8 sierpnia 2014

Gra o tron


Są książki. Ale są też arcydzieła. I czasem biorąc już książkę do ręki wiesz, że to będzie arcydzieło. Powieść Martina wywołuje wiele uczuć. Pozytywnych, negatywnych ale co najważniejsze - bardzo intensywnych.

W Królewskiej przystani, dochodzi do tajemniczej śmierci namiestnika, Jona Arynna. Na północy z wizytą pojawia się król Robert wraz ze swoim dworem i królową. Namiestnik z Winterfell, Eddard Stark cieszy się z wizyty dawnego przyjaciela, któremu pomógł przed laty zasiąść na tronie. Jednak pokój wśród siedmiu potężnych rodów nie może trwać wiecznie i niebawem najwięksi intryganci z południa zaczynają spiskować w celu przejęcia władzy w królestwie.

W grze o tron zwyciężasz albo giniesz.

Trzeba przyznać, że powieści z zastępami rycerzy, dziesiątkami bitew i siłami nadprzyrodzonymi nie są jakimś niesamowitym unikatem w literaturze popularnej. A jednak powieść stworzona przez Martina i rozpoczynająca Sagę Lodu i ognia sprawia, że nie sposób oderwać się od lektury, przekonać samą siebie, że jeszcze tylko jeden rozdział i idę spać (a potem niewyspaną gnać na autobus) oraz żyć światem Westeros jeszcze długo po lekturze.

Na początku książki mamy prolog, a ja niestety za prologami nie przepadam. Fakt faktem, był dość ciekawy, bo pojawiło się niebezpieczeństwo w postaci kłopotów za Murem - kłopotów wynikających z poczynań Dzikich. A po prologu zaczyna się historia mająca swój początek w Winterfell. Poznajemy ród Starków, z którego wywodzi się Eddard, namiestnik. Od samego początku lubiłam rodzinę Starków choć po obejrzeniu serialu, co nastąpiło przed lekturą dobrze wiedziałam, jaki los spotka te postaci.

Martin wprowadza w powieści rozpoczynającej Pieśń lodu i ognia całe zastępy postaci. Podejrzewam, że jednym z powodów tak sporych ilości bohaterów jest konieczność uszczuplania tych zasobów w trakcie posuwania się fabuły i zabijania ich. Zgadza się - autor nie bawi się w sentymenty i morduje bez skrupułów. Z jednej strony sprawia to, że przywiązywanie się do jakiejkolwiek postaci jest bardzo ryzykowne (bo słyszałam poglądy innych fanów martinowskiej sagi, którzy twierdzili, że na końcu wszyscy zginą), a z drugiej... budzi dreszczyk emocji i każe zastanawiać się czytelnikowi, kto będzie następny. Albo czy bohaterowi X uda się dożyć do kolejnej części.

Postaci są wyraziste. Tym najbardziej pierwszoplanowym można z łatwością przypiąć jakąś etykietkę i na spokojnie orientować się w ten sposób z kim mamy do czynienia. Niektóre imiona zostają użyte dwa razy, nie wspomnę już o historii rodów, w których cały czas mamy doczynienia z tymi samymi nazwiskami. Jest to godne podziwu dla autora, że sam się w tym nie pogubił i sprawia, że książka wydaje się jeszcze bardziej wspaniałą lekturą. Żeby stworzyć taką ilość bohaterów i jeszcze nad nimi wszystkimi zapanować naprawdę trzeba być dobrym pisarzem.

Martin nie szczędzi nam opisów otoczenia, którymi czaruje i świetnie wprowadza nas w świat Westeros. Cudowny opis Orlego gniazda (i nazwy lezących pod nią zamków) czy Twierdzy Maegara sprawiły, że byłam pod jeszcze większym zachwytem lektury. Wszystko zostało dopracowane i doskonale opisane. Z resztą, zdziwiłabym się, gdyby w powieści o objętości niemalże ośmiuset stron zabrakło tak podstawowych kwestii.

Coś o ulubieńcach i nudniejszych lub bardziej znienawidzonych. Chyba nie zaskoczę nikogo twierdząc, że Lannisterowie są znienawidzoną ekipą wśród rodów z Westeros. Ale za jedno ich cenię, a przynajmniej Tywina Lannistera (ojca). Chodzi o dbanie o honor rodziny. Samym członkom daleko do statusu uczciwych, ale Lannisterowie mają swoją dumę i potrafią to pokazać. Uważam, że świetnie nadają się do roli czarnych charakterów, potrafią bowiem grać nieczysto i nie cofną się przed niczym, żeby dosięgnąć Żelaznego tronu. Nie dopuszczą jedynie do zhańbienia rodziny.
Ulubieńcy? Odrzucany i marginalizowany bękart Neda Starka Jon Snow, który zostaje członkiem Nocnej straży. Jedyny Lannister godny podziwu, czyli karzeł - Tyrion. Nieraz zaznaczałam sobie fragmenty w których dzieli się swoimi mądrościami.

- Jesteś przebiegły. Potrzeba nam tutaj takich ludzi
Tyrion uśmiechnął się.
- W takim razie przeczeszę Siedem królestw w poszukiwaniu karłów i przyślę ich do ciebie, lordzie Mormont.

Na uwagę zasługują również naczelni intryganci z królewskiego dworu czyli Varys i Baelish (Littlefonger). Względem tego drugiego mam mieszane uczucia, bo był on postacią niejednoznaczną, ale jeden konkretny czyn sprawił, że go znienawidziłam. Nie mniej jednak wątek miłosny z przeszłości wiążący się z tą postacią jak też sam styl bycia lorda Baelisha sprawiły, że z wielką ochotą śledziłam wszystkie fragmenty z jego obecnością.

- [...] Okazałeś się kimś więcej niż przyjacielem. Odnalazłam brata, którego - jak sądziłam - utraciłam.
Petyr Baelish uśmiechnął się.
- Słodka pani, jestem ogromnie sentymentalny. Lepiej nie wspominaj o tym nikomu. Od lat staram się przekonać wszystkich na dworze o swojej niegodziwości i okrucieństwie i nie chciałbym, aby moje wysiłki zostały zaprzepaszczone.

Dla Littlefingera kłamstwo i oddychanie to jedno i to samo.

Joffrey Baratheon to postać, której nie dało się ani przez chwilę polubić. Rozpieszczony mały królewicz z sadystycznymi zapędami gardzący uczciwością. Z jego osobą łączy się automatycznie postać Sansy Stark, do której jednak mam trochę więcej szacunku i cierpliwości, chociaż w pierwszym tomie dała mistrzowski popis głupoty i młodzieńczego zauroczenia.

Coś o fantastycze w książce. Siły nadnaturalne pojawiają się w drugiej połowie Gry o tron. W tej części mamy zaczątek wątku z bardzo poważnymi komplikacjami na Murze. Jest to kwestia JESZCZE dość poboczna, więc czekam na więcej w kolejnych częściach. Oprócz tego mamy wątki związane z religiami w Westeros - Starzy i Nowi bogowie, o których też liczę dowiedzieć się więcej w kolejnych tomach. W tym miejscu warto też wspomnieć o Daenerys, którą kojarzy mi się z egzotyką, w porównaniu do klimatu Westeros. Khaleesi staje się postacią, która przechodzi niesamowitą transformację między innymi dzięki różnego rodzaju rytuałom i mrocznej magii, która towarzyszy jej niezwykle często w drugiej połowie książki. Uważam, że zakończenie pierwszego tomu rozdziałem poświęconym Daenerys Targaryen jest strzałem w dziesiątkę, szczególnie ostatnie linijki, które tylko pobudzają apetyt na Starcie królów.

Serce kłamie, a głos nas zwodzi. Jedynie oczy widzą prawdę.

W Grze o tron jest jeszcze coś, za co ubóstwiam autora i powieść. Epickość, czyli coś co kocham. W czasie lektury nie raz podczas pełnych patosu fragmentów w głowie włączała mi się odpowiednia ścieżka dźwiękowa, najczęściej opening z serialu, chociaż niejednokrotnie były to fragmenty innych utworów takiej muzyki. Bitwa pod koniec książki jak też to co dzieje się w otoczeniu Robba Starka niesamowicie absorbuje i po raz kolejny budzi niesamowite emocje.

Ponieważ miłość jest trucizną dla honoru, jest śmiercią dla obowiązku.

Wszystko o czym pisałam wyżej, czyli postaci do których się przywiązujemy i których nienawidzimy, fabuła, która niejednokrotnie zaskakuje torem, jakim podąża, historie rodów i dawnych bitew, magia i zagrożenie zza Muru - każdy z tych elementów jest częścią niesamowitego arcydzieła. Od książki ciężko jest się oderwać, jak już pisałam wyżej. Nie żałuję, że wcześniej obejrzałam serial. Jest to jeden z niewielu przypadków, w których taka kolejność jest całkiem prawidłowa moim zdaniem. Łatwiej połapać się w postaciach stworzonych przez Martina obejrzawszy wcześniej wersję telewizyjną. Nie psuje to radochy z lektury, której zakończenie starałam się za wszelką cenę odwlec, gdyż opuszczenie Westeros spowodowało kaca książkowego i trudne do opanowania pragnienie dorwania w łapki Starcie królów. Pokłony dla Martina za stworzenie arcydzieła. I gorące podziękowania za stworzenie czegoś tak niesamowicie wciągającego, jak Pieśń lodu i ognia.

Moja ocena: 10/10

Autor: George R. R. Martin
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 774
Rok wydania: 1996 (oryginał), 2003 (II wydanie w Polsce)

Pieśń Lodu i Ognia:
1. Gra o tron
2. Starcie królów
3. Nawałnica mieczy tom I: Stal i śnieg
    Nawałnica mieczy tom II: Krew i złoto
4. Uczta dla wron tom I: Cienie śmierci
    Uczta dla wron tom II: Sień spisków
5. Taniec ze smokami część 1
    Taniec ze smokami część 2
6. The Winds of Winter
7. A dream of spring

Do wyzwań: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 4,8 cm)
Cytaty zapisane kursywą pochodzą z książki.

15 komentarzy:

  1. Ja też najpierw trafiłam na serial i dopiero niedawno zdecydowałam się przeczytać książkę. Bałam się, że nie będę się mogła wczuć, ale jakimś cudem bawiłam się dobrze. Jednak nie była to książka na dziesięć gwiazdek, na lubimy czytać dałam jej osiem gwiazdek, może właśnie przez wzgląd na serial, nie zostałam powalona na kolana, ani zaskoczona.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jakoś nie byłam przekonana do tej serii, ale sięgnęłam po pierwszy tom i się zakochałam! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam, a do serialu, o dziwo, nie moge się przekonać. Ale może minie "era na bestsellera" i wtedy spróbuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam Grę o tron u siebie, ale jeszcze się za nią nie zabrałam - mam nadzieję, że odbiorę ją równie pozytywnie jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Gre o Tron. Przeczytałem wszystkie wydane części juz w zeszłym roku i czekam z niecierpliwością na kontynuacje^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Ech a mnie ta książka nie przekonała, no ale ja już tak mam :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Wstyd mi, bo mam tę książkę na półce już od roku i nadal jej nie przeczytałam... A kupiłam ją, bo miałam dość tego, że oglądam serial, a powieści nie czytałam. Muszę w końcu to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja mam ambiwalentne uczucia odnośnie tej powieści. Ba jak już ją zaczęłam czytać, szło mi błyskawicznie i mi się podobała, ale nie miałam przy niej tego niepohamowanego uczucia sięgnięcia po książkę i sięgałam po nią niejako "na siłę"... Bez żalu puściłam w świat i nie mam chęci na kolejne tomy...

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak bardzo chciałabym przeczytać tę powieść, ale zwycięża niestety brak czasu. A "Gra o tron" zdecydowanie potrzebuje uwagi i poświęcenia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdecydowanie lepiej się ogarnia postacie po obejrzeniu serialu, inaczej jest z tym ciężko - trochę ich za dużo. Ale sposób kreacji, stworzenia świata to jest coś niesamowitego, na miarę Tolkiena. Niewielu pisarzy jest w stanie stworzyć coś tak skomplikowanego jak cały świat od zera i jeszcze przedstawić to w tak zrozumiały, sensowny sposób. Najgorsza postać? Cersei. Najlepsza? Tyrion :)
    niejednokrotnie były to utwory innych utworów takiej muzyki. - coś nie tak z tym zdaniem :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. serial obejrzałam i moim marzeniem jest przeczytać książke xD

    OdpowiedzUsuń
  12. Obok tej powieści nie da się przejść obojętnie. Widzę, że Ty również przepadłaś w świecie Martina. Też wciąż zastanawiam, jak on to wszystko zapamiętuje, te postaci, a nawet to, kogo uśmiercić, przez kolejne tomy przewija się tyle trupów, że kompletnie nie nadążam za ginącymi pobocnzymi bohaterami. Mnie niemożliwie ciekawi, co będzie dalej, ale trzeba czekać. I na serial i na książkę :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czeka na mnie na półce, ale Twoja recenzja sprawiła, że tylko coraz bardziej chcę ją przeczytać!!

    OdpowiedzUsuń
  14. "Gra o tron" - wciąż na językach :D Mam wrażenie, że będzie jeszcze długo o niej głośno :)

    http://dzikie-anioly.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Książka nadal nie trafiła w moje ręce, ale serial uwielbiam!!! Mistrzostwo świata! :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.