18 maja 2014

Prochy

Choć rzadziej już w chwili obecnej sięgam po powieści młodzieżowe (o czym będzie kiedyś tam osobny post) to zdarza mi się jedna przeczytać coś przeznaczonego dla tej grupy wiekowej. Dla grupy wiekowej wymagającej, bądź co bądź, bo nastolatki (do których jeszcze tylko do października zaliczała się będę) czytać raczej nie lubią (odchyły w postaci mnie i innych moli książkowych muszą nadrabiać średnią krajową). Przepraszam za tak dużą ilość wtrąceń do poprzedniego zdania. A wracając do nastolatków - trzeba ich umieć zainteresować. Od czasu wybuchu popularności na dystopie (tudzież Igrzyska śmierci) rynek wydawniczy może nie został zdominowany przez powieści traktujące o wszelkich kataklizmach i szarych ludziach muszących sobie z nimi radzić, ale na pewno tego rodzaju książki zyskały rzesze wiernych fanów. Prochy były jedną z powieści sygnowanych sukcesem Igrzysk, a co za tym idzie, nie do końca byłam przekonana, czy sięgać po tą książkę. Zaryzykowałam i koniec końców spotkała mnie niespodzianka w postaci przewagi pozytywów nad negatywami.

Alex wybiera się w samotną wędrówkę po górach, w czasie której to dochodzi do pewnego nietypowego (nawet jak na dystopię dla młodzieży) zdarzenia które warunkuje dalsze życie ludzi na świecie. Nie napiszę co to dokładnie, żeby przyszłemu czytelnikowi który weźmie do ręki Prochy nie psuć zaskoczenia. Ale autorka odpuściła sobie jakieś tajemnicze wirusy, epidemie i spiski rządowe, za co należy jej się plus. A wracając do Alex - głównej bohaterki Prochów, muszę wspomnieć o jej wizerunku. Autorce udało się nie przedobrzyć z ilością utrapień, z jakimi musi zmagać się dziewczyna, a i zbyt różowo ona w życiu nie ma. Nie mamy okazji zaobserwować jej w jakimś typowym dla niej otoczeniu, ale z relacji Alex wynika, że nie była przesadnie zszarzałą myszką czekającą na księcia. Taka kreacja bohaterów jest dość powszechna w powieściach młodzieżowych i cieszę się, że tym razem udało mi się uniknąć spotkania z panną "jestem taka beznadziejna, potrzebuję faceta, który sprawi, że nie będę się czuła jak ostatnia niedojda". Alex jest rozsądna, umie sobie radzić, co nie zmienia faktu, że nie obce są jej uczucia w kategorii strachu, przerażenia, bezsilności.
 Inni bohaterowie o tyle o ile na uwagę zasługują - ośmioletnia Ellie jest krnąbrna, czym zdobywa serca czytelników. Tom nie wyróżnia się jednak niczym specjalnym, choć momentami przejmuje całkiem uwagę czytelnika. Nie irytuje, ale też nie wzbudza głębszych uczuć, może poza ciekawością w kwestii jego przeszłości.

Pochwalić muszę też Ilsę J. Bick za styl pisania. Przemyślany, obrazowy, ze złożonymi zdaniami. Język nie jest skomplikowany i brak tu niesamowicie poetyckich porównań, ale nie można się nudzić przy tej książce. Nawet przemyślenia głównej bohaterki nie stanowią zbyt ciężkiego wyzwania dla szybko nudzących się czytelników. Przynajmniej tak sądzę, bo jestem czytelnikiem z średnią tolerancją na rozwlekłe opisy rozterek postaci w powieściach. No chyba, że są to osobistości posługujące się sarkastycznym językiem i ironią. Jak zwał tak zwał, ale podkreślić chciałam, że książka wciąga i czyta się ją szybko, cięgiem i z zainteresowaniem.

Najciekawszym odcinkiem książki było na oko, środkowe 250 stron, Tak mi się wydaje, bo sam początek, pomijając "Zdarzenie" wielce porywający nie jest. Udało mi się przez niego przebrnąć i dalej już delektować się książką bez zbędnych przeszkód. Końcówka też jest całkiem interesująca, ale mimo to najwięcej dzieje się w środku.

Żeby do końca różowo nie było, to wspomnę o kilku mankamentach. Dwa, czy trzy razy autorce zdarzyły się dziwne przeskoki w akcji, tak jakby zostawiła w fabule dziurę, bo nie wiedziała co, lub jak opisać. Nie są to jakieś kulminacyjne punkty, ale mimo wszystko, nie udało się ich zamaskować i przez moment człowiek czytając zastanawia się "Ale, że jak...? A co się działo wtedy...". Do tego pani Bick, choć wątki romansowe z powodzeniem zepchnęła na dalszy plan, nie omieszkam wspomnieć o pseudo trójkąciku miłosnym, który niestety trochę mnie zdrażnił. Praktycznie nie wiele się o nim naczytałam, ale sam fakt zamysłu i obecności tejże zagrywki... nie, to mi się nie spodobało, choć wiem, czemu autorka go umieściła. Ale mimo wszystko... Są inne czynniki determinujące działania bohaterów niemalże równie mocno, jak miłość.

Jeszcze jedna sprawa. Nie umiem w żaden sposób powiązać tytułu książki z jej treścią. Mamy dystopię, niezłą dystopię, mamy ciężkie czasy, mamy zgrupowanie ocalałych i... i jak się do tego mają prochy? Ale wydaje mi się, że zagadka rozwiązałaby się w dalszych tomach, które na polskim rynku raczej się nie ukarzą.

Jeżeli zatem macie ochotę na dobrą powieść młodzieżową, która nie jest zupełnie niewymagająca, trzyma w napięciu i nie denerwuje zagrywkami bohaterów to polecam Prochy. Mnie wciągnęły i gdybym miała okazję z chęcią zapoznałabym się z kontynuacją. Jak rzecze okładka - jest to jedna z lepszych powieści w duchu Igrzysk śmierci. I w tym przypadku jestem skłonna poprzeć to stwierdzenie, a pamiętajmy, jestem zagorzałą antyfanką tego, co "jedzie" na popularności dzieła Collins i już nie raz zawiodłam się na tego rodzaju książkach.

Moja ocena: 8/10

Autor: Ilsa J. Bick
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 430
Rok wydania: 2011 (oryginał), 2012 (w Polsce)

Wyzwania: Dystopia 2014, Z półki, Przeczytam tyle ile mam wzrostu (+ 2, 8 cm)

7 komentarzy:

  1. No dobra, "Zdarzeniem" mnie zainteresowałaś. :D Poza tym wydaje się dość typową dystopią.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że jest tak dobra, bo mam ją na liście do przeczytania i czeka na półce, jestem pewna, że w wakacje sie z nią uporam. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie przeczytam. Mam nadzieję, że mi się spodoba i nie zostanie potem proch - po książce :) recenzją mnie zachęciłaś więc nie powinno być źle. Przeczytamy - zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja niedawno zrozumiałam pewien fakt - nie lubię książek traktujących o przyszłości ;/ . Za bardzo nieraz dołują.
    "Igrzyska Śmierci" są tu wyjątkiem, bo silnie ocierają mi się o fantasy przez obecność łuki i elementu szkoły przetrwania.
    Niemniej gdybym mi coś odbiło i zechce poczytać o dystopii to będę dzięki Tobie wiedziała na co zwrócić uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanowię się nad tą pozycją, ponieważ szczerze powiem, że teraz mam wiele ciekawszych pozycji do czytania <3 twoja recenzja mnie zachęciła wiesz? Dlatego myślę że za tą pozycją warto jest się rozejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten rodzaj literatury nie do końca do mnie przemawia, ale może kiedyś sięgnę. Tyle tych dystopii teraz, a większość mnie aż tak nie zachwyciła.

    OdpowiedzUsuń
  7. Już od jakiegoś czasu nie sięgam po ksiażki Amber... Wkurza mnie to przerywanie serii i tu jak widzę jest podobnie. A szkoda, bo pozycja wydaje się naprawdę niezła...

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.