnie mnie zadowoliły. Ani te w posiadłości Lightwoodów, ani te w miejscu X podczas starcia z Mortmainem... W Darach anioła sceny bitewne lepiej wyszły Cassandrze Clare. A to skłania mnie do jednoznacznej opinii o Diabelskich maszynach - jest to w przeważającej części romans z elementami powieści przygodowej, wątkami paranormalnymi i wszytskim osadzonym w realiach epoki wiktoriańskiej. Szkoda, bo początki tej serii wskazywały na coś nieco innego.

Zakończenie powieści. Dwudziestostronicowy epilog. Owszem, to co się w nim dzieje na pewno zwraca uwagę i nie jest zwykłym zapychaczem stron, ale jednak.. za dużo. Z drugiej jednak strony rozumiem, że autorka chciała wyjaśnić losy wszystkich bohaterów, choć w pewnym fragmencie wydaje mi się, że doszło do pomyłki (wiekowej, bo Charlotte była Nocną Łowczynią a oni nie są nieśmiertelni). Nie wiem, czy nie byłabym bardziej zadowolona z otwartego zakończenia. Końcówka momentami mnie męczyła, ale też chwilami zachwycała. 

Diabelskie maszyny a Dary anioła.

Wydaje mi się, że przeczytałam Diabelskie maszyny w odpowiednim momencie. Jestem przed lekturą ostatniej części DA i faktycznie, lektura Mechanicznej księżniczki nawiązuje do tamtej serii. Z jednej strony jest to fajne, ale z drugiej szkoda, że autorka tak postawiła sprawę i osobom nieznającym DM nieco zabrała radochy z lektury. Bo jeżeli ktoś nie zna DM, a skończy DA i dopiero weźmie się za DM, to całkiem sporo z fabuły może znać... przedwcześnie. Spodziewam się, że postać X pojawi się w ostatnim tomie DA i coś mi mówi, że nawet, jeśli będzie to epizod, to i tak całkiem... znaczący.

Jako Nocni Łowcy powinniśmy być bezinteresowni. Mamy umierać za Przyziemnych, za Anioła, ale przede wszystkim za siebie nawzajem.

Końcowym słowem rzeknę, że nie jestem niezadowolona z zakończenia Diabelskich maszyn, ale inaczej sobie to wyobrażałam. Jeżeli w siedemset stronicowym zakończeniu Darów anioła będzie adekwatnie długi epilog, mam nadzieję, że będzie ciekawszy. W Mechanicznej księżniczce elementy, które bardzo mi się podobały przeplatały się z nie do końca ciekawymi wątkami. Anglii Wiktoriańskiej jest mało, steam punku też, ale nadal uważam, że jest to dobre zakończenie serii. Interesującym doświadczeniem stało się też bycie świadkiem powstania niezwykłego wynalazku ze świata Nocnych Łowców. Dowiedzenie się wiele o związku parabatai bardzo mnie ucieszyło, jak też opis wielce patetycznej sceny jaką było Wstąpienie w kręgi Nocnych Łowców. Końcową oceną niechaj będzie:

8/10

W każdym spotkaniu jest trochę smutku rozstania, ale w każdym rozstaniu jest również trochę radości z następnego spotkania.


Seria Diabelskie maszyny:
1. Mechaniczny anioł Recenzja
2. Mechaniczny książe Recenzja
3. Mechaniczna księżniczka
Najlepsza okładka serii (moim zdaniem): Mechanieczny książe
Najlepsza część serii (też moim zdaniem): Mechaniczny anioł

Autor: Cassandra Clare
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 540
Rok wydania: 2013 (oryginał), 2014 (II wydanie w Polsce)

Do wyzwania: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+3,4 cm)

Wszystkie cytaty zapisane kursywą pochodzą z książki.

21 komentarzy:

  1. Niestety pierwsza część nie przypadła mi do gustu :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Te nasze polskie okładki są okropne ;/ Czytałam pierwszy tom, ale tak... średnio. Na dalsze się nie skusiłam póki co.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam wszystkie 3 części na półce - niestety tylko z biblioteki :) niedługo się za nie wezmę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niby wszyscy chwalą książki pani Clare, mnie jednak seria o Darach anioła mnie nie zachwyciła, zmęczyłam ją do 4 tomu i dalej czytać zamiaru nie mam. Tak i też w tym przypadku - nie będę rozpoczynać tej serii, po prostu nie mam ochoty.

    OdpowiedzUsuń
  5. ja tam bardzo lubie tą serie, jednak nie jest moją ulubioną xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie cała "Księżniczka" męczyła - za dużo wątków romantycznych, za mało akcji. Ja jużzaczynało sie coś dziać, robić naprawdę ciekawie - bach! i wracamy do miłości lub jakże biednego Willa. Zakończenie też trochę na siłę, trochę za idealne.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że się zawiodłaś. Ja osobiście uwielbiam tą serię i jestem przekonana, że w przyszłości jeszcze niejednokrotnie do niej wrócę. Zgadzam się z Tobą, że trzeba mieć niesamowity talent i wyczucie, żeby przedstawić tak bardzo złożoną i braterską miłość, jaka łączy Willa z Jamesem. Skoro jesteśmy przy Jamesie; jest to moja ulubiona postać, dlatego niesamowicie się cieszyłam, gdy Cassandra Clare poświęciła mu tyle czasu w "Mechanicznym księciu". Owszem, sceny walki nie powalają tutaj na kolana, ale mnie to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie - uwielbiałam czytać o perypetiach trójki głównych bohaterów. Nie zmienia to jednak faktu, że zakończenie również mnie trochę rozczarowało. Było zbyt cukierkowe... Zbyt idealne. Niezbyt lubię takie happy endy. Pod tym względem podziwiam Martina, który zabija swoich bohaterów z zawziętością i bez żadnych skrupułów. A jeżeli zabija, to cudownie ich nie wskrzesza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za pochlebną opinię! Wiele dla mnie znaczy (tak jak każda z resztą i to nie tylko ta pochlebna).
      Tak sobie przeglądałam Twojego bloga z nowym wyglądem - dla mnie dużo bardziej czytelnym, niż poprzedni - i zauważyłam, że czytałaś Cobena. Co więcej masz na jego temat całkiem dobrą opinię i dziwię się, że wcześniej o tym nie wiedziałam. Mam nadzieję, że Twoja przygoda z tym autorem nie skończyła się jedynie na tych dwóch książkach i że sięgniesz po następne. Gorąco polecam! Coben zajmuje pierwsze miejsce na liście moich ulubionych pisarzy. Podobnie jak Lee Child i jego seria z Jackiem Reacherem. Swoją drogą też godna polecenia.

      PS. Jak się ma Twoja przygoda z Castorem, moja droga?

      Usuń
    2. W takim razie trzymam kciuki, aby wreszcie Ci się udało! Ja swoją przygodę z Feliksem już dawno zakończyłam, ale jestem pewna, że jeszcze do niej wrócę. Trochę mi za nim tęskno.
      Ah! Jak ja to dobrze znam! Sama mam takie dylematy. Uważam jednak, że życie jest za krótkie na ich roztrząsanie. Ponoć życie studenta jest biedne, więc wygląda na to, że będę musiała się cieszyć tym co mam.
      Czy podobne tego nie jestem Ci w stanie powiedzieć. Child również stworzył serię książek o detektywie (bo o niej mówimy). Jack jest byłym wojskowym, który w tępieniu "złych ludzi" jest wręcz niezastąpiony, co jest przeciwieństwem Myrona stworzonego przez Cobena. Poza tym niewiele się różnią. No... Jack więcej pije i zwykle jeździ autostopem. Ponadto życie pozbawiło go wiernego kompana i wrażliwości, za którą kochamy Bolitara. Myślę, że powinny Ci się spodobać.

      Usuń
  8. Zawsze do usług. :) Czekam z niecierpliwością na sprawozdanie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mam za sobą na razie Mechanicznego Anioła, który może mnie nie zachwycił, ale bardzo się podobał ;)

    Ps. Co do Social Media Book tag, to trzeba dopasować po jednej książce do każdej strony społecznościowej (a dokładniej do "pytania" czyli np "ulubiona krótka książka" czy "książka, którą chciałbyś zobaczyć na ekranach kin") :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chętnie przeczytam, lubię twórczość tej autorki :-) A z zakończeniami różnie to bywa, zawsze mogło być gorzej :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapraszam do mnie na wyzwanie "Czytamy ebooki"!
    pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Przeczytałam na razie pierwszy tom "Diabelskich maszyn", mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda mi się doczytać resztę. Nie mniej jednak nie jest to historia, która porywa mnie tak jak Dary Anioła.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nawet nie wiesz jak mi się marzy ta seria.... :) I Dary anioła.

    recenzjeami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Chętnie bym przeczytała jakąś bardzo wciągającą serię, ale do tej na razie mnie nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Może w przyszłości... Trudno mi określić, czy jestem w 100% zachęcona czy zniechęcona :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Cała trylogia przede mną, ale jestem pewna, że przypadnie mi do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Marzę, żeby przeczytać i skompletować wszystkie części Darów Anioła i Mechanicznych. Tyle, że tych drugich za nic nie mogę dostać w mojej bibliotece, a co do zakupu- zawsze na planie pojawia się coś ważniejszego :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wstyd się przyznać, za C.Clare się jeszcze nie zabrałam, mimo że 1 tom Darów Anioła leży na półce. :P Diabelskie Maszyny również mam w planie przeczytać. Cytat na końcu jest świetny. W sam raz na podsumowanie serii. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Niedawno przeczytałam drugą część i ciekawa jestem, co wydarzy się w trzeciej. Rozbudziłaś mój apetyt :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.