20 czerwca 2014

Marina




Twórczość Zafona jeszcze do niedawna pozostawała mi obca. Marina długo musiała czekać w kolejce (ale nie aż tyle, ile Opowieści z Narnii, po które sięgnęłam dekadę po ich otrzymaniu), żebym się za nią zabrała. Po dzieło Zafona sięgnęłam z ciekawości - moja mama uwielbia tego pisarza i co rusz kupuję jej jakąś jego książkę. Tak, torturuję moich bliskich książkowymi prezentami. A teraz może o Marinie.

Spodziewałam się czegoś innego, niż otrzymałam. Nie znaczy to jednak, że zostałam rozczarowana, przynajmniej już mniej więcej rozumiem, o co tyle szumu w przypadku Zafona. Albo staram się zrozumieć...

Oscar i Marina poznają się z racji pewnego zbiegu okoliczności, aczkolwiek ich dalsza relacja sugeruje, że ta dwójka zwyczajnie musiała się spotkać. Mieszkaniec internatu i tajemnicza, nieco nietypowa dziewczyna zaprzyjaźniają się, gdy nasz bohater, który również jest narratorem idzie do rezydencji ojca Mariny odnieść znaleziony zegarek. Po pewnym czasie Marina i Oscar zaprzyjaźniają się, a i sympatia nawiązuje się między chłopakiem i gospodarzem domu Germanem. Kolejne wspólne tygodnie zbliżają do siebie Oscara i Marinę, ale... ale pojawiają się tajemnice. Jedną z nich jest nietypowe zachowanie Mariny, a drugą mroczna tajemnica Michala Kovlenika, na którą natrafiają podczas jednego ze swoich spacerów. Krok po kroku odkrywają historię, natrafiając na ludzi, którzy byli jej częścią. Z jednej strony mamy bezgraniczną miłość, z drugiej szaleństwo i pragnienie zwycięstwa w wyścigu z matką naturą. W powieści Zafona czarująca historia dwójki młodych ludzi splata się ze scenami jak z horroru i historią mrożącą krew w żyłach.

Zupełnie nie spodziewałam się, że pozornie zwyczajna, choć piękna historia przerodzi się w śledztwo z udziałem potworów wyjętych żywcem z koszmarów. Po raz kolejny potwierdza się teza, że na zwykłą obyczajówkę ciężko mi trafić. Niemniej jednak miło zaskoczyłam się pomysłem Zafona, który zdecydowanie zapunktował na naszym pierwszym spotkaniu.

Lektura Mariny mijała mi szybko niewątpliwie z racji braku irytujących bohaterów, zgrabnej, płynnej narracji Oscara i pięknego, acz nieudziwnionego języka autora. Zafon przenosi nas do dwudziestowiecznej Barcelony, gdzie wśród pełnych uroku alejek, zapomnianych kamienic i tajemniczych, opuszczonych posesji rozgrywa się historia Michala Kovlenika oraz Evy Irinowej. Autor szczegółowo prezentuje nam historie tej dwójki, oraz kilku innych bohaterów, którzy mieli ścisły związek  z historią szalonego doktora. Doktora, który urzeczywistniając swoje chore marzenia skazał na potępienie siebie i swoich bliskich.

Powieść jak najbardziej umiliła mi mroczne czasy sesji, w jakich żyję. Mogłam oderwać się na krótko od tego wiru nauki, terminów i stresu. Polubiłam Oscara, jednak jego towarzyszka, jak mi się wydaje, została troszkę za słabo zarysowana. Marina była cichą, tajemniczą dziewczyną lubiącą czytać książki. Także ich relację mogłabym opisać bardziej jako bardzo bliską przyjaźń, niż miłość. Zasygnalizowano tylko, że są zakochani, że Oscar ciągle o niej myśli i smuci się podczas ich rozłąki, ale... Może zabrakło mi zobaczenia tego wszystkiego z punktu widzenia Mariny? A szkoda, no ale wszystkiego mieć nie można.

Natomiast motyw damy w czerni odwiedzającej cmentarz, czarnych motyli i wszystkiego innego, co wiązało się z tą tajemnicą już bardzo mi się spodobał. Było czuć klimat, a i za serce chwytały losy bohaterów na pozór drugoplanowych. I może nawet chwytały bardziej, niż to, co działo się z głównymi postaciami.

Marinę polecam, jako odstersowywacz i jako... odrywacz od codzienności. Powieść jest lekka, wciągająca i piękna. Zafon potrafi snuć cudne obrazy przed czytelnikiem, który po trochu zakochuje się w jego powieści. Z pewnością sięgnę jeszcze pi tego autora, ale raczej w dalszej przyszłości. Marina była miłą przygodą, ale wiem od mamy, że inne powieści autora są jeszcze lepsze.

Moja ocena: 7,5/10

Autor: Carlos Ruiz Zafon
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 285
Rok wydania: 2009 (oryginał), 2012 (IV wydanie polskie)

Przeczytane do wyzwań: Grunt, to okładka (Niebo), Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,9  cm), Z półki

15 komentarzy:

  1. Mi wystarczyło przeczytać "Cień wiatru" tego autora i uległam jego prozie, chociaż zostało mi jeszcze do przeczytania książek tegoż autora, jednak mogę powiedzieć, że to już mój ulubiony pisarz i mam dziwne przeczucie, że inne jego książek również mnie nie zwiodą. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zafon potrafi oczarować. I właśnie według mnie cała jego siła w przedstawianiu zwykłych historii w niezwykły sposób. Polecam dalszą twórczość tego autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ciekawa książek tego autora. Mam ogromną ochotę po którąś sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Zafona. Przeczytałam prawie wszystkie jego książki, jakie dotąd wydano na naszym rynku (oprócz "Więźnia nieba"). Jego książki mają niepowtarzalny klimat.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem ciekaw tej ksiazki już od jakiegoś czasu.

    W wolnej chwili zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam jeszcze książek autora, ale w domu mam aż cztery. Tej akurat jeszcze nie kupiłam, więc nie znajduję się w planach, ale ciekawi mnie, nie wiem, czego sie dokładnie spodziewać. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. ,,Marinę" wspominam bardzo dobrze, ale jakoś na tę chwilę nie ciągnie mnie do Zafona. Może dlatego, że ,,Cień wiatru" mnie trochę rozczarował. Chyba muszę trochę odczekać i znów podejść do jego twórczości z innym nastawieniem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbia tą książkę, jest to moja ulubiona książka tego autora :)

    OdpowiedzUsuń
  9. "Cień wiatru" - jest na liście 100 tytułów BBC którą planuje zaliczyć, więc ze stylem autora muszę się zapoznać, ale czy spodoba mi się to na tyle by sięgnąć i po "Marina" ? Zobaczymy ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie czytałam jeszcze tej książki, lecz jestem jej ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka wydaje się naprawdę ciekawa, fajnie, że ci się spodobała, jak na nią trafię z miłą chęcią przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakoś tak się złożyło, że powieści Zafona poznaję zgodnie z kolejnością ich powstania i ostatnio miałam przyjemność przeczytać właśnie "Marinę", która wydała mi się dojrzalsza od poprzednich jego książek. No i ten klimat. :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Zafona znam jak na razie jedynie z "Cienia wiatru" i chociaż nie zapałałam miłością do jego stylu pisania, to nie mogę wyrzucić z głowy tej historii. Bardzo chciałabym przeczytać też inne jego książki, jestem ciekawa jak je odbiorę. A "Marinę" mam już od dawna na oku :)

    OdpowiedzUsuń
  14. W sumie książka wydaje się intrygująca, ale np. Cień wiatru był moim zdaniem przeciętny, więc nie wiem czy chcę czytać jeszcze inne jego książki.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie tematyka skojarzyła się z mroczną baśnią :) A lektura wydała mi się tak jak Tobie odrywająca od codzienności i zapewniająca wspaniale spędzony czas ;)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.