17 marca 2014

Żelazny król

Powieść Julie Kagawy zbierała w większości same pochwały, oklaski i tego rodzaju "ochy" i "achy". Nic więc dziwnego, że podchodziłam do lektury z konkretnymi oczekiwaniami, a nawet rzekłabym, wymaganiami. Czy autorce książki z elfami w roli głównej udało się osiągnąć cel i zauroczyć mnie tak, jak to miało miejsce w przypadku wielu czytelników?

Bohaterką jest szesnastoletnia Meghan Chase, która uważa się za zwykłą, przeciętną dziewczynę. W dniu jej urodzin okazuje się, była ona jednak w błędzie, bo nagle wokół niej pojawia się kilka magicznych istot, jej najlepszy przyjaciel Rob tak naprawdę jest kimś więcej niż tylko człowiekiem, a młodszy brat został... podmieniony. Tą serią paranormalnych niespodzianek jesteś witani już na wstępie książki i jak się później dowiadujemy, to nie koniec. Meghan, żeby odzyskać brata musi się udać do świata zamieszkiwanego przez magiczne stwory. Świat ten nosi nazwę Nigdynigdy i jak utrzymuje większość jego stałych bywalców - jest niebezpieczny, pełen pułapek i zdecydowanie nie jest miejscówką dla nastolatek ludzkiego gatunku. Meghan oczywiście wyrusza na poszukiwania brata i wplątuje się w niesnaski między Dworami, ściąga na siebie uwagę książąt i królów oraz królowych, w dodatku dowiaduje się co nieco o swojej przeszłości...

Początek był gładki, polubiłam Meghan, ale bez przesadniej zażyłości. Zwykła nastolatka, trochę pokrzywdzona przez los sytuacja materialną, wyśmiewana w szkole. Określiłabym ją jako typową postać ze znanych nam paranormali młodzieżowych. Gdy przenosi się do Nigdynigdy ani myśli się ogarnąć, zebrać w sobie czy zacząć myśleć racjonalnie. Zdarzają jej się tego przebłyski, ale głębszą przemianę widać dopiero pod koniec książki. W samej końcówce można mówić o jakichś zmianach, ale wydaje mi się, że to jednak troszkę a późno.
Gdy wkraczamy w krainę Nigdynigdy nieodłącznym towarzyszem naszej bohaterki staje się Puk. Niestety, jest to bohater, który zupełnie do mnie nie przemówił. Z jednej strony był wielowiekowym członkiem Jasnego Dworu, a z drugiej dowcipnisiem bardzo infantylnym i trochę nierozgarniętym. Fakt faktem, wkład w pomoc Meghan docenić trzeba, ale niestety, większość jego zagrywek działała mi na nerwy.
Co do Asha, który objął stanowisko czarnego charakteru, nie był ona aż tak irytujący, ale niestety stałam się już bardziej wymagającym czytelnikiem i wiem, że nawet w paranormalach dla nastolatków "Pan Mroczny" może zostać lepiej wykreowany. Ash swoją rolę spełniał nie najgorzej, ale dość płytko...

Żeby nie było tak ponuro i pesymistycznie, opowiem o tym, co u mnie zapunktowało. Na pewno opisy magicznej krainy. Bardzo barwne, całkiem szczegółowe i urzekające. Nigdynigdy to jedna z miejscówek, w których z chęcią spędziłabym kilka dni, pomimo tych niebezpieczeństw czyhających za każdym krzakiem.
Kolejną zaletą jest Grimalkin. Gadający kot, również towarzysz podróżny naszej Meghan. Zwierzak, jak to koty, chadza własnymi drogami i prezentuje postawę pełną pogardy dla ludzkiego gatunku, typowy z kolei dla jego gatunku. Grima polubiłam, bo przecież zwierzęta obdarzone umiejętnościami werbalnymi są genialne.
W Nigdynigdy mamy oczywiście do czynienia z dworami, które nie do końca pałają do siebie sympatią. Spodobało mi się, że oprócz Jasnego i Ciemnego Dworu mamy trzecie stronnictwo, które jest właściwie największym zagrożeniem dla bohaterów. Plus dla autorki za to, że postarała się wymyślić coś więcej niż typowy podział na dobrych i złych, białych i czarnych. Jest jeszcze jedna kwestia, którą Julie Kagawa u mnie zapunktowała i mam tu na myśli tytuły rozdziałów. Niby nic wielkiego, ale miło czytać fragment książki, który został określony bardziej precyzyjnie niż "Rozdział X".

Żelazny król i pierwsza wyprawa do świata elfów może nie do końca mnie zadowoliły, ale nie wywołały odruchu wymiotnego, efektu otwierającego się w kieszenie scyzoryka lub chęci trzaśnięcia książką o ścianę/podłogę. Z Meghan spędziłam kilka sympatycznych dni i oczekiwanie na wizytę u lekarza nie ciągnęło się aż tak bardzo. Czy sięgnę po kolejny tom? Chyba wątpię, bo żaden z bohaterów aż tak do mnie nie przemówił, ale lektura była fajną odskocznią od codzienności.

Moja ocena: 7/10

Autor: Julie Kagawa
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 352
Rok wydania: 2010 (oryginał), 2011 (w Polsce)

Do wyzwań:
1. Grunt to okładka
2. Z półki
3. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+2,4)

16 komentarzy:

  1. Faktycznie fajna okładka, a i książka zapowiada się w miarę ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ się cieszę, że mam ten tytuł na półce! Twoja recenzja baaardzo mnie zachęciła - lubię barwne opisy i mnóstwo magicznych wątków :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam i bardzo przypadła mi do gustu ta historia. Chętnie przeczytałabym wszystkie tomy serii, gdyby były u nas dostępne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam ciekawa tej lektury i widzę, że warto skusić się na nią

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam obie części i szkoda, że Wydawnictwo nie ma w planach wydania dalszych części.
    Pozdrawiam

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Puk to nie jest postać stworzona przez panią Kagawę (autorka zainspirowała się "Snem nocy letniej" Szekspira, gdzie owy delikwent już występuje i psotnikiem już jest). Nie mogła mu nadać jakiegoś całkowicie odmiennego charakteru. To postać magiczna, nielogiczna, jak cała kraina Nigdynigdy. Co do Megan - zgadzam się, była trochę nieogarnięta. :P Grim za to jest NAJLEPSZY! Chyba jedyny kot, którego naprawdę uwielbiam. ;D

    Dla mnie ta książka jest czymś naprawdę wyjątkowym. Nie ma tu bohaterów złych lub dobrych. Każdy z nich posiada wady i zalety i za to ich uwielbiam. Świat stworzony przez autorkę mnie oczarował. Do dziś o nim śnię... Dzieciństwo powraca przy takich książkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, Puk to postać ze Snu nocy letniej, ale mimo wszystko, nadałabym mu troszkę czegoś od siebie będąc na miejscu pani Kagawy. Do tego jeszcze powieści pisane na schemacie wielkich dzieł i z wykorzystaniem bohaterów z tychże dzieł jest moim zdaniem pójściem na łatwiznę. Jeżeli ktoś potrafi to zrobić równocześnie powalając czytelnika na kolana, to wtedy owszem, chwali się. Ale w przeciętnych książkach trochę razi.
      Każdy ma takie książki, które są dla niego wyjątkowe, któe na długo zapadają w pamięci i wciągają jak żadne inne;) Dla Ciebie to Żelazny król, mnie on jednak aż tak nie porwał ;)

      Usuń
  7. Uważam, że to przeciętna książka, bywają gorsze, ale jest też wiele lepszych i po kolejne części już nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chcę ją bardzo przeczytać dzięki Twojej ocenie ;p
    Zachęciłaś mnie :)
    Zapraszam w wolnej chwilce do mnie :3

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka naprawdę mi się podobała właśnie ze względu na fajne i dokładne opisy elfiej krainy. :D Co do bohaterów to również nie polubiłam Puka :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Hahahaha, ten fragment "[...] ale nie wywołały odruchu wymiotnego, efektu otwierającego się w kieszenie scyzoryka lub chęci trzaśnięcia książką o ścianę/podłogę." po prostu rozwalił mój system! KOCHAM! <3 Ja od ok 3-4 m-cy staram się przebrnąć przez "elficką młodzieżówkę" (Lament. Intryga królowej elfów) Maggie Stefvater i normalnie mam takie odruchy o jakich wspomniałaś w wyżej przytoczonym fragmencie. Jeśli ten Lament (i to dosłownie) mnie zniechęci to pewnie odpuszczę sobie "Żelaznego króla". Pożyjemy, zobaczymy ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. Właściwie nic w tej książce mnie nie interesuje, wydaje mi się, że by mnie w ogóle nie wciągnęła, ale to może tylko takie moje wrażenie.
    Nie było mnie tu trochę, fajny gadżet z tymi reakcjami dodałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. lubię tego typu lektury, także liczę na to, że w najbliższym czasie uda mi się przeczytać tę książkę :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Zastanawiałam się nad tą książką już od jakiegoś czasu i kilkakrotnie miałam szanse zdobyć ją... Jednak po Twojej recenzji myślę, że to raczej średnia książka... Lubię elfy i jestem ciekawa jak wypadłą ta ich kraina, ale czuję, że nie polubiłabym się z główną bohaterką i może u mnie pojawiłaby się ta "chęć trzaśnięcia książką: :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nigdynigdy fajna nazwa, właśnie dziś dotarł do mnie Żelazny Król :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.